Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Sławny architekt z Trzebnicy

Sławny architekt z Trzebnicy

Zapraszamy do lektury artykułu, który ukazał się w roczniku Brzask, edycja z 2012 roku, poświęconego “sławnemu architektowi z Trzebnicy”. Czy była to postać rzeczywiście sławna, czy raczej sprytnie wypromowana osoba, osądźcie sami.

Zapewne czytelnika zaskoczy tytuł artykułu. Nie ma w tym nic dziwnego. Leopold Ostritz, architekt z Trzebnicy, jest nieznaną postacią w dziejach Trzebnicy. Nie ma o nim żadnej wzmianki ani w archiwaliach miejskich ani klasztornych. Żeby się przekonać, że taki budowniczy – architekt, żył i tworzył, należy pojechać do Rawicza i trafić na Rynek. Tam na środku placu stoi chluba i ozdoba miasta – okazały, piękny barokowy ratusz, dzieło Leopolda Ostritza – „sławnego architekta z Trzebnicy”, którego budowa rozpoczęła się 256 lat temu.

Na Śląsku, w dobie rozkwitu baroku pojawiło się wielu budowniczych – architektów. Niektórzy z nich zrobili kariery. Jednak nie wszyscy sławni projektanci śląscy doczekali się osobnych opracowań czy nawet artykułów o ich życiu i działalności. Jest ich zaledwie trzech. Wynika to z braku wiedzy źródłowej o tych twórcach. Wówczas nie dbano o upamiętnienie mistrzów murarskich zwanych architektami czy budowniczymi, których zatrudniano do budowy obiektów architektonicznych. Dla fundatora ważne było, aby utrwalić pamięć inwestora zamówionego dzieła. O naszym bohaterze, Leopoldzie Ostritzu, nikt by nawet nie wiedział, gdyby nie zachowana umowa Leopolda z magistratem rawickim z 1753 r., która mówiła, że: Ostritz zobowiązuje się postawić z gruntu nowy ratusz i doprowadzić budowę aż pod dach, ściśle według doręczonego przez siebie planu i zarysu.

Nieznany jest ani roku urodzenia ani śmierci Leopolda Ostritza. Prawdopodobnie żył na przełomie XVII i XVIII w., lub w XVIII w. Na pewno urodził się w Trzebnicy. Wówczas dodawana do nazwiska nazwa miejscowa, wskazywała na miejsce urodzenia lub pochodzenia danej osoby. Faktem jest, że budowniczy – architekt pewnie nie mógłby wykazać się swoim talentem w dziejach naszego miasta. Ówczesna Trzebnica, aż do końca XVIII w. była biednym, i w zasadzie drewnianym miastem. Nawet po częstych pożarach, które ją nawiedzały, wracała do drewnianej zabudowy. Taki obraz Trzebnicy, z czasów aktywności zawodowej Leopolda Ostritza, ukazał nam Fryderyk Bernard Werner na swoim rysunku z połowy XVIII w. Po prostu, mieszczan trzebnickich nie stać było na drogie budowle murowane, dlatego miastu byli potrzebni cieśle, a nie majstrzy budowlani. Prawdopodobnie dlatego Leopold Ostritz musiał szukać pracy gdzie indziej.

W Trzebnicy pojedyncze obiekty murowane pojawiły dopiero w pierwszej połowie XIX wieku, a pierwsze wiadomości o budowniczych pochodzą z drugiej połowy tego wieku. Przy okazji budowy nowego kościoła ewangelickiego św. Piotra i Pawła (1853-1855), wymieniony został budowniczy – architekt Staffenhagen z Wrocławia i majster murarski Fischer z Trzebnicy. Natomiast przy wznoszeniu murowanego ratusza (1868-1869) zatrudniono architektów z Wrocławia. Byli to dwaj inspektorzy budowlani, Rosner i Gertsmann. Pracami murarskimi zaś kierował wspomniany wyżej, majster Fischer. Roizkwit budownictwa murowanego nastąpił na przełomie XIX i XX wieku.

Skoro w mieście brak śladów działalności Leopolda Ostritza, to może należy ich szukać w opactwie cysterek trzebnickich. W 1697 r. rozpoczęły one budowę nowego, barokowego klasztoru. Wystawienie tego obiektu zainicjowała wielka miłośniczka i mecenaska sztuki, ksieni Krystyna Pawłowska. Budowę zakończyła w 1726 r., opatka Bernarda Biernacka. Przez prawie dwadzieścia lat teren opactwa był wielkim placem budowy, na którym wyrosła „fabryka” dla budowy nowego klasztoru. Pracowała tam cała rzesza rozmaitych rzemieślników, m.in.: murarze, cieśle, kamieniarze, sztukatorzy, a także rzeźbiarze. Wśród nich statuarius – Jan Jakub Hauser, mistrz rzeźbiarski z Trzebnicy. Chociaż klasztor zatrudniał mnóstwo fachowców, to niewiele o nich wiemy. Księgi rachunkowe opactwa wymieniają nielicznych. Wśród nich wymieniony został tylko budowniczy Jan Grzegorz Ostritz, który wcześniej pracował przy budowie klasztoru w Lubiążu, gdzie w latach 1681-1699, wzniesiono monumentalny pałac opacki liczący ponad 300 sal. Prawdopodobnie Jan Ostritz nawiązał trwałą współpracę z zakonem cysterskim. Możliwe też, że opat lubiąski rekomendował go cysterkom z Trzebnicy, skoro w latach 1699-1700 został zanotowany jako polier – zastępca mistrza budowlanego przy budowie klasztoru w Trzebnicy. W 1714 r. występuje już jako murarorium magister – mistrz murarski. Nie jest jednak pewne czy kilkakrotnie wymieniany w zapiskach Jan Grzegorz Ostritz, był projektantem koncepcji całego barokowego założenia. Wymienia się tu, co prawda bez udokumentowania źródłowego, Jana Jerzego Kalkbrennera, architekta z Wrocławia, który mógł być naczelnym projektantem. Natomiast o Leopoldzie Ostritzu źródła milczą.

Pod koniec budowy klasztoru, w 1724 r. mniszki trzebnickie podjęły się także modernizacji kościoła klasztornego. Zmieniły jego zadaszenie i radykalnie przebudowały wnętrze świątyni, nadając jej barokowy wystrój. Jednak i w tym dziele nie znamy ani jego projektantów, ani budowniczych. Możliwe, że przy tej inwestycji nadal pracował mistrz budowlany Jan Ostritz, a ponieważ był na stałe zatrudniony przez klasztor, dlatego nie był wymieniany. Znani są tylko artyści, którzy zadbali o wystrój wnętrza kościoła: malarze, m.in. mistrz śląski Michał Willmann i mistrz holenderski Chrystian van Bentum oraz rzeźbiarze. Wśród nich najsłynniejszy, bawarski artysta rzeźbiarz Franciszek Mangoldt. Ponadto księgi kościelne zanotowały budowniczego organów Jana Piotrowitza z Trzebnicy.

Nie wiemy też, kto był projektantem dwóch obiektów związanych z działalnością klasztoru: domu pielgrzyma i zakładu wychowawczego dla dziewcząt wzniesionych za czasów ksieni Benedykty Biernackiej (1718-1727). Brak jest również wiedzy na temat budowniczego ratusza w 1729 r. i kaplic Drogi Krzyżowej w Lesie Bukowym, które postawiono w 1734 r. za rządów ksieni Zofii Korycińskiej (1727-1741). Podobnie, nie znamy projektantów obiektów z czasów ksieni Bernardy Paczyńskiej (1747-1789) – budynków administracyjnych i gospodarczych opactwa. Wyjątek stanowi wieża kościoła klasztornego. W gałce hełmu wieży z 1789 r. znaleziono dokument, z którego wynika, że wieżę zaprojektował architekt wrocławski Gottlieb Daene, a prace budowlane prowadził mistrz Heisler z Trzebnicy. Podczas wznoszenia tej wieży doszło do katastrofy budowlanej. Zawaliło się sklepienie w przęśle zachodnim, które odbudowano w 1782 r. Wszyscy twórcy tego okresu, zarówno wymienieni z nazwiska jak i anonimowi mają swój osobisty wkład w tworzenie dóbr kulturalnych naszego miasta.

Wymienione wyżej obiekty budowlane fundowane przez klasztor, zostały przytoczone celowo, ponieważ można przypuszczać, że niektóre z nich projektowali związani z Trzebnicą Jan Grzegorz Ostritz lub Leopold Ostritz, ewentualnie wznieśli je razem. Oglądając starą rycinę ratusza trzebnickiego z, 1868 r., który powstał w 1729 r. z inspiracji ksieni Zofii Korycińskiej, można zauważyć pewne podobieństwo do ratusza rawickiego z 1753 r., który zaprojektował Leopold Ostritz. Oczywiście na pierwszy rzut oka obiekty te różnią się zasadniczo. Ratusz w Trzebnicy był murowany tylko w pierwszej kondygnacji, wyżej szachulcowy, kryty gontem – na tyle stać było trzebnicki magistrat. Natomiast ratusz w Rawiczu, wykonany z innych materiałów, jest większy, murowany, kryty dachówką. Elementy podobne to rozwiązania architektoniczne: barokowy styl budowli wzniesionych na planie prostokąta, dachy mansardowe z lukarnami zakończone wieżami i wreszcie detale: ozdobne portale wejściowe zwieńczone kamiennymi kartuszami herbowymi inspiratorek ratuszy – w Trzebnicy ksieni Zofii Korycińskiej, a w Rawiczu, księżnej Katarzyny Sapiehy Sapieżyny. Zaobserwowane podobieństwa, zastosowane w rozwiązaniach architektonicznych tych obiektów sugerują, że projektowała je jedna i ta sama osoba. Czyżby Leopold Ostritz, przyjmując hipotetycznie, był również twórcą projektu ratusza trzebnickiego? Teoretycznie jest to możliwe. Fakt, że ratusz ten nie był w pełni budowlą ceglaną, nie oznacza, że nie mógł go zaprojektować budowniczy – architekt. Przyjmując hipotetycznie, nasz bohater miałby wtedy około 30 lat, i mógłby już posiadać dyplom mistrzowski.

Formalnie nie ma dowodów na to, że budowniczy ratusza w Rawiczu był związany z budową klasztoru, jak Jan Grzegorz Ostritz, czy też innych obiektów fundowanych przez klasztor czy miasto. Nie ma też sugestii źródłowej, która wskazywałaby na to, co łączyło, poza fachem budowniczego, Jana Grzegorza Ostritza i Leopolda Ostritza. Jednakowo brzmiące nazwisko Jana Grzegorza i Leopolda – Ostritz, może wskazywać, że ci dwaj budowniczowie byli ze sobą spokrewnieni. Biorąc pod uwagę okres aktywności zawodowej Leopolda, której szczyt przypadał mniej więcej na połowę XVIII w., można założyć hipotetycznie, że nasz bohater był synem Jana Grzegorza. Jest to możliwe, ponieważ Jan wiążąc swoją karierę zawodowa z klasztorem, miał zapewnioną stabilizację finansową. Wobec tego mógł osiąść na stałe w Trzebnicy i założyć lub sprowadzić rodzinę. Hipotezę potwierdza fakt, że Leopold wybrał podobnie jak Jan Grzegorz, zawód mistrza murarskiego. Powołanie i zawód wówczas często dziedziczono, czyli syn szedł w ślady ojca. Nie mamy żadnej wiedzy ani o życiu osobistym Leopolda Ostritza, ani o jego edukacji zawodowej. Toteż biografii naszego bohatera nie jesteśmy w stanie zrekonstruować, ale możemy odtworzyć etapy kształcenia przyszłego architekta – budowniczego, ponieważ były one standardowe dla wszystkich mistrzów budowlanych. A zatem Leopold, tak jak każdy adept tego fachu, edukację zawodową rozpoczynał pod okiem mistrza zawodu. Najpierw był terminatorem, czyli uczniem i pracował bezpłatnie przez kilka lat u mistrza. Po zdobyciu podstawowych umiejętności zawodowych zostawał czeladnikiem cechu murarskiego i nadal pracował, zwykle u tego samego majstra, ale już za wynagrodzeniem. Marzeniem każdego czeladnika było zdobycie dyplomu mistrza murarskiego. Żeby go otrzymać trzeba było zdać egzamin mistrzowski, który musiał być poprzedzony zagraniczną wędrówką czeladniczą. Trwała ona 4 lata. W tym czasie czeladnik poznawał zwyczaje, metody pracy oraz tajniki wiedzy i umiejętności murarskich u wielu mistrzów tego zawodu.

Specyfiką zawodu budowniczego był wędrowny i sezonowy charakter pracy. Zimą nie pracowano. O pracę też nie było łatwo. Znajdowano ją tam, często daleko od domu, gdzie była koniunktura, odbudowywano kraj po zniszczeniach wojennych, czy po pożarach miasta, kościoły, klasztory, czy wreszcie budowano nowe obiekty architektoniczne lub przebudowywano stare zgodnie z obowiązującym trendem.

Z wędrówki nie zawsze powracano do domu. Osiedlano się tam gdzie było zajęcie dla budowniczego. W czasie wojażowania pracowano okresowo na budowach, na coraz wyższych stanowiskach, dostępnych dla czeladnika, aż do podmajstrzego (polier), kierującego budową. Przy okazji zwiedzano sławne budowle, szkicowano je, zbierano projekty i graficzne widoki oraz odbywano praktyki w pracowniach sławnych architektów. Architekt musiał umieć rysować i projektować.

Po praktyce odbytej zagranicą, czeladnik mógł przystąpić do egzaminu mistrzowskiego. Zdawał go przed komisją cechu. Składał trudny egzamin teoretyczny oraz praktyczny. W tym celu musiał wykonać pracę mistrzowską – majstersztyk (dzieło mistrza), przeważnie związaną z rysunkami budowlanymi. Podczas tego sprawdzianu czeladnik był zobowiązanym wykazać się kunsztem wiedzy murarskiej i talentem architektonicznym. Mimo to, że zawód budowniczego uprawiany był na kilku poziomach wymagań i na kilku poziomach umiejętności i zdobytej wiedzy, dyplom mistrza murarskiego był jeden – dla budowniczego i architekta. A to, czy dyplomowany mistrz przez całe życie pozostał murarzem, czy projektantem, twórczym architektem decydował nie papier, ale talent.

Jednak profesję architekta trudno oderwać od praktycznej wiedzy budowlanej. Podstawowa wiedza z tej dziedziny, zapobiegająca katastrofom budowlanym, była wynikiem doświadczenia gromadzonego od wieków przez pokolenia budowniczych, które były przekazywane przez ojców – synom, a przez mistrzów – uczniom. Czasami, poczynając od średniowiecza, stawała się ona pilnie strzeżoną wiedzą zawodową. Z tego zrodziła się masoneria, elitarna organizacja budowniczych świata – wolnomularzy. Pomimo przekazywania tajników mądrości murarskiej, każdy architekt nabywał wiedzę i doświadczenie, przede wszystkim przez długie lata, które od dziecka spędzał na budowie.

Zawód budowniczego – architekta należał do tzw. zawodów wolnych. A w tej dziedzinie była duża konkurencja. Dlatego zrzeszeni w cechach mistrzowie murarstwa przemierzali za pracą całą Europę. Na zamówienia, zlecenia, a tym samym na stabilizację finansową mogli liczyć głównie ci budowniczowie, którym udało się dostać stałe stanowisko w zarządzie miasta, cechu albo otrzymać godność nadwornego budowniczego biskupiego, królewskiego lub cesarskiego. Był to tytuł honorowy. Ciągłość zamówień i dochodów można było również uzyskać, podejmując trwałą współpracę, z którymś z potężnych i bogatych zakonów.

Jednak nie wszyscy budowniczowie mieli szczęście do stałych zamówień, dlatego realizowali okazjonalne projekty inwestycji o znaczeniu lokalnym, jak kościoły, pałace, dwory, ratusze itp. Ale i w tym przypadku, ze względu na dużą konkurencję, budowniczy – architekt musiał umieć odpowiednio zareklamować się, wylansować i wreszcie przekonać fundatora – inwestora do swego projektu zleconej budowli. Do prezentacji wykorzystywał piękne rysunki projektowe, a czasem i artystycznie wykonane modele. Musiał też z pokorą wysłuchać zdania, propozycji i uwag inwestora, szczególnie jeżeli ten liczył się w hierarchii społecznej. W tamtych czasach, architekt rzadko mógł się realizować jako twórca, ponieważ fundator najczęściej wymagał od niego, aby zaprojektował i wzniósł budowlę na wzór obiektu, który znał lub widział – im wierniej, tym lepiej. Za projekt, pomysł, koncepcję – nie płacono, liczył się tylko kunszt, materiały i praca. Kiedy już obie strony porozumiały się, zawierano umowę, do której obowiązkowo dołączony był projekt „abrys”, jako podstawa uzgodnień, których wykonawca musiał ściśle przestrzegać. I w tym momencie możemy sięgnąć do źródłowej wiedzy o działalności Leopolda Ostritza.

W 1753 r., w podobnej sytuacji jak wyżej, znalazł się budowniczy – architekt z Trzebnicy, który otrzymał zlecenie na budowę ratusza od rajców miasta Rawicza. Wówczas właścicielką Rawicza była polska magnatka, księżna Katarzyna z Sapiehów Sapieżyna, dziedziczka dóbr rawickich od 1737 do 1771 roku. Początkowo rezydowała na zamku w Rawiczu. Kiedy jednak kupiła w 1745 r. majętność w Cieszkowie na Śląsku, przeniosła się z zamku rawickiego do pałacu cieszkowskiego. Tam zamieszkała i ufundowała dwa kościoły – ewangelicki i dworski, katolicki. Zapragnęła też, zrealizować swoje ambicje budowlane w Rawiczu, aby przyozdobić swoje rodowe włości. Wobec tego zainspirowała i namówiła rajców rawickich do budowy nowego ratusza. Stara, drewniana siedziba rady miejskiej w 1707 r. uległa spaleniu. Budowę nowego ratusza, z powodu wojen i nieszczęść, jakie spadały na miasto, odkładano prawie przez pół wieku. Znamienne, że z koncepcją budowy nowej siedziby rajców, wystąpili nie ojcowie miasta, jakby należało oczekiwać, ale dziedziczka – Pani na Rawiczu.

Po uzyskaniu aprobaty ojców miasta, Katarzyna Sapieżyna kazała sprowadzić Leopolda Ostritza, architekta z Trzebnicy, by omówić z nim projekt budowy ratusza w jej mieście. Leopold Ostritz, nie był pierwszym lepszym architektem, o którym słyszała księżna. Katarzyna miała bardzo dobre rozeznanie w kwestii aktualnie działających architektów na rynku budowlanym. W tym czasie bowiem, inwestowała w budowę kościołów w Cieszkowie. Poza tym, jej piękną świątynię katolicką – budowaną równolegle z ratuszem w Rawiczu – zaprojektował nadworny architekt królewski Karol Marcin Franz z Legnicy, wybitny projektant śląski. Można nawet przyjąć, że to on zarekomendował księżnej „sławnego architekta z Trzebnicy”.

Dzięki staraniom dziedziczki Rawicza, 24 marca 1753 roku, pod auspicjami Katarzyny z Sapiehów Sapieżyny, została podpisana uczciwa i niepodważalna umowa przez wszystkie trzy porządki, to jest burmistrza z radą miejską, wójta z ławnikami oraz przez przedstawicieli cechów rawickich, następującej treści:
1. Leopold Ostritz zobowiązuje się postawić z gruntu nowy ratusz i doprowadzić budowę aż pod dach, ściśle według doręczonego przez siebie planu i zarysu. Budynek ten długi 64 i pół łokcia, szerokości 30 i pół łokcia i wysoki na 16 i pół łokcia, winien być wykończony od wewnątrz i od zewnątrz przez dzielnych murarzy, przybrany gzymsami i ozdobiony zgodnie z rysunkiem.
2. Do architekta należy odkopanie i przygotowanie fundamentów, zakrycie starych i naprawa tychże, o ile to tylko okaże się potrzebne i rozpoczęcie tych prac jeszcze przed Wielkanocą roku bieżącego 1753.
3. Na parterze winno znajdować się ogniotrwałe sklepienie, wachtownia, więzienie, a schody jedne i drugie mają być mocno sklepione.
4. W małej i wielkiej sali radzieckiej ma być powała z trzciny, inne stropy sztukowane i klejone, będą przez murarzy bielone, tak samo belki, te ostatnie w tym samym kolorze, co zewnętrzna malatura.
5. Murarze i cieśle, zatrudnieni przez architekta, sporządzą rusztowanie i wiązadła sklepienia, miasto zobowiązuje się jedynie dostarczyć materiału i sporządzić kozły do rusztowania.
6. Ostritz wybuduje kominy aż przez dach i obieli je, tak samo okna w dachu i służyć będzie radą cieślom przy budowie dachu.
7. Za te wszystkie roboty, jako też za wszystkich rzemieślników, więc murarzy, pomocników, wapniarzy i wszystkie inne prace, dalej za nadzorowanie, inspekcję i kierownictwo przy budowie, wreszcie własne wyżywienie i utrzymanie konia, przyrzeka rada za zgodą dwóch innych porządków wypłacić rzeczonemu architektowi Leopoldowi Ostritzowi 400 dukatów, każdy po 83 srebrne grosze licząc, przy czym znowu zgadza on się, że rada tę kwotę wypłacać będzie do rąk wskazanych przez niego polerów i czeladników, z tygodnia na tydzień, w miarę jak postępować będzie budowa. Obustronnie zgodzono się, że ani rada wynagrodzenia tego nie umniejszy, ani Ostritz nie będzie żądać podwyżki, choćby na tej budowie nie wiem ile miał zarobić. Nadto przejmuje Ostritz obowiązek wykończenia budowy przez dzielnego mistrza murarskiego, gdyby, czego, niech Bóg nie dopuści, sam zmarł przed wypełnieniem wyżej wymienionych warunków.

Mimo tych zastrzeżeń musiała się rada zgodzić na znaczne dopłaty na rzecz architekta, jak to wynika z rachunków pozostałych po kierowniku budowy, rajcy Eichhornie, czeladnicy jego bowiem otrzymali 2311 złp. 5 groszy, sam Ostritz wybrał w miesięcznych ratach 5828 złp., oprócz tego za różne inne prace musiało mu miasto zapłacić 988 złp. 4 grosze. Dnia 30 sierpnia 1755 (1753?) miało w ratuszu miejsce nowe rozliczenie, przy czym za rzeczywiste a nieprzewidziane prace przyznała rada Ostritzowi dalszych 250 talarów. Budowa ratusza aż pod dach kosztowała zatem 1356 talarów 20 srebrnych groszy, czyli 8139 złp. 6 groszy, nie licząc materiału. (…)

Do ostatniego, 7. punktu umowy została dołączona także klauzula dotycząca ewentualnej śmierci „sławnego architekta z Trzebnicy” w trakcie realizacji jego projektu. Owszem na budowach zdarzały się śmiertelne wypadki, ale w razie śmierci głównego budowniczego, był to już poważny problem dla inwestora. Dlatego przezorni rajcy miejscy postanowili zabezpieczyć się na taką okoliczność i zobowiązali Leopolda Ostritza, aby wskazał im równie dobrego jak on architekta, by ten, w razie wyższej konieczności, dokończył za niego budowę.

Projekt ratusza przygotowany przez Otritza zakładał nie tylko wzniesienie murów, ale całkowite wykończenie obiektu zgodnie z zatwierdzonym planem, mówiąc dzisiejszym językiem, miał zbudować ratusz „pod klucz”. Dlatego architekt, jako twórca „abrysu” musiał dopilnować wykonania wszystkich prac wewnątrz i na zewnątrz ratusza. Natomiast magistrat miejski, jako inwestor, miał zabezpieczyć – zgodnie z zamówieniem architekta – niezbędne materiały, detale wystroju i odpowiednich rzemieślników. Pewne wyobrażenie o tych działaniach oraz czynnościach daje nam szczegółowe rozliczenie kosztów budowy ratusza, które zostały wymienione niżej:
Dnia 4 kwietnia 1753 roku zawarł magistrat umowę z Janem Fabianem (… w myśl której tenże Fabian zobowiązał się wykonać sześć oddrzwi ratuszowych, podłożyć pod nie progi i wybudować wachtownię, wykonać na obu piętrach i w wieży oraz na wschodach wszystkie roboty w drzewie. Za te prace ciesielskie postanowił magistrat zapłacić mu w dukatach 2900 złp. nadto po szczęśliwym ukończeniu budowy obiecywał mu na pamiątkę 12 łokci dobrego sukna rawickiego na odświętne ubranie. Rada musiała wypłacić Fabianowi 3268 złp. 14 groszy i 2 szelągi, nadto cieśli Platschowi 160 fl. 10 groszy 2 szelągi, a mieszczaninowi Sterowi za dozór przy opuszczaniu drzewa w lesie 137 złp. (…) Ogółem kosztowało drewno, wliczając w to rozmaite uboczne wydatki i zwózkę 7697 złp. 24 grosze 2 szelągi, nie mówiąc o drzewie, które dziedzice dostarczali za darmo ze swoich borów na rusztowanie i po części na deski.

Nie tak drogie były już roboty kowalskie, powierzone Jerzemu Astowi, mieszczaninowi rawickiemu. Magistrat sprowadził z Wrocławia 79 i pół centnara żelaza, które razem ze zwózką kosztowało 105 złp. 15 groszy, do tego praca Asta i jego dwu pracowników 2021 złp. 17 groszy 1 szeląg. Zużyto do budowy około 1000 gwoździ, bretnali i ćwieków, które, żelaza nie licząc, kosztowały 173 złp. 16 groszy. Przy tym wszystkim ratusz nie był jeszcze gotowy i musieli go wykończać rozmaici inni rzemieślnicy. Miedziownik Haster otrzymał za kulę na wieżę i kura 176 złp. 15 groszy, pozłocenie tych przedmiotów kosztowało 921 złp. 21 groszy 1 szeląg. Szkło potrzebne do okien sprowadzono z Wrocławia i tak jak wiele rzeczy. Razem z przewiezieniem zapłacono 478 złp. 18 groszy. Roboty szklarzy i stolarzy, którzy dostarczyli ramy do drzwi i okien, kosztowały razem 2053 złp. 7 groszy, ślusarze zajęci razem z nimi przy tychże robotach otrzymali 1077 złp. 14 groszy. Zużyto blachy 6 i pół tony za 1178 złp. 24 grzywny, zapłacono blacharzowi Heldowi 1894 złp. 7 groszy. Dziwią nas ceny sześciu piecy, z których najdroższy kosztował aż 160 złp. 18 groszy, najtańszy do wachtowi 53 złp. 24 grosze.

Ratusz nie mógł się obejść bez zegara i dzwonka. Zegar sporządzić miał zegarmistrz Wagner za 200 talarów, z których mu potrącono 40 talarów za stary przejęty przezeń zegar. Miał on liczyć 2 i pół stopy na długość, jedną stopę na szerokość i 1 i pół stopy na wysokość, przy czym Wagner zobowiązał się zaopatrzyć go w 4 pozłacane wskazówki. Zegar miało obejrzeć dwu innych zegarmistrzów, gdyby ci uznali go za nieodpowiedni, Wagner winien był zwrócić pieniądze. W przeciwnym razie brał on na siebie odpowiedzialność przez 10 lat i zobowiązywał się wykonać przez ten czas wszystkie naprawy. Tarcz zegarowych dostarczył mieszczanin Posner za cenę 422 złp. Jemu też powierzono wymalowanie drzwi, gzymsów, bram i galerii.(…) Zegar ten wytrzymał aż do roku 1785.

Przy budowie ratusza pracowali przede wszystkim miejscowi rzemieślnicy. Obcym, prócz trzebnickiego architekta, był tylko ludwisarz Werner z Leszna, który miał odlać dzwon zegarowy na wieżę ratuszową. Dzwon został odlany ze stopu miedzi węgierskiej oraz doskonałej cyny angielskiej i ważył 4 centnary. Ludwisarz (…) otrzymał zań 260 tymfów za centnar, do tego stary dzwon, za który zapłacić miał 100 tymfów za centnar.(…).

Budowa ratusza pochłonęła 60751 florenów, lub jak piszą inni, złotych polskich. Wszystkie wyliczone wyżej wydatki, co do grosza, zostały pokryte przez miasto. Zaciągnięto jedynie nieznaczną pożyczkę w wysokości 500 dukatów.
19 września 1754 r. wieżę ratusza zwieńczono pozłacaną kulą. Był to symboliczny akt zakończeniem budowy ratusza. Do wnętrza kuli włożono pamiątkowe dokumenty i monety. Na szczycie wieży umieszczono metalowy wiatrowskaz, z herbem miasta i datą 1754 r. W 1755 r. zawieszono na wieży dzwon zegarowy. Podczas renowacji wieży ratuszowej w 1967 r., – wg przesłania, symbolu niezależności miasta – w środku pozłacanej kuli znaleziono dwie metalowe kasetki. W jednej z nich znajdował się czterostronicowy dokument w języku łacińskim. Pochodził on z 19 września 1754 r. i informował o początkach miasta Rawicza i o budowie nowego ratusza. Na dokumencie tym widnieje także podpis Leopolda Ostritza, trzebnickiego architekta.

Po wzniesieniu ratusza wybrukowano również rynek, aby dzieło Leopolda Ostritza zajaśniało w całej okazałości. Po zakończeniu wszelkich prac wykończeniowych i rozliczeniu budowy ratusza, 25 listopada 1756 r., w dniu św. Katarzyny Aleksandryjskiej – patronki Katarzyny Sapieżyny, odbyło się uroczyste poświęcenie nowej siedziby rajców rawickich. Z tej okazji odbyła się także uroczysta procesja, w której uczestniczyli wszyscy mieszkańcy Rawicza z władzami miasta na czele. Podczas uroczystości śpiewano m.in. pieśń Za wszystko dziękujemy Bogu.

Rawickie dzieło Leopolda Ostritza, sławnego architekta z Trzebnicy, będące przykładem stylu barokowego, powstałe na planie prostokąta, to podpiwniczony, piętrowy murowany z cegły gmach, kryty mansardowym dachem z tzw. lukarnami, zwieńczony wieżą zegarową nakrytą hełmem blaszanym z latarnią, połączoną dwiema drewnianymi galeryjkami z kominami. Na osi reprezentacyjnej fasady od strony zachodniej, znajduje się ozdobny arkadowy portal zwieńczony gzymsem wolutowym i pięknym, kamiennym rokokowym kartuszem z herbami inspiratorki budowy ratusza, Katarzyny z Sapiehów Sapieżyny. Tarcza herbowa jest siedmiopolowa. W sercu tarczy znajdują się herby: Lis – Sapiehów i Łodzia Opalińskich. W pozostałych polach umieszczono godła rodowe: Trąby – Radziwiłłów, Wieniawa – Leszczyńskich, Średniawa – Lubomirskich, Rawa (niedźwiedź) – Przyjemskich, Topór – Tarłów i Doliwa – Rozdrażewskich. Natomiast na osi wschodniej fasady, nad wejściem (sień ratusza była przelotowa), umieszczony został także rokokowy kartusz z herbem miasta Rawicza – niedźwiedź, i data 1754.

Budynek ratusza miał pełnić różne funkcje. Toteż we wnętrzu obiektu, na parterze w sieni, do której wiodły 2 bramy wejściowe, znajdowały się pomieszczenia na kramy i stragany dla kupców, miejsce na wagę miejską oraz izba dla stróżów nocnych i areszt. Na piętrze były pomieszczenia dla rajców miejskich i komory celnej.

W roku 1783 r. na szczycie ratuszowej wieży został zainstalowany piorunochron. Był to pierwszy odgromnik na terenie Wielkopolski i pierwszy na ziemiach ówczesnej Polski.

Od czasu powstania ratusza, jego zewnętrzny kształt został zachowany bez zmian. Natomiast jego wnętrze było wielokrotnie modernizowane, przebudowywane i dostosowywane do aktualnych potrzeb. Z biegiem lat wszystkie pomieszczenia ratusza zajęła administracja miejska i urzędowała tam do 70. lat ubiegłego wieku. Obecnie w rawickim ratuszu mieści się Muzeum Ziemi Rawickiej.

Leopold Ostritz miał nie tylko talent ale i szczęście, że księżna Katarzyna z całej plejady śląskich architektów doby baroku, wybrała właśnie jego, aby wzniósł w Rawiczu dzieło godne pozycji społecznej jego pomysłodawczyni. Zaprojektowany i wzniesiony przez tego mistrza ratusz, stoi do dziś i już ponad 250 lat sławi pamięć Katarzyny Sapieżyny. Gorzej jest z pamięcią o „sławnym architekcie z Trzebnicy”. Mało kto wie, że to on zaprojektował i zbudował gmach, z którego dumni są także dzisiejsi mieszkańcy Rawicza. Mimo to, że cały splendor spływa na Najjaśniejszą i Najznakomitszą Panią Katarzynę Księżnę Sapieżynę – niektórzy wymieniają ją nawet jako fundatorkę ratusza – to dzięki niej Leopold Ostritz, wyszedł z cienia historii i został zapisany w annałach jako „sławny architekt z Trzebnicy”. Żal tylko, że potomni nie upamiętnili tej postaci nawet jakąś skromną tablicą na ratuszu, któremu poświęcił swój talent, pracę i serce, żeby zaspokoić gusta i życzenia swojej protektorki i zadowolić ojców miasta, którzy do dziś chlubią się jego dziełem. Znamienne też, że ratusz, to jedyna budowla reprezentacyjna Sapiehów w Rawiczu, która przetrwała do dziś. Pałac i klasztor już nie istnieją.

Kim była ta kobieta, która dała wiarę kunsztowi architektonicznemu budowniczego z Trzebnicy? Odpowiedź jest krótka. Była kobietą nietuzinkową i jedną z najciekawszych postaci w historii Rawicza i Cieszkowa. Katarzyna Agnieszka Ludwika z Sapiehów Sapieżyna właścicielka Rawicza, Koźmina, Radlina i dóbr cieszkowskich, pochodziła ze znakomitego rodu. Była córką wielkiego hetmana litewskiego Jana Kazimierza Sapiehy oraz Ludwiki Opalińskiej. Urodziła się w 1718 r. w Koźminie. Od najmłodszych lat była uważana za osobę niezwykłą, kontrowersyjną i bez oporu łamiącą konwenanse. Odznaczała się również bujnym temperamentem i „płochością w miłostkach” – odziedziczyła to ponoć po ojcu. W wieku 18 lat wyszła za mąż za swego kuzyna Michała Antoniego Sapiehę, starostę gulbińskiego, później łowczego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ślub odbył się w Rawiczu w 1733 r. Związek ten nie był udany. Poza tym małżonkowie nie uzyskali dyspensy na przeszkodę pokrewieństwa, co w konsekwencji stało się podstawą do unieważnienia małżeństwa. Proces w tej kwestii trwał 10 lat. W 1743 r. związek Katarzyny i Michała został unieważniony, a małżonkowie rozeszli się. Dwa lata później, księżna Katarzyna wyszła ponownie za mąż za swego służącego, kamerdynera, młodszego od niej o sześć lat Wojciecha Pawła Żywnego, z pochodzenia Czecha. Magnacka rodzina Sapiehów wstrząśnięta takim afrontem nie uznała tego związku i nie wzięła udziału w zaślubinach, które odbyły się w Warszawie.

W 1745 r., polsko – litewska arystokratka, Katarzyna Sapieżyna, nabyła wieś Cieszków (wtedy Freyhan) oraz przyległe dobra. Majątek cieszkowski leżał na Śląsku, wtedy w Prusach, blisko granicy polsko – śląskiej. Księżna kupiła tę majętność w atmosferze skandalu wywołanego jej rozwodem z pierwszym mężem, a później poślubieniem swego kamerdynera. Chcąc uwolnić się od oskarżeń i plotek oraz zadbać o nobilitację męża, przeprowadziła się ze swoich dóbr rawickich do Cieszkowa. Zamieszkała w pięknym pałacu, dawnej rezydencji Maltzanów.

W nowych dobrach rozpoczął się nowy etap życia księżnej. Przede wszystkim na przeszło dwadzieścia kolejnych lat wycofała się z życia publicznego. Po długich staraniach i zabiegach na dworze wiedeńskim, cesarzowa Maria Teresa w 1756 r. przyznała jej mężowi szlachectwo z nazwiskiem. Odtąd Wojciech Paweł Żywny jako graf, nazywał się von Lilienhof und Adelstein – od posiadłości Lilienhoff (Lelików), którą otrzymał od swojej hojnej małżonki. Szlachectwo potwierdził także w 1763 król pruski. O prawne uznanie poczętych w związku z Żywnym dzieci – dwóch synów: Jana Nepomucena (ur. 1751) i Joachima Antoniego (ur. 1755) – księżna musiała jednak zabiegać aż do 1775 roku. Natomiast Katarzyna do końca życia zachowała nazwisko i tytuły swojego pierwszego męża – Michała Sapiehy. Tytuł książęcy nadał jej król pruski, Fryderyk Wielki.

Cieszków pod rządami nowej właścicielki rozwijał się dynamicznie. Księżna była utalentowaną i bardzo pracowitą administratorką. Zaskarbiła sobie również wdzięczność poddanych. Miejscowym poddanym, w większości ewangelikom pochodzenia niemieckiego, w 1748 r. pomogła zbudować nowy zbór protestancki. Dała materiały budowlane i przekazała ofiary zebrane w swych polskich dobrach na pokrycie kosztów. Miejscowi nazywali ten zbór „Katherinekirche” – „kościół Katarzyny”. Natomiast w roku 1753 ufundowała małą, ale piękną barokową świątynię katolicką pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Budowla przypomina wyglądem bazylikę św. Piotra w Rzymie – obecnie główny zabytek na terenie gminy Cieszków. Co więcej, Sapieżyna odrzucona przez swój ród, nie miała szans na pochówek w rodzinnym grobowcu Opalińskich i Sapiehów w Radlinie. Wobec tego w projekcie fundatorki, kościół ten wzniesiony dla potrzeb dworu, miał być także przyszłym mauzoleum polsko – litewskiej księżnej. Kamień węgielny pod świątynię został wmurowany w dzień św. Katarzyny Aleksandryjskiej, 25 listopada 1753 roku. Kartusz herbowy nad portalem tego kościoła wraz ze zwieńczeniem wież herbami Sapiehów, do dzisiaj głosi wielkość rodu Pani na Cieszkowie oraz jej krewnych i antenatów. Przesłanie to, widoczne jest również w bogatym wystroju wnętrza świątyni, w której na życzenie fundatorki przeważają wizerunki Madonny, z twarzą Sapieżyny. Tutaj znajduje się również drewniane epitafium księżnej z jej portretem. W tym okresie swego życia Katarzyna podjęła też myśl o wzniesieniu barokowego ratusza w Rawiczu, który także kazała przyozdobić rodowymi znakami.

Kościół księżnej Katarzyny, budowany w latach 1753-1760, zaprojektował znany śląski budowniczy z Legnicy, Karol Marcin Franz – nadworny architekt królewski. Ten sam, który w latach 1742-1745 na zlecenie Sułkowskich, przebudował dawny zamek rodu Leszczyńskich w Rydzynie. W latach 1704-1709 była to rezydencja Stanisława Leszczyńskiego, dwukrotnego króla Polski. W tym zamku mieszkały także Anna i Maria, córki Stanisława Leszczyńskiego i jego żony Katarzyny z Opalińskich. Maria urodzona 23 czerwca 1703 r. w Trzebnicy, została później królową Francji.

Spokojny okres w życiu Sapieżyny przerwała niespodziewana śmierć Hedinwingi, jej osiemnastoletniej córki z pierwszego małżeństwa. Była ona ogromną miłością Katarzyny i jednocześnie wielką tajemnicą jej życia – nie wiadomo kto naprawdę był jej ojcem. Po tym ciosie księżna stała się zupełnie nowym człowiekiem. Jest wiele wersji opowiadań dotyczących przyczyn wewnętrznej przemiany Sapieżyny i jej działalności na niwie religijnej. W każdym bądź razie Katarzyna wstąpiła do trzeciego zakonu św. Franciszka. Wdziała tercjarski habit i nie rozstawała się z nim do końca swego życia. „Dość lekkie” prowadzenie się w życiu zastąpiła modlitwą, działalnością misyjną, opieką nad poddanymi i pracą.

W 1768 roku, w czasie konfederacji barskiej w Polsce, pięćdziesięcioletnia księżna udzielając wsparcia i schronienia konfederatom, ponownie przypomniała o sobie światu. Z czasem wyciszyła tą działalność i całkowicie oddała się pracom w swoich dobrach. Sapieżyna dbała nie tylko o swoją posiadłość na Śląsku, ale także o dobra rodowe w Wielkopolsce. Majątek rawicki sprzedała w 1771 r.

Księżna zmarła w 1779 r. w Lelikowie, niedaleko Cieszkowa. Ciało Katarzyny ubrane w tercjarski habit, złożono w ufundowanym przez nią kościele w Cieszkowie, u boku ukochanej córki. Potem spoczął tam również jej mąż. Z nieustalonych powodów zwłoki księżnej uległy naturalnej mumifikacji i można było oglądać Sapieżynę, prawie taką samą, jak w dniu śmierci. Dopiero od połowy lat 90. XX wieku ciało jej zaczęło tracić dotychczasowy wygląd.
Trzeba przyznać, że ta niezwykła za życia kobieta godna była również niezwykłych pośmiertnych losów. Śmierć księżnej nie zakończyła jej dziejów, dalej żyła w legendach i jako Biała Dama – duch Katarzyny z Sapiehów Sapieżyny, ukazywała się na swoim zamku w Cieszkowie oraz na ratuszu w Rawiczu.

Autor: Leontyna Gągało

Bibliografia
– Atlas Historyczny Miast Polskich, t. IV. Ślask, red. M. Młynarska-Kaletynowa, z. 3. Trzebnica, oprac. R. Eysymontt, M. Młynarska-Kaletynowa, J. Rozpędowski, Wrocław 2003.
– Dolina Baryczy. Legendy, zabytki, kultura, red. I. Kowalski, Milicz 1999.
– Koczy L., Dzieje miasta Rawicza 1639 – 1914, maszynopis 1938 r.[w:] Rawicki ratusz, 2012, s. 5-8.
– Lamparska J., Tajemnicze zakątki na północny wschód od Wrocławia, Wrocław 2007.
– Rawicki ratusz, Rawicz 2012. (zbiór archiwaliów i artykułów poświęconych rawickiemu ratuszowi).
– Trzebnica. Zarys rozwoju miasta na przestrzeni wieków, red. L. Wiatrowski, Wrocław 1995.
– Wrabec J., Martin Frantz. Człowiek – budowniczy – architekt, strona internetowa: jbc.jeleniagora.pl/Content/2169 J.

Skomentuj