Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Rzecz o Rozworach

Rzecz o Rozworach

TMZT przygotowuje publikację już XX numeru “Brzasku”, wśród tekstów znajdą się m.in. artykuły pani Ireny Prostak i jej wiersze. Przed świętami Wielkanocnymi prezentujemy jej tekst o dawnych tradycjach świątecznych wraz z wierszem o rodzinnej wsi i kilkoma wycinankami.

POLSKIE TRADYCJE ŚWIĄTECZNE W ROZWORACH

Rozwory – wieś na obrzeżach mazowieckiej równiny. Opuściłam ją pięćdziesiąt lat temu, zabrałam ze sobą obraz trzydziestu chat krytych słomą, płoty z chrustu wyplatane, kwitnące bzy w opłotkach i upojny zapach maciejki, której kwiaty otwierają się w wieczorne letnie noce.

W takich zapomnianych wsiach najdłużej przetrwały tradycje i obrzędy związane z polską kulturą ludową. Tempo życia mieszkańców wyznaczały pory roku i kalendarz świąt chrześcijańskich.

W ostatni wtorek karnawału żegnana krotochwilnego bożka pustoty i swawoli – zwanego Pustem. O północy kończył się czas zabaw.

(…) Lecz kapela takt urywa.
I w pół taktu taniec stawa.
Bije północ… swoje prawa
Święty Kościół odzyskiwa.
Do pokuty! do pokuty!
Dzwon zajęczał z pośród wieży.
Ścichnął gwarny tłum młodzieży.
Stanął w miejscu jak przykuty.  

(Fragment wiersza Władysława Syrokomli „Dni doroczne na Litwie”)

Następował czterdziestodniowy czas postu. Zbiegał on się w czasie z tzw. Przednówkiem, kiedy nowe jeszcze nie obrodziło, a starego już nie było. Na czas Wielkiego Postu pozostało trochę kartofli, które jadano na sto sposobów, w sieni stała beczka kapusty, garnki z kiszonymi rydzami, gąsiorki z olejem lnianym, a na stole leżał bochenek sadła? Przy drzwiach wisiał warkocz czosnku i cebuli. Na strychu woreczki z suszonymi grzybami i owocami. To były podstawowe produkty, które pomagały przetrwać przednówek i zachować post. Podstawowa gorąca zupa był żur i zabielany kwas z kapusty.

Okres postu rozpoczynała środa wstępna, obecnie zwana popielcową. Ponieważ moja wieś była oddalona od kościoła o 9 km więc nie każdy mógł dotrzeć pieszo na nabożeństwo, za to wszyscy obsypywali się popiołem. Robili to w różny sposób, mniej lub bardziej przyjemny, ale wszyscy mówili „prochem jesteś”. Popiołem również „wybijano półpoście”. Zbierano z płotów pozostawione gliniane naczynia, napełniano je popiołem i rozbijano je o północy o drzwi domów. Dlatego gospodynie starały się sprawdzić wieczorami, by żadna dzieża na płocie nie została.

20 ostatnich dni to czas ścisłego postu. Wieczorami śpiewno pieśni wielkopostne, a w piątki Gorzkie Żale. Czasem zbierała się tyko rodzina, a czasem schodzili się sąsiedzi. Pożywienie ograniczało się do minimum. Był to najczęściej chleb z cebulą i olejem, śledź z ziemniakami w łupinach, placki ziemniaczane pieczone na płycie kuchennej. Można powiedzieć, że silna wiara pomagała wsi przetrwać czas przednówka[1].

Wstępem do świąt była niedziela „kwietna” czy inaczej „wierzbna” lub „palmowa”. W mojej wsi nie robiono palm sztucznych, musiała być żywe. W tym celu wcześniej wsadzano gałązki do wody i czekano, by się rozwinęły. Obowiązkowo miała być wierzba, leszczyna, jałowiec i pierwsze kwiaty. Nie mogło być osiki. Poświęcona palmę wkładano najczęściej za obraz Matki Boskiej Mlecznej. Rano przed pójściem do kościoła gałązką wierzbową budzono domowników mówiąc:

Palma bije, nie zabije
Wielki dzień, za tydzień!
 
Zwyczaje związane z Niedziela Palmową przeniosłam na łono własnej rodziny. Mieszkańcy wsi w szczególny sposób przeżywali ostatni dzień postu. Był on zwany „Wielkim Tygodniem”. Rozważano Mękę Pańską, a jednocześnie przygotowywano się do Świąt. Bielono drzewa i wnętrza domów. Urządzano świniobicie. Wypiekano ciasta. Dziewczęta chodziły na adorację, porządkowały teren wokół wioskowego krzyża. Robiły dekoracje – świerkowy wieniec zdobiony kolorowymi kwiatami z bibułki. Kawalerka budowała na skraju wsi huśtawki. Musiały być wielkie, wykonane z drewnianych pali. Huśtawki były symbolem śmierci Judasza. Dzieciaki biegały do lasu po borówki i warkocznik (widłak). Borówkami ozdabiano święconkę, zaś widłakiem ozdabiano święte obrazy. Gospodarze starali się wszelkie prace polowe zakończyć do południa piątkowego. Później należało burzyć spokoju ziemi. W tymże dniu przygotowywano kolorowe jajka, zwane w mojej wsi „piskami”. Do malowania używano wyłącznie naturalnych barwników. I tak różne odcienie brązu uzyskiwano gotując jaja w tzw. cebulaków (łupiny cebuli). Zieleń dawało ozime żyto, fiolet – kwiaty ciemnej barwy itd. Poza tym ojciec robił piękne „rysowanki” – na kolorowych jajkach stowarskim ołówkiem rysował sceny z Męki Pańskiej lub radosne obrazki wiosenne. Do jego obowiązków należało tarcie chrzanu, siadał na progu w sieni i trąc chrzan opowiadał nam o napoju, jaki podano Jezusowi na krzyżu. Była to żółć z octem i chrzanem i dlatego podajemy do potraw wielkanocnych chrzan. W tym dniu przygotowywano potrawy do święcenia, które znoszono w Wielką Sobotę do najobszerniejszego domu, gdzie ksiądz dokonywał uroczystości święcenia. Pokarmy układano na talerzach. Ozdabiano je zielonymi gałązkami borówek. Na każdym talerzu centralne miejsce zajmowała figurka maślanego baranka obłożona jajkami, gotowanym mięsem i  ciastem, całość oplatało pachnące czosnkiem pęto[2] kiełbasy. Był również chleb, sól i upieprz. Święconkę ustawiano w tzw. zimnym pokoju, gdzie czekano do wspólnego niedzielnego śniadania które spożywano po powrocie z Rezurekcji. Podczas drogi powrotnej gospodarze ścigali się swoimi rumakami gdyż wierzyli, że zwycięzca zbierze najlepsze plony. W pierwszym dniu Wielkanocy dzieciaki biegały do swoich chrzestnych po „wykup”, czyli „piski” – ciasta i inne smakołyki. Natomiast nocą gospodarze chodzili od domu do domu i śpiewali po oknami „Wesoły nam dziś dzień nastał”, albo „Wstał Pan Chrystus”, określano to jako chodzenie z „Alleluja”. Po odśpiewaniu dostawali garść jaj. Czasem gdy z okna wychylała się młoda dziewczyna zostawała oblana zimna wodą, jako że rozpoczynał się „śmigus”, który trwał przez cały drugi dzień świąt.

Dziś odeszła w niepamięć wieś mojego dzieciństwa, a wraz z nią zwyczaje. Nie ma już wielkich huśtawek, warkocznika za obrazami, czy wyścigów furmanek po rezurekcji…

Pozostało wielkanocne pozdrowienie „Chrystus zmartwychwstał – prawdziwie zmartwychwstał”. Święconka” też wygląda inaczej, nikt nie wybija „półpościa”, a palmy kupuje się gotowe.

Pozostał jednak szacunek dla resztek pokarmów poświęconych – nikt ich nie wyrzucał, należało je dać zwierzętom lub zakopać w ogródku.

Moje Rozwory

Któż słyszał o Rozworach
– maleńkiej wsi na Mazowszu,
drzemiącej pośród zbóż,
otulonej sośniną?

Któż słyszał o Rozworach
– gdzie domy pachniały żywicą,
a strzechy płonęły złotem
majowego słońca?

Któż słyszał o Rozworach
– gdzie w Mościsku na kurhanie,
czarty baraszkują,
a w sitowiu przy moczydle
topielice pohukują?

Któż słyszał o Rozworach
– gdzie Płanetnik na bagniskach
błędnym ogniem wabi dusze?
W zbożu tańczą Południce,
wiatr porywa im spódnice.
Kłobuk dziewek wypatruje,
konopielki wyśpiewuje.

Któż słyszał o Rozworach
– maleńkiej wsi na Mazowszu,
drzemiącej pośród zbóż,
otulonej sośniną?

Irena Prostak

[1] Przednówek (przed nowymi zbiorami) – dziś już historyczne określenie czasu liczonego na wsi pomiędzy okresem kończenia się zapasów żywności z poprzedniego roku w gospodarstwach, zwykle pod koniec zimy, a okresem zazielenienia się łąk (w stopniu umożliwiającym rezygnację z karmienia bydła paszą zimową) i pierwszych plonów w nowym roku. Dolegliwość przednówka i czas jego trwania były uzależnione od majętności gospodarzy, ale także od wielkości zbiorów w poprzednim roku. U gospodarzy bogatych było to określenie mało znaczące, wyznaczające tradycyjnie porę roku w okolicy przedwiośnia i wiosny, które w praktyce oznaczało okres spożywania typowych dla przednówka potraw – bazujących na produktach żywnościowych z ubiegłego roku, np. ziemniakach. Dla gospodarzy biednych był to okres wymuszonego postu, podczas którego spożywano wszystko, co było do zjedzenia, łącznie z żywnością nadpsutą, czy też takimi roślinami, których w normalnej diecie nie stosowano (np. różnego rodzaju chwasty – komosa biała). Biedniejsi gospodarze byli ponadto zmuszeni do zaciągania pożyczek u bogatszych gospodarzy w gotówce lub w paszy, często na lichwiarskich zasadach, lub do prawie darmowej pracy (często tylko za jeden posiłek dziennie).

[2] Pęto – kiełbasa zwinięta w krążek

 

Skomentuj