Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Pionierzy

Pionierzy

Dzisiejszym tekstem rozpoczynamy publikację pokaźnego zbioru tekstów napisanych przez różnych autorów do Bedekera Trzebnickiego. Startujemy od litery P, jak Pionierzy.

Bardzo skomplikowane były w ciągu stuleci dzieje Ziemi Trzebnickiej (jak zresztą całej Polski). Gdy pracowałem w szkole posługiwałem się takim (nieco uproszczonym) schematem: władza na Dolnym Śląsku zmieniała się co dwa wieki. W X wieku weszły te ziemie w skład monarchii piastowskiej tworzącego się państwa polskiego. W wieku XII (1138) na skutek testamentu księcia Bolesława Krzywoustego władzę objęli książęta dzielnicowi, także z dynastii Piastów (najwybitniejsi z nich to Henryk Brodaty i Henryk Pobożny). W XIV wieku, gdy Władysław Łokietek jednoczył ponownie ziemie polskie, władzę nad Śląskiem przejęli czescy królowie z dynastii Przemyślidów, a wkrótce ich prawa przejęli Luksemburgowie. Minęły niecałe dwa wieki i po bitwie pod Mohaczem (1526) Śląsk przeszedł pod władzę austriackich Habsburgów. W latach czterdziestych XVIII wieku Prusy na drodze wojny wcieliły Śląsk do swego państwa (po zjednoczeniu Niemiec – 1871 powstała Rzesza). Panowanie niemieckie przerwał finał II wojny światowej, kiedy decyzją trzech wielkich mocarstw (USA, Wielka Brytania i ZSRR) Śląsk powrócił do Polski. Rok 1945 stanowi więc bardzo istotną datę w dziejach naszej „małej ojczyzny”, zwłaszcza, że ten stan rzeczy utrzymuje się już ponad 70 lat (początkowo alianci zastrzegali się, że granice państw określi ostatecznie traktat pokojowy z Niemcami, do zawarcia którego jednak nigdy nie doszło).

Polska jako państwo nie miała praktycznie nic do powiedzenia w sprawie kształtu swych współczesnych granic. Przyczyną tego było nie tylko uzależnienie „władzy ludowej” od ZSRR, ale przede wszystkim jednomyślna zgoda Wielkiej Trójki w tej kwestii. To przecież Winston Churchill był pomysłodawcą teorii przesunięcia na zachód „trzech zapałek”, tj. granic ZSRR, Polski i Niemiec. Stanowiło to oczywisty ukłon w stronę Stalina, ale przecież aliantom zależało bardzo na skutecznym udziale Armii Czerwonej w wypieraniu Niemców z terenów środkowej Europy. Włączenie do państwa polskiego dobrze uprzemysłowionych ziem Śląska i znaczne rozszerzenie granicy morskiej traktowano jako rekompensatę za zniszczenia wojenne naszego kraju.

Warto tu przypomnieć, że w programach wielu polskich ugrupowań politycznych pojawiały się pomysły na zwiększenie bezpieczeństwa przyszłej Polski poprzez ustanowienie możliwie krótkiej i naturalnej granicy z Niemcami, opartej na Odrze. Było to nawiązaniem do granic Polski Piastowskiej. Oczywiście nikt nie myślał wtedy o utracie wschodnich ziem II Rzeczpospolitej.

Tak więc, jak to się często skrótowo określa „z wyroków historii” Polska w 1945 r. znalazła się w nowych granicach. Wiązało się z tym wielkie wyzwanie, jakim było ponowne zasiedlenie tych ziem ludnością polską. Sytuację nieco ułatwili sami naziści, bo już na początku zimy 1944/45 roku, wobec obaw przed zbliżającymi się oddziałami radzieckimi, zarządziły ewakuację ludności cywilnej z północnej części Dolnego Śląska. W czasie silnych mrozów doszło więc do chaotycznego wysiedlania mieszkańców, co pociągnęło za sobą wiele ofiar. Część ludności wróciła potem do swych siedzib. Działały także zbrojne niemieckie oddziały, które przeciwstawiały się zarówno wkraczającej armii radzieckiej, jak i napływającym potem Polakom.

25 stycznia 1945 r. do Trzebnicy wkroczyli Rosjanie. Miasteczko zostało zajęte bez specjalnych walk. W pierwszych dniach doszło do spalenia znacznej części budynków, a także do grabieży i przemocy. Sprawą niezmiernie pozytywną był fakt, że ocalał najcenniejszy zabytek Trzebnicy pocysterski kompleks – bazylika św. Jadwigi i klasztor. Jak ustalił ks. prof. Antoni Kiełbasa na podstawie relacji trzebnickich boromeuszek, siostrom udało się skłonić dowódcę oddziału Armii Czerwonej do powstrzymania rozpoczętej już przez szeregowych żołnierzy grabieży i podpalenia bezcennej świątyni. Pamiątką z tamtych lat są przechowywane w Muzeum Sióstr Boromeuszek obrazy Agaty Sander, przedstawiające jak św. Jadwiga swym płaszczem ochrania to miejsce. Niestety nie jest znane i utrwalone nazwisko komendanta Armii Czerwonej, który rozkazał ugasić pożar, zamknąć drzwi bazyliki i umieścić napis w języku rosyjskim: „Kościół klasztorny. Zabrania się otwierać drzwi”.

Pierwszymi Polakami, którzy wkroczyli do Trzebnicy 25 III 1945 r. byli żołnierze II Armii Wojska Polskiego. Rejon Wzgórz Trzebnickich został wyznaczony jako miejsce dyslokacji tej formacji wojskowej, liczącej ok. 90 tys. osób, przed planowanym jej użyciem w walkach o Wrocław. Żołnierze przebywali w Trzebnicy i okolicach w czasie przypadających wówczas 1 i 2 kwietnia Świąt Wielkanocnych i uczestniczyli w uroczystościach religijnych w Bazylice św. Jadwigi (wynika to m. in. ze wspomnień Tadeusza Kuzana, zamieszczonych w XVII zeszycie Brzasku – 2010 r.). W tych wielkanocnych dniach, po raz pierwszy od wielu lat zabrzmiały w trzebnickim sanktuarium polskie pieśni religijne. Żołnierze II Armii opuścili w kilka dni później Ziemię Trzebnicką, bo wskutek zmiany planów wojennych przekwaterowani zostali nad Nysę Łużycką, ale po zakończeniu krwawych walk finału okrutnej wojny, niektórzy z nich wrócili, osiedlając się w Trzebnicy, Obornikach Śląskich i pobliskich miejscowościach. Także w końcu marca do Trzebnicy zaczęli przybywać inni, niezorganizowani Polacy, głównie ludzie wywiezieni do Niemiec na roboty, czy zwolnieni z obozów więźniowie i jeńcy wojenni.

Wiosną 1945 r. gdy w Trzebnicy rozkwitały magnolie i bzy do Trzebnicy przybyły polskie władze. Wobec trwających walk wokół Festung Breslau, pełnomocnik Rządu RP na Dolny Śląsk Stanisław Piastowski zdecydował, że tymczasową stolicą województwa będzie właśnie gród św. Jadwigi. Zasadnicza grupa administracji państwowej przybyła tu 21 IV (stąd data obchodzonego od wielu lat trzebnickiego święta – Dnia Pioniera). Oprócz władz wojewódzkich, które po 6 tygodniach przeniosły się do Legnicy (wówczas nazywanej Lignicą) rozpoczęło pracę także Starostwo Powiatowe – pierwszym starostą był Stanisław Bąk – Dzierżyński. Zaczęła funkcjonować poczta, milicja, otwierano pierwsze sklepy i zakłady rzemieślnicze.

Niezwykle ważną instytucją był Państwowy Urząd Repatriacyjny , którego inspektorem był (od 2 maja) Wacław Leżuch. PUR kierował całością procesu osiedleńczego, zaspokojeniem pierwszych podstawowych potrzeb osadników (zakwaterowanie, posiłki), przydziałem gospodarstw rolnych i miejsc pracy. Dla wielu z nich Trzebnica była tylko punktem etapowym; stąd rozjeżdżali się do różnych miejsc Dolnego Śląska.

Trzeba zauważyć, że oprócz pionierów polskiego życia na ziemiach określanych wówczas jako odzyskane, przybywali tu także tzw. szabrownicy. Poniemieckie mienie było łakomym kąskiem dla różnego rodzaju osobników, którym obce były motywy patriotyczne, a jedynym celem szybkie powiększenie swych majątków. Dla realizacji swych celów stosowali metody czasem bezwzględne i okrutne – nasuwa się tu skojarzenie ze znanymi z filmów kowbojskich sposobami zdobywania Dzikiego Zachodu. Ale zdecydowana większość przyjeżdżających, zwłaszcza ludzi młodych widziała właśnie tu swoją szansę na organizację nowego, spokojnego życia po wojennej gehennie i związanej z nią tułaczki.

Wśród Pionierów Ziemi Trzebnickiej około 1/3 to przesiedleńcy z dawnych wschodnich województw przedwojennej Polski, często określani mianem Zabużan. Byli to ludzie, których do wyjazdu zmusił fakt, że ich tereny rodzinne po wojnie stały się częścią Związku Radzieckiego, w ramach republik: ukraińskiej, białoruskiej lub litewskiej. Musieli więc „z wyroków historii” pozostawić swe domy rodzinne i ziemię, i z niewielkim dobytkiem udać się w trwającą czasem kilkanaście dni drogę w nieznane – na Zachód. Na Ziemię Trzebnicką najwięcej Zabużan przybyło z powiatów: podhajeckiego (ponad 50%) oraz lwowskiego (prawie 20 %).

Druga, najliczniejsza grupa pionierów (63%) to przybysze z terenów Polski Centralnej, a więc tych, które nadal wchodziły w skład państwa polskiego. Była to więc emigracja wewnętrzna – ludzie, którzy sami podjęli decyzję o zmianie dotychczasowego miejsca zamieszkania. Wśród motywów przeważały ekonomiczne, chęć wyrwania się z biedy i znalezienia pracy, wiązały się z nimi ściśle szanse na zdobycie wykształcenia i awans społeczny. Dla ludzi młodych była to także chęć przygody, poznania nowej rzeczywistości. Nie można pominąć także czynnika ideologicznego, bo kandydaci na osadników na Ziemiach Zachodnich byli namawiani i przekonywani do udziału w wielkim ogólnonarodowym działaniu, ale trzeba wspomnieć, że ważną częścią tej propagandy były hasła patriotyczne, które najlepiej oddawało określenie – Ziemie Odzyskane, a więc dawne ziemie piastowskie, które zgodnie z zasadami dziejowej sprawiedliwości do Polski powróciły. Wśród grupy przybyszów z Polski Centralnej zdecydowanie dominowali dawni mieszkańcy Kielecczyzny (w lipcu i sierpniu przybyło do Trzebnicy siedem transportów osadników: 6 z województwa kieleckiego, a tylko 1 z warszawskiego).

Także moi rodzice: Felicja i Józef przybyli do Trzebnicy (oboje w lipcu 1945 r.) z województwa kieleckiego. Mama pochodziła z Ostrowca Świętokrzyskiego, ale okres okupacji spędziła u rodziny w Radomiu. Stryjek mamy przybył do Trzebnicy wcześniej, by organizować, a potem kierować Państwowym Urzędem Repatriacyjnym, gdzie mama została zatrudniona, jako pracownica biurowa. Wraz ze stryjkiem i jego rodziną mieszkali na ulicy Willowej (później Hanki Sawickiej, a obecnie Armii Krajowej). Tato pochodził z rodziny rolniczej z okolic Jędrzejowa (Zagórze). W chwili wybuchu wojny miał lat 16 (mama 13); wcześniej ukończył szkołę podstawową, ale z powodów materialnych nie miał możliwości dalszego kształcenia („do szkół” poszedł jedynie jego starszy brat). Po przyjeździe do Trzebnicy tato (pewnie w PURze) otrzymał skierowanie do pracy, jako sekretarz w Urzędzie Gminy w Stróży, koło Skokowej (ponadto dostał służbowy rower wraz z przepustką w językach: polskim i rosyjskim). Potem Tato wrócił do Trzebnicy i zamieszkał w małym domku na ulicy Michała Roli-Żymierskiego (obecnie św. Jadwigi). Pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym i wkrótce podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym, w klasie wieczorowej. Potem, już po założeniu rodziny mój ojciec pracował w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” – na kursach i szkoleniach zdobył kwalifikacje księgowego, przez wiele lat pracował jako główny księgowy w trzebnickim GS.

Rodzice poznali się dzięki wspólnym znajomym, przed kinem „Polonia”, wtedy na ul. Wolności (dziś ul. ks. Wawrzyńca Bochenka) – mówiło się w Trzebnicy przez wiele lat na ten obiekt (koło poczty) „stare kino”. Anegdota rodzinna mówi, że pierwszy obejrzany wspólnie film to słynny „Znachor” (przedwojenny). Ponieważ Tato znał treść, więc w czasie seansu wciąż opowiadał Mamie co będzie dalej. A ponieważ robił to dość często i gorliwie, część najbliżej siedzących widzów musiała go uciszać. To pierwsze spotkanie zapoczątkowało znajomość i pogłębiające się uczucie, a w lutym 1947 r. Rodzice wzięli ślub w naszej Bazylice. Sakramentu udzielał im ks. dziekan Wawrzyniec Bochenek. Wspólny dom znaleźli na ul. Milickiej pod nr 13.

Dla Taty przeprowadzka na Ziemie Odzyskane, zdanie matury, zdobycie zawodu i odpowiedzialnego stanowiska były niewątpliwym awansem społecznym. Mama miała trochę mniej szczęścia, bo mimo chęci nie udało się jej uzupełnić wykształcenia (w okresie wojny ukończyła jedynie szkołę krawiecką). Po założeniu rodziny i przyjściu na świat dzieci Mama zajmowała się domem. Dopiero po kilku latach, gdy poszliśmy (najpierw ja, a potem siostra do szkoły) Mama mogła rozpocząć pracę zawodową jako sprzedawczyni. Pracowała w wielu sklepach Powszechnej Spółdzielni Spożywczej – m.in. w piekarni na Wolności (obok „Trzebniczanki”), w słynnym sklepie monopolowym na Milickiej (w pobliżu domu), a potem przez wiele lat w pawilonie odzieżowym na Wolności (koło dawnej stacji benzynowej). W tym czasie zdobyła też (zaocznie) niezbędne wykształcenie. Mimo, że nie były to jakieś specjalne osiągnięcia, również Mama uznawała, że przyjazd na Zachód był dla niej ważny i potrzebny, bo tu osiągnęła znacznie więcej niż w rodzinnym domu.

O awansie społecznym moich Rodziców świadczy wymownie fakt, że gdy starałem się o przyjęcie na studia, nie otrzymałem punktów za pochodzenie społeczne, chociaż Mama wywodziła się z klasy robotniczej, a Tato z chłopstwa, a więc grup wtedy preferowanych. Za rodziców z inteligencji pracującej żadne preferencje nie przysługiwały! Moi Rodzice należeli więc do ludzi, którzy przybyli do Trzebnicy stosunkowo wcześnie, uczestniczyli czynnie w tworzeniu tu polskiego życia i zawsze bardzo szczycili się z przynależności do grupy Pionierów Ziemi Trzebnickiej. Z ich opowiadań wynikało, ze w Trzebnicy wytworzyło się nowe środowisko, przybyłych z różnych stron osób, które się przyjaźniły, pomagały sobie wzajemnie i co najważniejsze wierzyły w sens tworzenia tutaj nowej Polski. Tworzyły się spontanicznie nowe więzy, np. zaprzyjaźnieni byli z nami państwo Felicja i Wacław Sajnaccy z ulicy Słonecznej, a pan Wacław został nawet moim chrzestnym.

Z opowiadań Rodziców, a potem już z własnych przeżyć wiem jak ważną rolę w integracji trzebnickich pionierów odegrał ksiądz Wawrzyniec Bochenek. Przybył do Trzebnicy w sierpniu 1945 r., na uroczystość odpustową św. Bartłomieja i bez reszty oddał się pełnieniu ważnych i potrzebnych obowiązków. Mimo niewielkiego doświadczenia, był przecież wtedy młodym kapłanem, umiał porwać tych ludzi przybyłych z tak różnych stron, do wspólnej pracy, do wielkiego wysiłku by tworzyć nową, polską rzeczywistość. Był wielkim Patriotą, przypominał o związkach św. Jadwigi z Polską piastowską, przytaczał fakty o „mówiących po polsku kamieniach” w trzebnickiej Bazylice, uczył śpiewać wspólnie pieśni religijne. Księdza Dziekana cechowała przy tym wielka troska o każdy szczegół, olbrzymia dbałość nawet o sprawy pozornie drobne – pamiętam jak bardzo zależało mu na tym wierni byli w kościele, jak najbliżej ołtarza, a nie stali „na polu”, czy w bocznych nawach; by śpiewali i modlili się głośno, by odważnie wyznawali swa wiarę. Od początku olbrzymią integrującą rolę odgrywały październikowe uroczystości jadwiżańskie (odpusty). Od 8 grudnia 1945 r. rozpoczął swą działalność Chór św. Jadwigi, prowadzony przez ks. Grzegorza Czecha, na Boże Narodzenie „roku pierwszego” z Trzebnickiej drukarni wyszedł zbiorek polskich kolęd, a w 1946 r. ukazała się broszurka „Św. Jadwiga – Patronka Śląska i Polski”.

Pamięć o Pionierach Ziemi Trzebnickiej szczególnie mocno podtrzymuje od początku swej działalności, od 1960 r. Towarzystwo Miłośników Ziemi Trzebnickiej. Ogłaszane kilkakrotnie konkursy na pamiętniki pionierów przyniosły plon obfity, przyczyniając się do ocalenia od niepamięci wspomnień tych, którzy pierwsi tworzyli w naszym mieście i na naszej ziemi polskie życie. Wiele publikacji o tematyce lat pionierskich ukazało się na łamach „Brzasku”, m.in. ukazał się specjalny rocznik 3-4 z 1987 r., związany z 40-leciem powrotu Ziemi Trzebnickiej do Polski. Ukazało się też wiele ważnych wydawnictw, szczególnie prace założyciela i wieloletniego prezesa Towarzystwa Jerzego Bogdana Kosa, mówiące o początkach trzebnickiej służby zdrowia i kultury. Także w monografii Trzebnicy z 1995 r. tematyka lat pionierskich, opracowana przez trzebnickich autorów, zajmuje wiele miejsca. Niewielką, ale bezcenną jest książeczka wydana w 2005 r., pod red. J. B. Kosa „Trzebnica w pierwszych latach powojennych. Dokumenty, fotografie, wspomnienia i relacje.”

Wiele uwagi poświęciło też TMZT integracji osób pamiętających początki polskiej Trzebnicy: prowadzono księgi i rejestry Pionierów, odbywają się coroczne spotkania i uroczystości z okazji Dnia Pioniera. Olbrzymi trud włożył w opracowanie ewidencji Pionierów śp. Leszek Gajosiński. Efekty jego żmudnej pracy ukazały się w Brzasku z 2009 roku.

Warto wspomnieć jeszcze o miejscu szczególnie poświęconym trzebnickim Pionierom. Park w pobliży dawnej mleczarni otrzymał nazwę Placu Pionierów Ziemi Trzebnickiej. Na początku był tam kamień pamiątkowy, ale dzięki olbrzymiemu zaangażowaniu jednego z pierwszych trzebnickich Pionierów Antoniego Godyckiego-Ćwirko (wtedy, w 1945 r. jednego z pierwszych uczniów Szkoły Powszechnej) powstał prawdziwy Pomnik Pionierów.

Niewiele jest miast, które tak jak Trzebnica pamiętają o tych, którzy zapoczątkowali polskie życie w nowych granicach państwa. Czasem w dyskusjach o tamtych latach przypisuje się Pionierom służenie obcej ideologii, bez uwzględnienia wszystkich uwarunkowań historycznych czasów, w których przyszło im żyć. Ale trzeba pamiętać i pamięć tę stale utrwalać, że po udrękach i cierpieniach wielkiej wojny otrzymali oni szansę budowy na nowo Polski w nowych granicach. I szansę tę znakomicie wykorzystali.

Autor: Wojtek Kowalski

Skomentuj