Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Ostatni legionista

Ostatni legionista

W związku z 100 rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości warto przypomnieć postać Jana Chojnowskiego – legionisty, cichego bohatera, trzebniczanina, który walczył o wyzwolenie Polski.

Jan urodził się w 1856 roku w Piaskach, dzielnicy Kielc, w majątku przybyłego z Łodzi Henryka Salomona Nowaka, który był jednym z najbogatszych ludzi w Kielcach. W późniejszym okresie Nowak został aresztowany przez Rosjan i wywieziony w 1918 roku na Syberię, gdzie zmarł na tyfus. Ludwik Chojnowski, pochodzenia szlacheckiego, tytułujący się herbem Lubicz był zarządcą – administratorem jednego z jego warsztatów. W 1885 roku, w katedrze w Kielcach poślubił Juliannę Śliwińską. Po paru latach i rozwodzie cywilnym Chojnowska, zachowując nazwisko męża, związała się z Aleksandrem Jakubem Wołoszyńskim. Julia w 1893 roku urodziła córkę Katarzynę a w 2 lata potem syna Janka. Zarówno Katarzyna, jak i Jan otrzymali nazwisko Chojnowski. Związek z Aleksandrem długo nie przetrwał. 19 lutego 1898 roku Aleksander Wołoszyński ożenił się z Zofią Kołakowską. W 1900 roku Aleksander Wołoszyński za zgodą żony przywiózł do Kozubowa dzieci: Katarzynę i Jana.

Po konsultacjach z rodziną i dalszymi krewnymi, Aleksander Wołoszyński herbu Prus III postanowił usynowić Janka Chojnowskiego i nadać mu nazwisko, aby nie dopuścić do wygaśnięcia jego linii. Aleksander zdecydował na powrót Janka do majątku w Kozubowie. Lata te Janek wspominał zawsze jako czas polowań z psami, jazdy na koniach. Trwało tak do czasów pójścia do Legionów w 1916 roku, gdy miał 18 lat. Aleksander Wołoszyński był dzierżawcą Kozubowa do 1922 roku.

Pierwsza informacja dotycząca Legionów w domach kieleckich pochodziła z 30 lipca 1914 roku i dotyczyła podporządkowania się wszystkich drużyn strzeleckich Józefowi Piłsudskiemu. 3 sierpnia 1914 roku w Krakowie, w parku sportowym, na terenach powystawowych tzw. „Olendrów” odbyła się pierwsza koncentracja drużyn strzeleckich i drużyniaków pod dowództwem Stanisława Burhardt-Bukackiego (1890-1942) – późniejszego generała. Pojawił się tam Józef Piłsudski i powiedział: Odtąd nie ma ani strzelców ani drużyniaków. Wszyscy, co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi. Znoszę wszystkie odznaki specjalnych grup. Jedynym waszym znakiem jest Orzeł Biały.

Wtedy powstała pod dowództwem Józefa Piłsudskiego 1. Kompania Kadrowa, która 6 sierpnia 1914 roku wyruszyła w kierunku Kielc. 16 sierpnia 1914 roku na bazie 1. Kompanii Kadrowej powstał Legion Polski podległy Naczelnemu Komitetowi Narodowemu. Legion Polski utworzono jako oddzielną formację w Armii Austro-Węgierskiej. W skład formacji wchodziły: wcześniej powstałe Związki Strzeleckie „Strzelec” i Polskie Drużyny Strzeleckie. 18 sierpnia 1914 roku powstał 1 Pułk Strzelców. Rozpoczął się wtedy werbunek do Legionu Wschodniego (Lwów) i Legionu Zachodniego (Kraków).

Rodzina Krasińskich wynajmowała w Kielcach część domu od rodziny Wołoszyńskich. Dzięki przyjaźni rodziny hrabiów Krasińskich z pułkownikiem Bolesławem Roją na początku 1916 roku przyjęli Janka do III Brygady Legionów. Cały ekwipunek do Legionów finansował ojciec, czyli Aleksander Wołoszyński. Skończyło się życie towarzyskie w kręgu fortepianu, wśród psów, koni, i polowań. Zaczęła się walka na wojnie. Zaprzysiężony został 28 stycznia 1916 roku (nr książeczki legionowej 24761) z fałszywymi danymi. Bowiem w przypadku dostania się do niewoli rosyjskiej, żołnierze z Legionów pochodzący z Królestwa Polskiego – jako poddani byli traktowani jako zdrajcy i skazywani byli na śmierć.

 

1916 rok, prawdopodobnie najstarsze zdjęcie Janka Chojnowskiego (18 lat), wykonane
w Kielcach. Żeby się „postarzeć” zapuścił wąsy – często o tym mówił.

Dlatego zmieniono mu dane. Na podstawie wydanej wówczas karty wojskowej urodził się w 3 czerwca 1897 roku w Zakopanem i posiadał wyuczony zawód elektromontera. Książeczkę legionową podpisał Szef Departamentu Wojskowego N.K.N. (Naczelnej Komisji Narodowej) – Władysław Sikorski. Dostał przydział do 4 pp. 1 batalionu, do 4 kompanii, pod dowództwo porucznika R. Fromowicza. Wyekwipowany został w „Handgold” w Jedlinie – potwierdził to Józef Okołowicz w publikacji „Wychodźtwo i osadnictwo polskie przed wojną światową”. Zaszczepiony na ospę, tyfus i cholerę, w 1916 roku ruszył na front. Jego dowódcą był pułkownik Wiktor Gęsicki, a potem pułkownik Stanisław Szeptycki. Dowódcą 4 pp. był wówczas pułkownik Bolesław Roja, a dowódcą 6 pułku piechoty Witold Rylski – zwany „Sokołem Amerykańskim”. Sprawy Wojskowe wszystkich Brygad (I, II, III ) prowadził Władysław Sikorski.

W październiku 1915 roku wszystkie brygady (I, II, III) jako pomocnicze wojsko armii austro-węgierskiej wyruszyły w kierunku Kowla, Rudki Miryńskiej koło Kowla, Kostiuchnówki, Baranowicz i Tarczyc. Brygady zatrzymały się na linii rzeki Stochód, prawego dopływu rzeki Prypeć i broniły się przed naporem wojsk rosyjskich pod dowództwem generała Aleksieja Aleksejewicza Brusiłowa. Wojskami austriackimi i Brygadami Legionów dowodził generał niemiecki Fryderyk von Bernhadini. Walczyli w okolicy Równego, na terenie majątków należących do rodziny Rostockich (Cecylia Rostocka była matką Aleksandra Wołoszyńskiego), majątku Bełst, w okolicach miasta Kowel i Tarczyc. Najważniejszą była bitwa pod Kostiuchnówką, nad rzeką Styr w dniach 4-6 lipca 1916 roku. To była krwawa i największa bitwa Legionów. Bitwa toczyła się w tzw. „Reducie Piłsudskiego”. Na Pułki Legionowe spadło uderzenie armii rosyjskiej. Pomimo ucieczki wojsk austriacko-węgierskich i żołnierzy obrony Królestwa Węgier (honwedów), Legion Polski (I, II, III Brygada) nie dopuścił do przerwania frontu. Zginęło lub było rannych ponad dwa tysiące legionistów. Bitwa zakończyła się wycofaniem armii austro-węgierskiej, ale było to zwycięstwo taktyczne, uniemożliwiło Rosjanom dezorganizację frontu.

Janek brał też udział w ciężkich bitwach i potyczkach od lipca do września 1916 roku pod Opruczem, Konrkoje, Moniewiczami, Gorodkiem, Wielkim Obwyrem, Itorwiczem, Zarzeczem i Rudką. We wrześniu 1916 roku ukazał się edykt cesarza Franciszka Józefa Habsburga zapowiadający utworzenie Państwa Polskiego na terenach państwa rosyjskiego oraz utworzenie Polskiego Korpusu Posiłkowego. Po froncie wołyńskim brygady zostały przeniesione w okolice Baranowicz (14. 11. 1916 r.). Dowódcą wszystkich Brygad został płk. Stanisław Szeptycki (były dowódca III Brygady), potem Żołnierze Legionów (I, II, III Brygada) w grudniu 1916 roku zostali pociągami przewiezieni na teren Mazowsza.

Jan Chojnowski został przewieziony wraz ze swoim pułkiem do Łomży. Odbyło się szkolenie podoficerów dotyczące stylu i standardów obowiązujących w armii niemieckiej. Jan Chojnowski był tłumaczem z języka francuskiego na język polski publikacji „Współpraca piechoty z lotnictwem – wykłady francuskiego oficera”. 10 kwietnia 1917 roku ukazał się edykt nowego cesarza austro-węgierskiego Karola I, który mówił o powstaniu Państwa Polskiego i o tym, że Legion zostaje przekazany do dyspozycji generała niemieckiego, gubernatora Warszawy, Hansa Hartwiga Beselera. Od tej pory Legion oficjalnie był Polskim Korpusem Posiłkowym w ramach Polskiej Siły Zbrojnej – „Polnische Wermacht”.

Ostateczne rozwiązanie Legionów odbyło się 2 lipca 1917 roku. Zażądano wówczas od wojska przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austro-Węgier. Józef Piłsudski odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec i nawoływał Legionistów do odmowy złożenia przysięgi. Brygada I i III zastosowała się do apelu Piłsudskiego i obie brygady zostały internowane. Józef Piłsudski został internowany z 21 na 22 lipca 1917 roku i przewieziony do Magdeburga. Towarzyszył mu szef sztabu I Legionu Kazimierz Sosnkowski.

Jan Chojnowski, będący w III Brygadzie Legionów nie złożył przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austro-Węgier. Z Zgierza, gdzie był na szkoleniu wojskowym został wraz ze swoim pułkiem 12 lipca 1917 roku przewieziony pociągiem do Szczypiorna koło Kalisza i trafił do obozu nr 5. Przewieziono tam 3,5 tysiąca legionistów. Obóz znajdował się na wysokości dzisiejszego kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w kierunku drogi do Skalmierzyc. Oficerowie legionowi zostali przewiezieni do Beniaminowa koło Warszawy (tam zostali przewiezieni przyszli też szwagrowie Janka – Stanisław Thun, Franciszek Wrona i Henryk Kamiański). Do obozu nr 5 Jan Chojnowski trafił 12 lipca 1917 roku. 17 listopada 1917 roku rozpoczęła się głodówka legionistów, ponieważ władze obozowe wstrzymały pocztę i zakazały opuszczania baraków bez naszytego numeru obozowego. W następstwie głodówki ponad 300 legionistów zachorowało z niedożywienia. Na skutek interwencji Rady Regencyjnej z Warszawy postanowiono przewieźć najmłodszych i schorowanych legionistów do Łomży. Janek Chojnowski znalazł się w tej grupie (miał 20 lat). Po latach odezwały się problemy zdrowotne. W latach 30 stwierdzono u niego chorobę płuc, którą udało się zaleczyć. Gruźlica odezwała się w czasie II wojny światowej i po wojnie. Tym sposobem Janek Chojnowski trafił do Łomży, obozu o lepszych warunkach bytowych. Przywiezieni tu zostali tzw. „Królewiacy” – legioniści ze Szczypiorna pochodzący z Królestwa Kongresowego. Był to styczeń 1918 roku. Obóz został zlikwidowany już w lutym 1918 roku. Po powrocie z obozu w ramach Polskiej Siły Zbrojnej Jan Chojnowski wstąpił do 8 Pułku Piechoty Legionów w Lublinie. Trafił tam 1 listopada 1918 roku, służył pod dowództwem Mieczysława Smorawińskiego. Następnie 9 kwietnia 1919 roku w ramach reorganizacji znalazł się w 3 Dywizji Piechoty Legionów, gdzie dowódcą był generał Edward Rydz-Śmigły, a od 7 sierpnia 1920 do 25 września 1921 roku generał Leon Barbecki. Janek Chojnowski był wtedy w VI Brygadzie Pułku Legionów (9 PP Leg., 23 PP Leg.). Rozpoczęły się wtedy walki na terenie Wołynia (nad rzekami Dniestr i Zbrucz) z Armią Sowiecką.

Jan Chojnowski, Legiony, Przemyśl 1919 rok.

Na prośbę Rządu Łotewskiego, w związku z atakami Armii Czerwonej w sierpniu 1919 roku, wraz z 8 PP Leg. – w ramach 3 Dywizji Leg., Jan Chojnowski został przewieziony koleją przez Brześć nad Bugiem i Wilno na tereny graniczne z Łotwą (koło Dyneburga i Kraskowa-Łotwy). Walki z Armią Radziecką odbyły się pod Kochanowiczami (4 lutego 1920 r.), Dołhinowem i Dokszycami (17-27 maja 1920 r).

W miesiącu czerwcu 1920 roku 8PP Leg. koleją przez Mołodeczno, Baranowicz, Kowel dotarł do Szepetówki i Zwiahla na Wołyniu. Już 28 czerwca 1920 roku 8 PP Leg. zdobył miasto Korzec, a następnie kawaleria Budionnego znowu to miasto odbiła z rąk polskich. W lipcu 1920 roku zdobyli miasto Równe i zatrzymali się na linii rzeki Styr (18 lipca 1920). Przez Hrubieszów 3DP Leg. została znowu przewieziona na teren północnej Białorusi.

W tym czasie trwały walki wokół Warszawy, zakończone zwycięstwem zwanym „Cudem nad Wisłą” (13-25 lipca 1920 roku ), a 3DP Leg. (w tym 8PP Leg. w którym był Jan Chojnowski) maszerował w kierunku Litwy i rzeki Niemen. Tam Jan Chojnowski wziął udział w „Operacji niemeńskiej”, której kulminacją była bitwa pod Brzostowicą Wielką, zwana „Bitwą Pokoju”, która rozegrała się w dniach 21-23 września 1920 roku pod dowództwem generała Leona Bareckiego. Polacy bitwę tą wygrali, wzięto do niewoli bardzo dużo jeńców i zarekwirowano broń. Pozostali żołnierze sowieccy uciekli w kierunku Prus. W 1920 roku, po bitwie pod Warszawą i Brzostowicą Wielką, Jan Chojnowski został wysłany do Święcian (Litwa) na kurs podoficerski, który ukończył 11 marca 1921 roku i został sierżantem zawodowym. Po ukończeniu kursu powrócił do 8 Pułku Piechoty Legionów w Lublinie.

W Święcianach poznał rodzinę Mackiewiczów, która przybyła z Petersburga – Sewerynę Wilhelminę „Jankę” Mackiewiczównę i Stansława Cat-Mackiewicza herbu Bożywola, zwanego „cigogne” (franc. bocian), pisarza i publicystę. Mackiewiczowie uczestniczyli w wielu imprezach charytatywnych. W tych imprezach uczestniczył też młody 24 letni Janek Chojnowski przyszły podoficer, grał na fortepianie i śpiewał jako tenor. Jego słynne opowieści o służbie w „Legii Cudzoziemskiej” zostaną na zawsze nierozszyfrowaną tajemnicą – znajomość języka francuskiego uzasadniał właśnie tą służbą. Wrócił w te strony po latach będąc w K.O.P., ale Mackiewiczowie mieszkali już w Wilnie, a jego „wielka miłość” – „Janka” przebywała już w Warszawie i wyszła za mąż za Henryka Orłosia (babka Macieja Orłosia z Teleekspresu). W latach 60 XX wieku Jan z wiadomości nadawanych z radia „Wolna Europa” dowiedział się, że „Janka” zmarła. Była to jego romantyczna i niespełniona miłość. Uznał bowiem, że jako przyszły podoficer, mimo znajomości języka francuskiego, gry na fortepianie, zbyt mało znaczy i nie będzie w stanie zapewnić jej odpowiedniej pozycji społecznej i finansowej. Rodzina Mackiewiczów pochodziła z Litwy, mieli tu rodzinę i wysoką pozycję towarzyską. Stanisław Mackiewicz był już redaktorem wileńskiej gazety „Słowa”. Janek wiosną 11 marca 1921 roku mając 24 lata opuścił Święciany jako zawodowy sierżant i powrócił do 8 Pułku Piechoty Legionów w Lublinie w ramach 3 Dywizji Legionów.

Po powrocie do Lublina zastał tam swoją siostrę przyrodnią Marię Kamiańską i jej męża kapitana Henryka Kamiańskiego. Janek chciał żyć na wsi, a nie po maturze w mieście. Myślami był na polowaniach, myślał o psach, koniach i osiedleniu się na Litwie lub na Wołyniu. Jego przyjaciel Czesław zdał maturę, poszedł na studia – na medycynę. W 1922 roku Janek Chojnowski pojechał do Kielc, aby naradzić się z ojcem w sprawie swojej przyszłości. Zarówno ojciec, jak i syn obaj lubili to samo: polowania, psy i konie, swobodne życie w bliskim kontakcie z przyrodą. Po rozmowie z ojcem, Jan zdecydował, że wstąpi do elitarnego Korpusu Ochrony Pogranicza (K.O.P.).

Po podpisaniu traktatu ryskiego w marcu 1921 na granicy Polski nasiliły się ataki ze strony ZSRR. Dlatego postanowiono w 1924 roku, że powstanie w Polsce formacja wojskowa na czas pokoju do ochrony wschodniej granicy II Rzeczpospolitej przed penetracją agentów i terrorystów ze wschodu. Korpus Ochrony Pogranicza miał być „na niby” organizacją paramilitarną. Na posiedzeniu Rządu i Prezydenta Rzeczpospolitej Stanisława Wojciechowskiego dnia 21 sierpnia 1924 r. postanowiono, że powstaje KOP. Minister Spraw Wojskowych – gen. Władysław Sikorski określił strukturę formacji. Łącznie zostało utworzonych 357 strażnic na całej granicy z Rosją Sowiecką, czyli na długości 2334 km.

Jan Chojnowski po wstąpieniu do K.O.P. był sierżantem w 6 Brygadzie KOP-Wilno, w Batalionie KOP „Niemenczyn”, potem z Litwy został przeniesiony na Białoruś do 3Brygady „Nowogródek”. Dowódcą Brygady KOP Nowogródek był pułkownik dr Jerzy Roman Trojanowski. Na Litwie od rodziny Eysmontów otrzymał w prezencie psa – setera irlandzkiego „Azę I”. Aza towarzyszyła mu w polowaniach w lasach Eysmonta i lasach państwowych za zgodą przełożonych. Powstała wówczas 2 Brygada Ochrony Pogranicza z siedzibą w Baranowiczaczach.

W tym samym roku Jan Chojnowski został dowódcą strażnicy – najpierw we Frankopolu w latach 1927-1934, potem w Astrachance w latach 1934-1935. W latach 1935-1936 służył w batalionie w Bereznem, a następnie we Frankopolu – do wybuchu II wojny światowej (1936-1939).
W 1930 roku Jan Chojnowski ożenił się z Heleną Tyszkiewicz.

1930 rok, Korzec na Wołyniu – zdjęcie ślubne
Heleny z Tyszkiewiczów i Jana Chojnowskiego.

Jan był dowódcą strażnicy we Frankopolu w ramach 3 Kompanii Granicznej –„Bielczaki”. W związku z tym, że „Aza I” zdechła (podczas ćwiczenia rzutów granatami poleciała za granatem i została ranna), Janek z Lublina sprowadził następnego psa, też setera irlandzkiego. Była to również suka i otrzymała imię Aza II. Na początku Chojnowscy wynajmowali mieszkanie w pobliskim Frankopolu. W tym czasie koło strażnicy za zgodą władz wojskowych Janek budował dom. Tu 17 sierpnia 1931 roku na świat przyszła ich córka Regina Zdzisława Maria. Matką chrzestną została siostra Heleny, Maria Kułakowska, a ojcem chrzestnym major Franciszek Wrona, mąż siostry Janka. Regina została ochrzczona w kościele w Korcu. 23 września 1933 roku we Frankopolu urodził się ich syn Jerzy Władysław. Kolejny pies Janka, towarzyszka polowań Aza II zakończyła żywot w 1931 roku. Janek potrzebował psa na polowania. W prezencie otrzymał nowego psa od Marii Załęskiej, właścicielki majątku Ujście. Był to wyżeł i dał mu na imię „Lord”. Był doskonały na polowania na kaczki. Jan Chojnowski, zapalony myśliwy otrzymał od dowództwa zgodę na polowania na drobną zwierzynę i dzikie ptactwo w lasach i na terenach państwowych.

Pies brał udział w polowaniach organizowanych przez Jana Chojnowskiego w lasach hrabiego Hermana Potockiego, hrabiego Adolfa Młyńskiego i pp. Załęskich. 15 czerwca 1935 roku przyszedł na świat najmłodszy syn Chojnowskich, Ryszard Józef (drugie imię „Józef” otrzymał po marszałku Józefie Piłsudskim, który w tym właśnie roku zmarł. Moja mama – Regina Chojnowska wychowywała się razem z Lordem i uczestniczyła jako dziecko w polowaniach ojca. Żona Jana – Helena, miała swój karabinek i też polowała na kaczki oraz dzikie gęsi. W 1936 roku Helena wystrzelała mistrzostwo pułku. Pies „Lord” był wypożyczany często na polowania, często go pożyczał dowódca batalionu kpt. N. Rach.

Legitymacja Odznaczenia Krzyżem Niepodległości.

Za dobrą współpracę z ekspozyturą Jan Chojnowski otrzymał pamiątkową torbę myśliwską ze srebrną dedykacją od majora Bogdana Szeligowskiego. Dowódcą strażnicy Frankopol w 1939 roku był starszy sierżant Jan Chojnowski.

Po wkroczeniu 17 września 1939 roku Rosjan generał Wilhelm Orlik-Ruckemann zwolnił żołnierzy z przysięgi i rozwiązał organizację. Jan Chojnowski otrzymał rozkaz, aby przeprowadzić żołnierzy z Bereznego do Chełma. Po przeprowadzeniu żołnierzy Janek z Chełma przedostał się w cywilnym przebraniu do okupowanego już przez Rosjan Berezna. Od tej pory już zawsze się ukrywał.

Po wkroczeniu wojsk sowieckich na tereny Rzeczpospolitej na Wołyń, rodzina Chojnowskich przebywała w batalionie w Bereznem. Z opowiadań dowiedzieli się, że ich dom we Frankopolu został obrzucony granatami a Rosjanie poszukują dowódcy strażnicy. Janek powrócił z Chełma do Bereznego po dwóch tygodniach, w nocy. Po paru godzinach został złapany i aresztowany a potem koleją z innymi więźniami przewieziony do Kostopola. Helena Chojnowska jeździła do Kostopola z Bereznego i dowoziła mu żywność. Po latach Janek miał pretensje do młodszych oficerów w batalionie, że nie zniszczyli dokumentów i albumów „dziękczynnych”, ksiąg pamiątkowych, które dostały się w ręce Rosjan. Potem Janek został przewieziony do Szepetówki na terenie ZSRR. Był to obóz, do którego Rosjanie zwozili „upolowanych” wojskowych Polaków ze stref nadgranicznych. Obóz mieścił się w dawnych koszarach żołnierzy sowieckich. Przebywało tam parę tysięcy jeńców. Nie było łóżek, pod ścianami rozłożono tylko potarganą słomę. Brak było wody. Na dziedzińcu koszar znajdowała się pompa z korytami do mycia. W dużych salach były jeszcze po żołnierzach pozbijane z nieoheblowanych desek stojaki na karabiny. Na obiad dostawali chochlę zupy.

Wskutek bałaganu i dowożenia jeńców wszyscy zawodowi wojskowi zebrani w tym obozie pozbyli się pagonów wskazujących szarże. Rosjanie szukali dowódców strażnic współpracujących z wywiadem ze Lwowa i Warszawy. Bazowali na pozostawionych dokumentach i szukali tych, którzy współpracowali z wywiadem polskim. Rosjanie rozpoznawali szarże wojskowe po spracowanych rękach. Przesłuchiwanie Janka odbywało się w małym biurze, gdzie były drzwi na korytarz a z niego na ulicę. Zrobiło się jakieś zamieszanie i Janek został sam w pomieszczeniu. Wykorzystał tą sytuację i uciekł. Urzędniczka – Rosjanka była przerażona i zaskoczona tym, że w tak prosty sposób zdołał uciec. Po paru dniach Janek zjawił się w Bereznem, w nocy Helena zorganizowała siedem furmanek i udało im się uciec do Huty Stepańskiej, gdzie na nich czekała Maria Kułakowska. W czasie ucieczki Janka i jego rodziny przed aresztowaniem w lasach pomiędzy Bereznem a Hutą Stepańską zaginął ich ulubiony pies „Lord”.

Była to późna jesień 1939 roku. Myśleli, że najgorsze już się skończyło. Huta Stepańska to była duża wieś, gdzie większość zamieszkałych tam ludzi miała pochodzenie polskie. We wsi znajdowała się szkoła, poczta, apteka, posterunek policji i parafia z kościołem, gdzie proboszczem był późniejszy wieloletni „Syberyjczyk” Bronisław Drzepecki. Wieś została zajęta przez Rosjan. Zaczęła się lustracja mieszkańców, bardzo pomagał im dopiero co mianowany komendantem „Uprawy”, Ukrainiec Szwajka. Mieszkali już tam Kułakowscy. Maria Kułakowska pomogła wynająć im część domu (pokój z kuchnią). Helena kupiła krowę. Ledwo się zadomowili, zaczął im dokuczać komendant Szwajka. Upatrzył sobie rodzinę Kułakowskich. Efektem jego szczególnej uwagi skierowanej na nich było aresztowanie Władka przez NKWD i wywiezienie w głąb Rosji. W maju 1940 roku (na urodziny Janka) została aresztowana Maria, żona Władka. Z dziećmi (Krystyną, Bogdanem i Czesławem) została zesłana na Syberię. Dopiero w 1943 roku z armią Władysława Andersa udało jej się wydostać z Rosji. W tym samym roku w Teheranie odnalazła się cała rodzina. Potem Władysław walczył pod Monte-Cassino, Ankoną i pod Bolonią, jego żona Maria z najmłodszym synem Czesławem mieszkała do końca 1948 roku w Libanie w Bejrucie, starsze dzieci uczęszczały do szkoły w Palestynie. Potem wszyscy zamieszkali w Londynie. Tak więc Chojnowscy zostali w Hucie Stepańskiej sami. Było coraz gorzej. Wszechobecny Szwajka nękał ich. Zaraz po wywiezieniu Marii Kułakowskiej na Syberię, Janek Chojnowski został aresztowany i do czasu wywózki w głąb Rosji jego i jego rodziny miał pracować w kamieniołomach bazaltu w Janowej Dolinie, gdzie od września 1939 roku do Janowej Doliny zwożono jeńców wojskowych z terenów Wołynia. Po paru dniach, dzięki sowieckiemu lekarzowi, który bardzo sprzyjał Jankowi, został zwolniony. Mógł powrócić do Huty Stepańskiej i miał był monitorowany do czasów wywózki. Helena zaczęła pracować w kuchni w pobliskim sanatorium „Słone Błota”. W „Słonych Błotach” odpoczywali sowieccy oficerowie z żonami. Miała więc możliwość sprzedawania swoich eleganckich rzeczy z czasów przedwojennych, co pomagało przetrwać im ciężkie czasy. Regina – córka, zaczęła chodzić do rosyjskiej szkoły podstawowej.

1 czerwca 1941 roku Armia Niemiecka wkroczyła na tereny Wołynia realizując „Plan Babarossa” i dalej poszła w kierunku Rosji Sowieckiej i Moskwy. Z Huty Stepańskiej zniknął nielubiany Szwajka i pojawili się Niemcy. Chojnowscy uniknęli wywózki w głąb Rosji. Po wkroczeniu Niemców do wsi nastał większy porządek i nastąpiło unormowanie stosunków polsko-ukraińskich. Po wywózce Kułakowskich w głąb Rosji pozostało ich mieszkanie w domu pp. Różańskich. Za zgodą Niemców, Chojnowscy tam zamieszkali. W latach 1942-43 nacjonaliści Ukraińcy za bierną postawą wobec Niemców zaczęli terroryzować okoliczną ludność polską i w okolicach Huty Stepańskiej podpalać mniejsze wsie, tam gdzie mieszkali Polacy. W Hucie Stepańskiej zgromadziło się bardzo dużo Polaków z okolicy. Rozpoczęto budowę umocnień obronnych i dyżury oraz obserwacje terenu. Janek jako wojskowy zaangażował się w samoobronie wsi. Późną wiosną nasiliły się napady Ukraińców. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Do tego zaczęła dość aktywnie działać sowiecka partyzantka „Dziadzi Wani”. Partyzanci sowieccy nie znając przeszłości Janka chcieli go skaperować do partyzantki. We wsi był kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, którego proboszczem był aresztowany w jeszcze w 1939 roku przez NKWD ks. Aleksander Czaban. Potem proboszczem był ks. Bronisław Drzepecki. Za jego probostwa Regina Chojnowska mając 9 lat przystąpiła do I Komunii Świętej (kościół został spalony w lipcu 1943 roku).

Po naradzie Janek i Helena wiosną 1943 roku postanowili, że bezpieczniej będzie żyć w dużym mieście. Takim miastem był Kowel. Udało im się przedostać do wsi Chały. Zatrzymali się tam na krótko. Dotarli do wsi Rafałówka, która była stacją chronioną przez Niemców i udało im się koleją dostać do Kowla. W dniach od 16 do 18 lipca 1943 roku nacjonaliści ukraińscy przeprowadzili atak na Hutę Stepańską, razem zginęło około 600 osób, bardzo dużo zostało rannych. Dowiedzieli się o tej tragedii już w Kowlu, ale jeszcze nie wiedzieli, że przeprowadzka stanie się dla nich przysłowiową zmianą „z deszczu pod rynnę”.

W Kowlu przygarnęła ich rodzina Żabickich. Mieli oni ładny wolnostojący dom przy ulicy Adama Mickiewicza 49, głównej ulicy z dworca prowadzącej w kierunku miasta. On był dyrektorem rzeźni w Kowlu, a ona była pielęgniarką w szpitalu. Mieli dwoje dorosłych dzieci. Dali im w tym domu wolny pokój koło kuchni. Pani Żabicka pozwoliła Helenie piec bułeczki drożdżowe, które potem Regina sprzedawała na dworcu. Jurek dostał pracę i pasł kozy na rozlewiskach rzeki Turii, która przepływała przez miasto. Pani Żabińska udostępniła maszynę do szycia i Helena zaczęła dorabiać jako krawcowa (szyła czapki). Już na początku okupacji w mieście Niemcy zgromadzili Żydów w gettcie. Na terenie nieczynnej (zbombardowanej) gorzelni było wolne małe 2-pokojowe mieszkanie. Magistrat, dzięki wstawiennictwu dyrektora rzeźni, przyznał je Chojnowskim. Na początku Janek pracował w nadleśnictwie i woził kłody drewna na wózkach do tartaku. Potem Janek jeśli wychodził, to miał mocno obandażowaną głowę i udawał rannego, dlatego że wszystkich mężczyzn gromadzono do budowy umocnień i rowów przeciwczołgowych.

Mieli pecha, bo na placu zakładu zainstalowano niemiecką baterię przeciwlotniczą. Helena musiała żołnierzom gotować posiłki, przeważnie kolacje. Wszyscy byli przerażeni tą bliskością Niemców. Wojska sowieckie zbliżały się do miasta. Była wczesna wiosna, ponieważ tereny wokół miasta są mocno podmokłe ciężki sprzęt sowiecki się topił. Niemcy zamknęli się w mieście tworząc twierdzę. Helena i Janek znowu podjęli decyzję, która okazała tragiczna dla rodziny. Najbardziej wartościowe rzeczy (biżuteria) wzięli z sobą, pamiątki i inne wartościowe przedmioty zabezpieczyli pod podłogą (to była w pewnego rodzaju piwniczka). 21 marca 1944 roku opuścili dom i schronili się, jak większość mieszkańców w kościele p.w. św. Stanisława zwanego „Pomnikiem Krwi i Chwały”. Kościół był zbudowany ze składek kolejarzy, wojska – Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) i ofiarodawców z Polski i Polonii Amerykańskiej. Został wybudowany w latach 1924-34 w stylu nadwiślańskiego gotyku na planie krzyża.

W bocznej nawie, w której przebywali było bardzo głośno, więc postanowili przenieść się nawy głównej. Janek z synem Jurkiem wzięli walizki i poszli. Helena z młodszymi dziećmi – Renią i Ryśkiem jeszcze tam pozostali. Wtedy Rosjanie obrzucili tę stronę kościoła granatami. Zrobiły one spustoszenie w bocznej nawie, gdzie znajdowała się Helena z dziećmi. Regina została ciężko ranna w głowę, rękę i nogę. Ryszard stracił przytomność, odłamek podciął gardło, ale nie przeciął tchawicy. Jankowi pomagali okoliczni ludzie. Zaczęto znosić rannych ludzi przed ołtarz główny. Janek zaczął szukać Heleny i znalazł ją przed ołtarzem – była umierająca. W całym kościele zapanował chaos, było dużo dymu, słychać było krzyki ludzi. Nastąpiła druga tura obrzucania granatami. Jeszcze więcej rozlegało się krzyków, pył sypał się z murów, pełno było dymu z palących się części budowli. Helena Chojnowska zmarła. Ostatniego namaszczenia udzielił Helenie ksiądz Bronisław Drzepecki, którego poznała w Hucie Stepańskiej, potem on też spisał akt zgonu.

Potem nastąpiła cisza i po paru godzinach możliwe było przeniesienie ciała Heleny i rannych dzieci do pobliskiego szpitala. Tam opatrzono dzieci i Janek ze zmarłą i rannymi dziećmi znowu został sam. Jakaś para młodych Ukraińców pomogła z desek zbić skrzynkę imitującą trumnę i przenieść ją do dzwonniczki na cmentarzu.

Nie mieli się gdzie podziać, więc powrócili do ostatniego mieszkania i tam zastali rozszabrowane pomieszczenia, splądrowaną pustą piwniczkę, a rodzinne zdjęcia rozrzucone na podwórku. Regina je pozbierała. Skany niektórych z nich wykorzystano w tym opracowaniu. Rosjanie nie mogli zdobyć Kowla, otoczyli je i szturmowali.

Janek z dziećmi ukrywał się ponad dwa tygodnie w piwnicach. Miasto było cały czas bombardowane, Janek nawet nie mógł pochować żony, bo w kapliczce i obok niej była bateria przeciwlotnicza. Po latach, w 1982 roku, Regina z Chojnowskich Arkuszewska zdecydowała się pojechać do Kowla. Kościół, w którym zginęła Helena przestał istnieć, został wyburzony przez władze białoruskie i na tym miejscu powstał stadion. Polski cmentarz został zlikwidowany, kapliczka zburzona, została tylko dzwonniczka i tam Regina zapaliła symboliczny znicz. Na miejscu polskiego (katolickiego) cmentarza powstał cmentarz prawosławny.

W kwietniu udało się Niemcom przerwać pierścień i można było uciec z Kowla. Młoda ukraińska para, która z Jankiem i dziećmi ukrywała się w piwnicach, znalazła Niemca, który zgodził się ich wszystkich wywieźć w czołgu z Kowla w kierunku Chełma. Oczywiście za zapłatą. Janek miał litr spirytusu (z rozbitej apteki) a Ukraińcy połać wędzonej słoniny. Niemcy zgodzili się za te dobra pomóc im wydostać się z Kowla.

Udało się. Janek Chojnowski z dziećmi dostali się do Chełma. Byli zarośnięci, brudni i właściwie wszystko stracili. Zgłosili się do Czerwonego Krzyża. Tam mogli się umyć, doprowadzić do porządku. Dzieci zostały opatrzone medycznie. Wydostali się z piekła i już byli pewni, że gorzej nie będzie. Zatrzymali się w przytułku do czasu opuszczenia Chełma i wyjazdu do Kielc. Otrzymali też zaświadczenie o swojej sytuacji. Janek mając pewne „zaskórniaki” zakupił bilety do Kielc. Na początku lata 1944 roku dojechali do rodziny. W Kielcach mieszkała Zofia Wołoszyńska – macocha Janka, z którą się widział się ostatni raz w 1937 roku przed śmiercią ojca. Mieszkał tez tam Witold – brat przyrodni oraz siostra Alicja Rostocka. Po Powstaniu Warszawskim do Kielc udało się przybyć wtedy też przyrodniej siostrze, Aleksandrze Zofii Thun zwanej Hanką. Jej mąż, pułkownik Stanisław Thun został zabity na początku powstania jak wspomniano wcześniej (jak był w Legionach).

Ponieważ Kielce były miastem zamkniętym, Janek nie mógł się tam zameldować. Reginę zostawił u Zofii Wołoszyńskiej. Jurka i Ryśka zostawił u przyrodniego brata Witolda. Sam wyjechał do Buska-Zdroju, tam załatwiono mu pracę w magistracie. Sprzedawał na rynku wodę. Latem 1944 roku sprowadził do Buska Reginę. Siostry Elżbietanki prowadziły ochronkę dla osieroconych dzieci. Przełożona klasztoru wyraziła zgodę na przyjęcie Reginy.

W rynku była piekarnia pana Krzemienia, który bardzo pomógł Jankowi. Dał mu w podwórku pokój w przybudówce i codziennie dawał chleb. Poznali też panią Wierzbicką, która prowadziła w rynku aptekę „Budzyńskiego”, uczyła ona Reginę prowadzenia domu. Janek mógł zabrać Reginę z klasztoru i sprowadzić synów z Kielc. Chłopcy biegali po mieście i sprzedawali gazety. Regina prowadziła dom. W Busku przeżyli pierwsze spokojne Boże Narodzenie 1944 roku. Byli biedni, ale szczęśliwi, że są razem. Zawsze pamiętali, jak dzielili się chlebem i zjedli wspólnie wigilijną kaszę jaglaną ze śliwkami. Po wyzwoleniu Buska-Zdroju 13 stycznia 1945 roku Janek zastanawiał się, gdzie mają się skierować i szukać nowego miejsca do życia. Powrotu na Wołyń nie było.

Po spotkaniu i rozmowie z przyrodnią siostrą Hanką Thunową uznał, że pojedzie na Ziemie Zachodnie zwane odzyskanymi. Hanka też zdecydowała się na osiedlenie w okolicach Wałbrzycha.

Jan Chojnowski już w Busku-Zdroju poznał pana N. Wilnera, który wybierał się na Ziemie Zachodnie. Na początku 1945 roku wrócił z Trzebnicy. Trzebnicę wyzwolili armia sowiecka i armia polska już w styczniu 1945 roku. A od kwietnia w związku z „Festung Breslau” była stolicą Dolnego Śląska. Wszystko wyglądało na to, że trzeba jechać do Trzebnicy. Z tych okolic pochodził przyszły starosta Trzebnicki pan Stanisław Bąk, który dołożył sobie do nazwisko Dzierżyński. Nie mieli dużo bagaży. Tylko jeden plecak. Pożegnali się z ludźmi, którzy ich wspierali i pojechali do Kielc. Z Kielc do Częstochowy i tak dotarli do Kalisza. Z Kalisza brak było połączenia z miastami na Śląsku, dlatego musieli pojechać w kierunku na Poznań. Po drodze spotkali wielu uciekinierów, wszyscy jechali w kierunku Szczecina. Janek z dziećmi pod ich wpływem też tak zdecydował. Wysiedli jak większość osadników w Stargardzie Szczecińskim. Był to koniec czerwca 1945 roku. Nie byli zachwyceni tym pustym miastem. Po zwiedzeniu miasta, pustych domów i ogrodów, postanowili wracać. Przecież umówieni byli w Trzebnicy. Pociągiem ze Szczecina dojechali przez Poznań do Leszna i potem do Rawicza. Tu się droga urywała i w kierunku Prusic szli pieszo prawie 35 km. Zaglądali do pustych domów. Doszli do Prusic i tu czekali na kolej wąskotorową, by nią dojechać do Trzebnicy. Było to 31 lipca 1945 roku.

Legitymacja wydana przez PUR.

Wysiedli z kolejki w Trzebnicy koło dzisiejszej ulicy Juliusza Słowackiego. Do miasta szli pieszo. Mieli mały wózek z metalowymi kołami, który hałasował na granitowej kostce. Było już szaro. Z okna w kamienicy koło rzeźni zawołał na nich ktoś po rosyjsku. Na Janka padł blady strach. Był to wojskowy, który tam stacjonował. Przyjął ich, nakarmił i przenocował. Na drugi dzień zajęli bardzo małe mieszkanie w podwórku. Wszystkie domy w okolicy były puste, ale już były wyszabrowane.

W domach tych było bardzo dużo pierza. Szabrownicy brali tylko wsypy. Janek dotarł do PUR-u, który mieścił się w drugim końcu miasta. W okolicy chcieli zająć jakiś dom, ale okazało się że większość domów była już zajęta. Zatrzymali się w domu koło poniemieckiego katolickiego cmentarza, nawet nie wiedzieli, że na tym skorzystali, bo mieli najbliżej do cmentarnej pompy z wodą i okazję do poznania wszystkich mieszkańców tej części miasta. Wszyscy przechodzili idąc po wodę przez ich ogród. Na tej ulicy zakończonej placem mieszkali już kolejarze z wąskotorówki i pan N. Popczyk, który zdążył zgromadzić sporo dóbr – miał dookoła dużo ziemi ornej. W październiku 1945 roku pojawiła się na ulicy Krótkiej duża grupa ludzi przybyłych z Baranowicz (z Białorusi). Były to rodziny Okołowiczów, Śliwińskich, Gębickich, Sobiczewskich. Wszyscy zamieszkali w jeszcze wolnych domach. W październiku pojawiła się pani Adela Małochowa z pięciorgiem dzieci. Jej mąż był komendantem samoobrony przed nacjonalistami ukraińskimi w polskiej wsi koło Łucka na Wołyniu. Potem był aresztowany przez NKWD. Dopiero wrócił z Rosji sowieckiej po 10 latach łagrów. Powoli cała ulica Krótka do końca 1945 roku zapełniła się mieszkańcami.

W połowie czerwca 1946 roku Janek został aresztowany przez władze urzędu bezpieczeństwa w Trzebnicy. Miało się odbyć głosowanie „3 x TAK” na terenie całej Polski. Głosowanie odbyło się 30 czerwca 1946 roku. Dzięki wstawiennictwu współpracowników ze Spółdzielni Spożywców został po paru dniach zwolniony. Ale już mieli go na oku. Jego sąsiadka pani Wiera Śliwińska przesiedziała w areszcie prawie dwa tygodnie.

Trzebnica zaczęła tętnić życiem. Już w październiku 1945 roku uruchomiona została Szkoła Podstawowa nr 1. Regina, Jurek i Rysiek zaczęli chodzić do szkoły. W październiku zaczęło działać liceum pod dyrekcją prof. Romualda Hirnle. Córka Regina przeszła do liceum na podstawie wieku i zaświadczenia wydanego jej w Busku-Zdroju, a 7 września 1945 roku wstąpiła do I „Leśnej” Drużyny Harcerek im. św. Jadwigi w Trzebnicy.

Wszyscy należeli do chóru szkolnego prowadzonego przez księdza Grzegorza Czecha, a chłopcy byli ministrantami w bazylice św. Jadwigi. W 1946 roku wyjechali pierwszy raz na kolonie do Borowic. Od samego początku, od kiedy zamieszkał na ulicy Krótkiej Jan Chojnowski zawsze drażnił władze i zwracano mu uwagę, że flagę założoną na święto pracy na 1 maja, należy zdejmować 2 maja. On zawsze „zapominał” ją zdjąć i na 3 Maja przypominała mu ona o zakazanym święcie konstytucji.

Na początku było bardzo biednie – Janek nie miał pracy. Zaczęli całą rodziną uprawiać ogród, hodować warzywa, ziemniaki, mieli kury i kozę, jak prawie wszyscy na ulicy. Kozy były przywożone z okolic Rawicza. Potem Janek dostał pracę w księgowości w Powszechnej Spółdzielni Spożywców, a następnie 10 stycznia 1947 roku został jej członkiem. 18 sierpnia 1947 roku wstąpił do Związku Zawodowego Pracowników Spółdzielczych Rzeczpospolitej Polski i zatrudniony był jako pracownik umysłowy. Mimo wszystko jego zarobki były bardzo skromne. Nie był w stanie sam wykształcić wszystkich dzieci. Dlatego po długiej rozmowie z dziećmi postanowił, że Jurek i Rysiek muszą skończyć studia, bo to jedyny sposób by zapewnić rodzinie poziomu życia, a Regina niech na razie zda maturę. W 1949 roku, po ukończeniu 4 klas liceum wskutek reorganizacji musiałaby jeszcze jeden rok się uczyć w liceum, ale skoro i tak nie mogła iść na studia, postanowiono, że ten dodatkowy rok nauki nie jest jej potrzebny, bo i tak dostanie pracę w jakimś urzędzie. Było wielkie zapotrzebowanie na ludzi wykształconych. Zaczęła pracować w księgowości w trzebnickim uzdrowisku, potem pod opieką rodziny Florkiewiczów przeniosła się do Świdnicy i Strzegomia. Tam poznała swojego przyszłego męża, porucznika Waldemara Stanisława Arkuszewskiego. Przenieśli się do Kutna, a potem do Warszawy. Podpułkownik mgr inżynier mechanik Waldemar Arkuszewski ukończył Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie. Zmarł na zawał w Trzebnicy i został pochowany w Warszawie.

W 1949 roku Jan Chojnowski otrzymał informację z Czerwonego Krzyża, że odnalazła ich szwagierka Maria Kułakowska z Wołynia. Szukała wszystkich z rodziny. Odnalazła tylko ich w Trzebnicy. Reszta rodziny zaginęła bez wieści. Potem napisała z Londynu obszerny list o ich losie. Nie miała, gdzie wrócić. Zapraszała Janka do Londynu, ale dopiero Regina – córka, mogła pojechać do Anglii w 1979 roku i spotkać się z siostrą matki i jej rodziną.

W 1950 roku Jan Chojnowski pracował w powstałym Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” jako księgowy.

Dnia 16. 11. 1952 roku Jan Chojnowski wraz z innymi pracownikami P.Z.G.S w Trzebnicy wyznaczony został do prac polowych (wykopywanie i wyrywanie buraków) w PGR w Nowym Dworze, koło Trzebnicy. Wracając z pracy przy wysiadaniu z samochodu poślizgnął się na mokrej drodze i upadł uderzając głową o powierzchnię drogi na ul. Prusickiej, doznając wstrząsu mózgu. Został przewieziony do szpitala św. Jadwigi. Przebywał na zwolnieniu lekarskim. Leczenie trwało do wczesnej wiosny 1953 roku. Potem wystąpił do Z.U.S. o przyznanie mu renty. Dostał głodową rentę III kategorii. Opiekowały się nim sąsiadki: pani Dobrosielska i pani Zofia Śliwińska.

Jego córka Regina mieszkała już w Warszawie. 1 stycznia 1952 roku urodziła syna Wiesława Arkuszewskiego. Po urodzeniu syna musiała iść do pracy, bo jej mąż Waldemar miał wypadek motorowy i leżał w klinice w Łodzi ze złamaną miednicą. Nie miała możliwości wziąć urlopu. Synowie po ukończeniu trzebnickiego liceum pozdawali na studia. Syn Jurek mieszkał we Wrocławiu i studiował na Politechnice Wrocławskiej.

Najmłodszy syn Ryszard zaczynał studia na Wydziale Weterynarii w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, bo we Wrocławiu nie miał szans na miejsce. Zarówno on, jak i jego brat Jurek napisali w życiorysach o swoim pochodzeniu (Jurek starał się na Wydział silników samolotowych na Politechnice Wrocławskiej). Jurek, kończąc studia ożenił się Anną, która była studentką polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej rodzina pochodziła z Sokala koło Lwowa. Po wojnie zamieszkali w Nysie. Ślub odbył się w 1955 roku w Trzebnicy, a ksiądz Wawrzyniec Bochenek dał im „rzymski ślub” w bazylice św. Jadwigi.

Jan Chojnowski, Trzebnica 1970 r.

W 1982 roku zmarł w Londynie (mieszkał tam samotnie) szwagier Janka (mąż Katarzyny Chojnowskiej) z Równego. Katarzyna zaginęła w wrześniu 1939 roku, po wkroczeniu wojsk sowieckich do Równego. W 1939 roku po odprowadzeniu wojska do Chełma wg rozkazu, Janek wracając wstąpił do matki i siostry w Równem. One były już na listach do wywózki na Syberię. Musiał stamtąd uciekać. Ostatni raz widział wtedy matkę i siostrę.

Jan Chojnowski żył bardzo spokojnie, był bardzo schorowany. Jadł bardzo skromnie, dożył 91 lat. Nie dał się wywieźć do rodziny do Warszawy, Kielc. Nie chciał nigdy polecieć do Londynu, do bliskiej rodziny. Przez siostrę Alinę Rostocką z Kielc nazywany był „Borsukiem”. Nie chciał uczestniczyć w spotkaniach rodzinnych. Zawsze tylko się cieszył na spotkania z okazji świąt. Gdy żył, wszystkie Święta Bożego Narodzenia od 1945 roku do 1988 roku (przez 43 lata) odbywały się u niego. Zmarł 1 czerwca 1988 roku, przed południem, kiedy trwały przygotowania w jego ogrodzie do festynu dla znajomych dzieci z okazji „Dnia Dziecka”. Cały ogród był zawieszony bibułkami, udekorowany na zabawę dla dzieci. Imprezę przeniesiono do znajomych.

Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Trzebnicy.

Wiesław Arkuszewski

Następny wpis

To jest popularny wpis

Skomentuj