Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Możnowładca i mecenas

Możnowładca i mecenas Scena oślepienia Piotra Własta. Miedzioryt Gottlieba Boettgera (1808)

„ściśle przestrzegać praw, a królestwo
całe zachować w trwałym pokoju”

Piotr Włostowic to najbarwniejsza i najciekawsza postać polskiego średniowiecza, prawdziwy człowiek sukcesu. Sława o nim wykraczała daleko poza granice Polski. To przedstawiciel rodziny Łabędziów, jednego z najstarszych i najwybitniejszych rodów rycerskich na Śląsku, to pierwsza uchwytna dla nas osobistość w dziejach tego regionu i Trzebnicy.

Patriotyzm lokalny zobowiązuje nas do poznania historii naszej małej ojczyzny, a Włostowic i jego przodkowie wpisali się w nią znakomicie. Najwyższy czas, by po wiekach niepamięci, przypomnieć mieszkańcom ziemi trzebnickiej zasługi i dokonania jednego z pierwszych właścicieli Trzebnicy i jej okolic. Okazją ku temu są rocznice. W roku 2003 minęło 850 lat od jego śmierci, w 2005 r. upłynie 860 lat, od głośnej w kraju i za granicą katastrofy Piotra. Zatem poznajmy bliżej barwną i tragiczną historię najstarszego, znanego nam „pana na Trzebnicy,” którego los wyniósł bardzo wysoko i bardzo ciężko doświadczył, ale dał mu też możliwość, by u kresu swoich dni odejść w chwale.

Piotr Włostowic t.j. syn Włosta, tradycyjnie zwany Piotrem Włastem, potężny wielmoża śląski, wojewoda Bolesława Krzywoustego i Władysławami II, spowinowacony z obydwoma, żył na przełomie wieków – XI i XII, i na przełomie epok – jednolitej Polski bolesławowskiej i Polski dzielnicowej; pomiędzy okresem nieograniczonej władzy monarszej a epoką wpływów możnowładztwa duchownego i świeckiego.

Ten najwybitniejszy magnat Polski pierwszej połowy XII stulecia, był człowiekiem nieprzeciętnym. Jego niezwykłe, burzliwe i ruchliwe życie, jego błyskotliwa kariera oraz dzieła jakich dokonał, zadziwiały już współczesnych i odcisnęły piętno na przekazach historycznych ukazujących go jako dyplomatę, pełnego fantazji rycerza i hojnego, o wysokiej kulturze mecenasa. Jak nikt inny z elit władzy – na równi z książętami polskimi – był ulubionym tematem licznych opowieści Także w ostatnich wiekach, osoba Piotra pozostawała nadal wdzięcznym tematem literackim, a w nauce historycznej do dzisiaj wywołuje dyskusje i spory.

RODOWÓD PIOTRA WŁOSTOWICA

Pomimo bogactwa informacji w zachowanych przekazach literackich, nadmierny patos oraz wieloznaczność tradycji historycznej uniemożliwia doprecyzowanie nawet podstawowych faktów z życia Włostowica. Dwa główne źródła na jego temat to:„Carmen Mauri” (Pieśń Maurusa) – poemat z drugiej połowy XII w. i „Gesta Petrconis per se scripta” (Czyny Piotra) – apokryf z drugiej połowy XIII w. Oryginały tych przekazów zaginęły, ale z informacji w nich zawartych korzystali – przetwarzając je na swój użytek – autorzy wszystkich kronik polskiego średniowiecza oraz twórca „Cronica Petris comitis Poloniae” z początku XVI w. Dzięki temu jego postać tak obrosła legendą, że kontrowersje budzi nawet pochodzenie Piotra. Według mistrza Wincentego Kadłubka, był on „princepsem wysokiego rodu”. Zawężona interpretacja terminu „princeps”, którym określano pozycję Piotra także we współczesnych jemu źródłach, dała powód do przypisywania mu genealogii dynastycznej. Kronikarze średniowieczni wywodzili ją z kręgu skandynawskiego, natomiast niektórzy historycy uznają w nim potomka kniaziów ruskich albo plemiennych książąt śląskich.

Według kronikarzy ród Włostowica pochodził z Danii. Jedni widzieli w nim rycerza, który jeździł na wyprawy z wikingami i zdobył rękę króla Francji a inni sugerowali, że był potomkiem wikinga Magnusa – komesa wrocławskiego za czasów Władysława Hermana – protoplasty rodu Łabędziów. Wreszcie autor „Kroniki wielkopolskiej” (1295) opowiada, że na dwór Bolesława Krzywoustego przybył z Danii „ pewien znakomity młodzieniec imieniem Piotr”, który dzięki protekcji króla duńskiego został przyjęty do świty książęcej. Młody rycerz, dworskimi obyczajami i męstwem, szybko zdobył uznanie Bolesława oraz sympatię jego doradców. Tymczasem z Danii nadeszła wieść o śmierci króla, który zginął z ręki swego brata. Opiekunem skarbca zamordowanego władcy był ojciec Piotra. Stary podskarbi czując zbliżającą się śmierć „polecił synowi, aby szybko wrócił do niego i wydał zarządzenie w sprawie skarbu królewskiego”. Wówczas Piotr i książę Bolesław na czele rycerstwa polskiego udali się do Danii W 1124 r., przepłynęli morze i podbili kraj. Wyprawa powiodła się. Krzywousty zdobył sławę, a Piotr wywiózł do Polski skarb królewski, który podarował mu ojciec. Za ów skarb nabył dobra ziemskie w swojej nowej ojczyźnie.

Chociaż przytoczone historyjki należy włożyć między bajki, to ostatnia z nich, spopularyzowana przez innych kronikarzy, stała się odbiciem tradycji o duńskim pochodzeniu rodu Łabędziów. Potomkowie tego rodu, od początku XV w., zaczęli używać przydomka „Dunin”. Bowiem przyjęli, że ich przodkiem był Piotr, ów rycerz przybyły z Danii – Dun, Dunin – którego utożsamiano z Piotrem Włostowicem i uznano za protoplastę rodu. Tradycja ta jest kontynuowana do dzisiaj. Żyjący potomkowie tego klanu, tworzą Stowarzyszenie Członków Rodu Duninów. Przewodzi im kanclerz – obecnie Jan Kanty Dunin Borkowski. To z ich inicjatywy teren wokół kościoła NP.Marii na wrocławskim Piasku uhonorowano mianem „Bulwar Piotra Włostowica”.

Mimo kontrowersji, większość badaczy odrzuca hipotezy o duńskim czy ruskim pochodzeniu Włostowica i przyjmuje teorię o rodzimym, śląskim rodowodzie Piotra i jego rodziny. Prawdopodobnie pochodził on z możnowładczego rodu Łabędziów, osiadłego od wielu pokoleń na Śląsku. Możliwe, że Łabędziowie byli potomkami książąt plemienia Ślężan. Wskazują na to skupione w ich rękach nadodrzańskie dobra, położone na środkowym Śląsku i dwa ważne centra – stołeczny Wrocław i góra Ślęża, na której jeszcze w X w. skupiał się kult religijny Ślężan. Trudno przypuszczać, aby tak ważne ośrodki z otaczającymi je posiadłościami, przodkowie Piotra uzyskali drogą nadań książęcych. Bowiem władcy byli przeciwni umacnianiu niezależności możnowładztwa.

Znaczący jest również fakt, że rodzina Piotra sprawowała kontrolę nad szlakiem drożnym –wiodącym z południa Europy ku wybrzeżom Bałtyku – w najbardziej newralgicznym punkcie przeprawy rzecznej przez Odrę. Wiadomo, że komes Włost („Wlaz”) – ojciec Piotra, wpływowy możnowładca śląski przełomu XI/XII w., nadzorował ruch na przeprawie odrzańskiej tuż pod książęcym grodem wrocławskim, i dojście do niego. Wynikało to stąd, iż dzierżył on – w obrębie dzisiejszego Wrocławia –co najmniej kilka dworów i osiedli, m.in. wyspę Piasek, przez którą prowadziła przeprawa przez rzekę i skąd wiódł jedyny most na Ostrów Tumski, gdzie mieścił się gród i podgrodzie z katedrą. Dzięki temu czerpał nie tylko korzyści, ale mógł też łatwo izolować zamek książęcy. Taka sytuacja strategiczna mogła powstać jedynie w okresie przedpiastowskim.

Możliwe, że Włost podobnie jak wielu możnowładców polskich tego okresu, miał też- poza Śląskiem – posiadłości w innych częściach kraju. Dziś nie sposób wymienić z nazwy wszystkich majętności jego rodu, ponieważ w źródłach wykazywane są najczęściej tylko te dobra, które były miejscem fundacji lub przedmiotem nadań na rzecz Kościoła. O bogactwie rodziny Piotra świadczą liczne darowizny. Jego ojciec nadał m.in. trzy wsie katedrze wrocławskiej, natomiast matka, która przeżyła ojca, ofiarowała jedną wieś benedyktynom na Ołbinie.

SPADKOBIERCA RODU

Dziedzicem fortuny Włosta został Piotr. Nowy przywódca rodu, twórca potęgi Łabędziów, na centrum swojej działalności publicznej wybrał stolicę prowincji śląskiej. Tutaj, na podwrocławskim Ołbine, na prawym brzegu Odry znajdował się jego dwór i posiadłości wraz z monumentalnym opactwem benedyktynów. Tutaj też mieli swoje siedziby inni wielmoże śląscy m.in. krewny Mikora i rezydujący na lewym brzegu rzeki, brat Bogusław. Łączyły ich nie tylko więzy krwi ale także wspólnota interesów, w tym kontrola wymiany handlowej oraz przepraw na brodach i wyspach odrzańskich.
Włostowic, określany w źródłach komesem (zwykły tytuł ówczesny dostojników), miał wielkie i dalekosiężne plany. Badacze przyjmują hipotezę, że wielmoża chciał stworzyć władztwo terytorialne. Realizacja tak ambitnych celów wymagała ogromnych środków finansowych. Dlatego Piotr różnymi sposobami pomnażał swoją fortunę. Przede wszystkim dbał o rozwój gospodarczy swoich majętności. Popierał rozwój rzemiosła i handlu. Wspierał osadnictwo. Znamienne, że na obszarze jego dóbr, znajdowały się wyjątkowo stare ośrodki osadnicze na Dolnym Śląsku, w tym majętność ziemska położona koło Trzebnicy.

W skład włości ujazdu trzebnickiego, czyli klucza majątków skupionych wokół Trzebnicy wchodziła wtedy: Polska Wieś (najstarsza, zasiedlona część obecnej Trzebnicy) oraz jak podaje „Kronika Maura” – Węgrzynów, Malczów, Małuszyn, Szczytkowice, Raszów i Brochocin. Trzebnica zaś, była miejscem targu dla dobrze rozwijającego się gospodarczo i gęsto zasiedlonego zaplecza wiejskiego. Wówczas był to jedyny punkt wymiany w rejonie Wzgórz Trzebnickich.
Według badaczy targ trzebnicki ma bardzo starą metrykę, sięgającą nawet okresu przed- państwowego, plemiennego. Dlatego przyjąć należy, że przynajmniej od kilku pokoleń, a może od początku był własnością rodu Łabędziów. Charakterystyczne, że orientacyjna analiza „mapy” śląskich posiadłości tego rodu wskazuje, iż dobra ich leżały przede wszystkim po lewej stronie Odry, natomiast Trzebnica była położona po prawej stronie i stanowiła najbardziej na północ wysuniętą część ich posiadłości. W tej sytuacji rodzi się pytanie, co decydowało o tym, że rodzina Piotra od pokoleń dzierżyła Trzebnicę i jej targ? Otóż były to względy nie tylko natury gospodarczej, ale też strategicznej. Trzebnica bowiem leżała na najkrótszym połączeniu drożnym między Śląskiem a Wielkopolską. Ta droga była częścią starego traktu dalekosiężnego łączącego północ z południem Europy. Biegł on od południa, z czeskiej Pragi przez Wrocław, Trzebnicę na północ do stołecznych ośrodków państwa polskiego i dalej ku wybrzeżom Bałtyku. W takiej sytuacji utrzymanie Trzebnicy umożliwiało Łabędziom – w granicach ich władztwa – kontrolę nad szlakiem, a przez to umacniało prestiż i wpływy tego rodu.

W czasach Piotra Włostowica trakt komunikacyjny z Wrocławia do Trzebnicy można było pokonać w dzień drogi. Biegł on – po przekroczeniu Odry za Ołbinem i dalej po przeprawie na Widawie (most Mikory?) – przez Węgrzynów i Polską Wieś do przeprawy na rzece Lubszy (dzisiaj Polska Woda). Dawna Lubsza, obecnie skanalizowana już struga, stanowiła wówczas poważną przeszkodę drożną. Płynęła ona przez Polską Wieś i lekko skręcając, opływała od południowego wschodu niewielkie wzniesienie, na którym mieścił się targ i kościół. Po przekroczeniu rzeki, na terenie targu, droga wrocławska rozwidlała się na dwie odnogi – jedna prowadziła przez Marcinów, Żmigród do Poznania a druga przez Sulisławice, Masłów, Milicz do Gniezna i dalej nad Bałtyk.

Targ trzebnicki – zalążek przyszłego miasta – powstanie i istnienie zawdzięczał swemu położeniu przy przeprawie rzecznej na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych. W tamtym okresie obsługiwał on ruch lokalny i tranzytowy na trakcie dalekosiężnym Był ośrodkiem wymiany dla najbliższej okolicy i punktem postojowym, noclegowym dla kupców i wędrowców oraz podróżujących dostojników, dyplomatów i rycerzy. Dlatego też, musiał posiadać urządzenia dla obsługi tego ruchu, co najmniej karczmę i komorę celną.

Włostowic, żeby podnieść rangę Trzebnicy, obok targu ufundował kościół parafialny pod wezwaniem św. Piotra. Z pewnością, jako benefaktor nadał mu również dobra, niezbędne dla utrzymania świątyni i parafii. Ten słynący z pobożności darczyńca, ufundował też, wspomniany wyżej, klasztor rodowy na Ołbinie i uposażył go swymi najlepszymi dobrami i dochodami, w tym, połową „Trebnichy” i targiem w Trzebnicy. O tej transakcji mówi dokument Bolesława Kędzierzawego z 1149 r., a potwierdza ją bulla papieża Celestyna III z 1193 r., która informuje, że posiadłości podarowane niegdyś temu klasztorowi przez Włostowica „przypadały nieboszczykowi komesowi Piotrowi w prawym dziedzictwie po dziadku jego i ojcu”. Dokument ten jest koronnym dowodem na to, że włość trzebnicka, od kilku pokoleń była własnością rodziny Piotra.

Owe „pół” Trzebnicy, krótko stanowiło własność klasztoru ołbińskiego. Nowym właścicielem tej części ujazdu trzebnickiego, został Władysław II, który na drodze zamiany – kupna nabył ją od klasztoru w 1146 r. W tym samym roku, skonfiskował Włostowicowi drugą połowę tych dóbr i ponownie scalił „Trebnichę”. W ten sposób własność rycerska przekształciła się we własność książęcą. Wejście Trzebnicy w skład majętności książęcej zahamowało jej rozwój, ponieważ nowy właściciel pozbawił ją prawa odbywania targu, na rzecz Cerekwicy – własności biskupstwa wrocławskiego. W tej sytuacji, Trzebnica pozbawiona targu, stała się tylko ośrodkiem wiejskiej majętności. Walory Trzebnicy, dostrzegł i wykorzystał dopiero wnuk Władysława II Wygnańca, a syn Bolesława Wysokiego – Henryk Brodaty. Piotr Włostowic, pierwszy historycznie poświadczony właściciel klucza majątków skupionych wokół Trzebnicy, przyczynił się nie tylko do rozwoju gospodarczego tej ziemi ale również Śląska.

DROGA DO KARIERY

Piotr Włostowic urodził się prawdopodobnie po 1080, a przed 1100 rokiem, na zamku w Górce koło Sobótki, u podnóża Ślęży. Jako syn wpływowego wielmoży śląskiego, od młodych lat związany był z dworem Bolesława Krzywoustego. Możliwe, że od czasu, gdy książę zaczął rezydować we Wrocławiu, ponieważ ojciec jego, Władysław Herman uczyniło go w 1097 r. dziedzicem Śląska i Małopolski. Piotr stał się wiernym stronnikiem Bolesława. Brał udział w wyprawach wojennych i misjach dyplomatycznych. Wspierał Krzywoustego w walce o tron książęcy z bratem Zbigniewem. Bronił Śląska podczas najazdu Henryka V w 1109 r. Uczestniczył w walkach o Pomorze oraz w wojnach czeskich, węgierskich i ruskich. Dzięki wiernej służbie zdobył przychylność i zaufanie księcia, a tym samym otworzył sobie drogę do kariery urzędniczej. Bowiem Bolesław hojnie jemu odpłacał, nie tylko łupami wojennymi i nadaniami ziemskimi, ale także dostojeństwami czyniąc go namiestnikiem swojej prowincji, komesem Śląska.

Komes Piotr jako zaufany powiernik Krzywoustego otrzymywał coraz trudniejsze zadania. W roku 1115 uczestniczył wraz z Bolesławem w rokowaniach z Czechami. Z wielkiego zjazdu nad graniczną Nysą Kłodzką, książę przywiózł pokój i żonę. Układ pokojowy zgodnie z obyczajem, został potwierdzony małżeństwem. Bolesław poślubił Salomeę, czternastoletnią hrabiankę niemiecką z Bergu, siostrę żony księcia czeskiego, Władysława I. Być może, swatem niedawno owdowiałego księcia polskiego (ok. 1114 r.), był Włostowic. Misja okazała się owocną. Pokój przetrwał osiemnaści lat, a Salomea dała Bolesławowi szczęście małżeńskie i co najmniej – wg Oswalda – czternaścioro dzieci, w tym sześciu synów i osiem córek.

W tym samym roku, Krzywousty wysłał Piotra z poselstwem do swego szwagra. Włostowic na czele wspaniałego pocztu rycerstwa polskiego udał się do Czech. W Pradze – jak informuje Kosmas, autor „Kroniki czeskiej” – książę Władysław I przyjął komesa polskiego z honorami „jakie samemu księciu się należą” i „wszędzie przynoszono mu liczne dary”, w zamian wysłannik Bolesława miał tam ufundować kościół. Podczas tej misji, która miała także „cel wojskowy”, Piotr walczył wspólnie z Czechami przeciwko Węgrom. XVI-wieczny biograf Włostowica napisał, że komes pozostawił w tym kraju liczne ślady swej służby wojennej. Relację o jego pobycie w Czechach, Kosmas zakończył wiadomością, iż został stamtąd wezwany przez księcia na powrót do ojczyzny.

Wspaniałe, książęce przyjęcie Włostowica na czeskim dworze sprawiło, że część historyków wysuwa hipotezę, iż poselstwo to miało miejsce już po małżeństwie Piotra, które uczyniło go powinowatym Bolesława. Data jego ślubu jest nieznana i stanowi przedmiot licznych spekulacji. Pewnym jednak jest, ze Piotr poślubił Marię, księżniczkę ruską „we wszystkim mu podobną w cnocie, wierze i pobożności.” Stało się to w okolicznościach niezwykłych. Włostowic, jako dziewierz (swat) pewnego dostojnika polskiego, został wysłany na dwór księcia ruskiego, aby przywiezć mu narzeczoną. Możliwe, że tym dostojnikiem był Skarbimir z rodu Awdańców, wojewoda Krzywoustego. Do ślubu jednak nie doszło. Prawdopodobnie zmiana sytuacji politycznej spowodowała przekreślenie pierwotnego projektu małżeńskiego. Skorzystał z tego Piotr i za zgodą Bolesława poślubił księżniczkę, którą przywiózł innemu.

Maria – siostra Zbysławy, pierwszej żony Krzywoustego, córka księcia kijowskiego Świętopeła II i wnuczka cesarza bizantyjskiego – wniosła do małżeństwa bogaty posag i bardzo cenną w średniowieczu relikwię św. Stefana –„rękę ze skórą, ciałem i paznokciami, poza kciukiem”. Dzięki temu mariażowi komes wszedł w świetne koligacje dynastyczne z Rurykowiczami i z cesarskim domem bizantyjskim Kamneonów, a co najistotniejsze dla jego kariery, złączył się więzami pokrewieństwa z rodziną panującą w Polsce. Maria bowiem po kądzieli była wnuczką Mieszka II i jednocześnie ciotką Władysława, jedynego syna Bolesława i Zbysławy, przewidywanego następcv tronu. W ten sposób Włostowic, został krewnym księcia i wujem Władysława, pierworodnego syna władcy polskiego. Ponadto, spowinowacenie z rodziną piastowską wysuwało Piotra, a zwłaszcza jego przyszłe dzieci – krewniaków piastowskich – na czoło polskiego możnowładztwa.

Piotr Włostowic zdobył nie tylko księżniczkę, ale sięgnął też po najwyższy urząd w państwie. Skarbimir z Awdańców, wojewoda Bolesława, wieloletni i wierny współpracownik księcia, jego piastun i wychowawca, świetny wódz i architekt polityki Krzywoustego – z nieznanych powodów – w 1117 r. wywołał bunt przeciwko Bolesławowi. Książę uznał wojewodę za zdrajcę. Rozkazał uwięzić go i wyłupić mu oko (jedno stracił wcześniej, w obronie władcy). Wtedy, na wezwanie Krzywoustego, Włostowic zakończył misję w Czechach i wrócił do kraju. Tutaj, czekała na niego godność palatyna i część skonfiskowanych dóbr Awdańców. Jako „comes palatinus” został faktycznym zastępcą władcy, był drugą po nim osobą w państwie. Zarządzał krajem, mianował urzędników i sprawował sądy. Czuwał też nad bezpieczeństwem i porządkiem na dworze książęcym. Jednak głównym obowiązkiem palatyna było dowodzenie wojskiem w zastępstwie władcy, stąd nazywano go wojewodą. Najbliższe lata udowodniły, że Bolesław dokonał trafnego wyboru.

WOJEWODA KRZYWOUSTEGO

W okresie piastowania godności wojewody – palatyna, źródła wymieniają tylko jedno wydarzenie związane z osobą Piotra, ale za to głośne w kraju i w całej środkowej Europie.
Około 1120 r., w czasie przygotowań Krzywoustego do ostatniej fazy walk o Pomorze Zachodnie, przeciwko Polsce wystąpił kniaź ruski Wołodar Rościsławowicz, książę przemyski. Nad krajem zawisło widmo wojny na dwa fronty. Wówczas Piotr, pomysłowy i sprytny wojewoda, znalazł sposób aby uniknąć konfliktu zbrojnego ze wschodnim sąsiadem. Postanowił porwać Wołodara w jego własnym księstwie i zmusić go do ustępstw. Okoliczności tego wydarzenia przedstawił kronikarz niemiecki Herbord, autor „Żywota św. Ottona biskupa bamberskiego”. Pisał on: miał Bolesław „ niejakiego Piotra, wojewodę, męża bystrego umysłu i silnej ręki, o którym trudno powiedzieć, czy lepszy był do korda, czy do rady, a który z woli księcia dowodził rycerstwem. On to zaproszony do rady rzekł: gdyby Rusini walczyli swoimi tylko siłami, nie przyszłoby nam trudno ich zgnieść, lecz mają Połowców, mają Prusaków, mają nadto jeszcze Pomorzan, pogańskie plemię nienawistne i aż nadto harde; a wiemy… jak jest niebezpiecznie ich wszystkich naraz wyzwać do boju… Dlatego nasunęła mi się myśl, aby podstępem lepiej pokonać Rusinów. Aby ktoś nie sądził, że jest to niemożliwe, ja sam udam się do nich i bezkrwawe dla nas przyniosę zwycięstwo nad ich władcą, a Bóg ześle mi właściwy pomysł”.

Włostowic, mając zgodę Krzywoustego, ruszył z drużyną na dwór przemyski. Jak podaje „Kronika wielkopolska” – „…wkracza na Ruś i udaje wygnańca, twierdząc, że nie może znieść srogości Bolesława, prosi by Wołodar przyjął go i wspierał”. Kniaź zaufał „wygnańcowi” i przyjął go do swego grona. Piotr nie tylko wkradł się w łaski Wołodara, ale również zaprzysiągł mu wierność. Przysięgę tę potwierdził, zostając ojcem chrzestnym jego syna, a tym samym – według prawa kościelnego – krewnym Rościsławowicza. W ten sposób uśpił czujność Wołodara i czekał na dogodny moment, aby wypełnić obietnicę daną Bolesławowi.

Pewnego dnia udał się z kniaziem na polowanie. Gdy Wołodar oddalił się od swego orszaku, wojewoda i jego słudzy pochwycili księcia i przywiezli na dwór Krzywoustego. Za uwolnienie jeńca książę polski zażądał przyrzeczenia, że Wołodar nigdy już nie wystąpi przeciw niemu oraz złoży okup. Według Herborda, wyznaczony okup był tak duży, że Rościsławowicz musiał oddać cały swój skarbiec „ złoto, srebro i wszelkie kosztowności w naczyniach, szatach i rozmaitych wyrobach, które na wozach w cztery konie zaprzężonych i na wielbłądach odwożono do Polski”.
Triumf wojewody był wielkim sukcesem Bolesława – wygrał wojnę bez wojny. Toteż wyczyn Piotra, świadczący o niezrównanej zręczności i odwadze, a zarazem o wybitnym znaczeni dla kraju, przyniósł mu nie tylko uznanie księcia, ale również konkretne korzyści. Krzywousty obdarował swego wojewodę dobrami ziemskimi na Mazowszu i w Małopolsce oraz częścią okupu Wołodara. Nabytki te ugruntowały pozycję materialną Włostowica, czyniąc go najbogatszym wielmożą w Polsce Prawdopodobnie, w latach swego powodzenia i sukcesów, doczekał się także potomstwa, dzięki któremu utrwalił swój ród. Z małżeństwa z księżniczką Marią, miał przypuszczalnie dwoje dzieci: córkę Beatrycze – Błogosława Agapeja i syna Świętosława Idziego. Z czasem jego śląski ród – dzięki posiadłościom rozrzuconym w różnych częściach kraju – na skutek podziałów spadkowych, dał początek pozaśląskim odłamom rodziny Piotra.

Palatyn Piotr był wówczas szczytu powodzenia i świetności. Błyszczał na firmamencie politycznym Polski pierwszej połowy XII stulecia jako gwiazda pierwszej wielkości. Jego niezwykła kariera, wpływy i rosnące bogactwa budziły podziw i zawiść wśród ówczesnych elit polskich. Podstępne porwanie Wołodara przyniosło mu sławę i rozgłos. Jednak wiarołomstwo i krzywoprzysięstwo jakim przy tej okazji się splamił, wywołało ogólne potępienie i zaszkodziło autorytetowi potężnego wojewody. Wykorzystali to jego przeciwnicy. Prawdopodobnie w 1124 r., podczas pobytu Idziego, legata papieskiego w Polsce, oskarżyli go przed nim o krzywoprzysięstwo. Kościół uznał winę wojewody i zadał mu publiczną pokutę. Legenda mówi, że miał odbyć pielgrzymkę do grobu św. Idziego we Francji, a za okup Wołodara zbudować 77 świątyń – klasztorów, kościołów i kaplic – „dziesięć razy tyle, ile dni w tygodniu i sakramentów w katechizmie”. Piotr przyjął z pokorą wyrok Kościoła. Nie był to jednak koniec jego poniżenia. W1125 r. utracił godność wojewody – palatyna.

Przypuszcza się, że karierę Piotra zniszczyła Salomea, druga żona Bolesława Krzywoustego i macocha jego syna Władysława II. Księżna inaczej niż jej mąż oceniała wojewodę. Była mu niechętna. Miała go za intryganta i oszusta, który ożenił się z wyswataną innemu posażną księżniczką i podstępnie oszukał Wołodara. Przyczyną wrogości była kwestia dynastyczna. Ambitna księżna, matka licznego potomstwa, chciała zabezpieczyć swym synom udział w rządzeniu państwem. Na przeszkodzie stał Władysław, pierworodny syn księcia polskiego i potencjalny następca tronu oraz potężny i wpływowy palatyn Piotr – wuj i stronnik pasierba Salomei. Sytuacja zaostrzyła się, kiedy Władysław uzyskał zaszczytny tytuł „consanguineusa” rodziny królewskiej, czyli status bliskiego krewnego. Stało się to za sprawą Bolesława, który w 1124 r. ożenił swego syna z Agnieszką, córką Leopolda austriackiego i wnuczką cesarza Henryka IV oraz przyrodnią siostrą Konrada – króla a następnie cesarza niemieckiego. W tych okolicznościach Salomea, posiadająca duży wpływ na męża, postanowiła odsunąć Włostowica od władzy i wpływów, aby osłabić pozycję pasierba w przyszłej rozgrywce o tron książęcy. Stworzyła w kraju własne stronnictwo. Jego patronem duchowym był arcybiskup Jakub ze Żnina. Być może, poparł on również zamysły Salomei, a nawet – dla pozyskania przychylności księżnej- nałożył na Piotra pokutę, którą potwierdził kardynał Idzi. W rezultacie rozmaitych intryg i pomówień Salomea wygrała. Nowym palatynem został Wszebor, wierny stronnik księżnej i jej synów.

FUNDATOR I MECENAS

Piotr Włostowic nagle odsunięty od zaszczytów i godności, poniżony i upokorzony, zepchnięty na drugi tor spraw państwowych, pozostał nadał jednym z najpotężniejszych ludzi w kraju Mając ograniczone możliwości działania politycznego na dworze ukochanego księcia, poświęcił się wypełnianiu zaleceń pokuty. W celu zmazania grzechów i zapewnienia sobie życia wiecznego, pielgrzymował a przynajmniej wysłał hojne dary dla opactwa benedyktyńskiego St. Gilles nad Rodanem, miejsca kultu św. Idziego. Poświadcza to miejscowy nekrolog, w którym zapisano imiona jego i jego żony Marii.

Drugim zaleceniem ekspiacji za popełnione przewinienia była fundacja świątyń. Legenda mówi, że Piotr wybudował ich 77. Tak szeroko zakrojona akcja dobroczynna wymagała ogromnej fortuny. Włostowic ją posiadał. Potrzebnych funduszy dostarczały mu dochody z posiadłości rodowych i nadań książęcych oraz bogaty posag żony i część okupu Wołodara. Ponadto w działalności benefaktorskiej wspierała go rodzina: żona Maria z synem, zięć Jaksa, brat Bogusław i dalsi krewni.

Najwspanialszą i najbliższą sercu Piotra, była fundacja opactwa benedyktyńskiego pw. NP Marii i św. Wincentego, wzniesiona na podwrocławskim Ołbinie, w gnieździe rodowym Włostowica. Klasztor ten został założony w latach 20 XII w. Sprowadzeni tu zakonnicy z Tyńca pod Krakowem, zostali hojnie uposażeni(m.in. połową dóbr majątku trzebnickiego).
Wśród darowizn na rzecz opactwa wyróżnia się wielka i bogata wieś Kostomłoty, którą Piotr specjalnie dla swego klasztoru, wykupił od księcia Bolesława za relikwię ręki św. Stefana, którą otrzymał w posagu żony. Jako ciekawostkę warto podać, że relikwię tę Salomea – po śmierci męża – wraz ze wspaniałym zestawem darów przekazała rodowemu klasztorowi Bergów w Zwiefalten.

To ogromne opactwo dorównujące, a nawet przewyższające fundacje książęce, wybudowane w sąsiedztwie Piotrowego dworu, pełniło funkcję klasztoru domowego i miało być nekropolią rodu Włostowiców. Najpiękniejszym obiektem opactwa był kościół zbudowany z granitowych bloków, które w nieznany sposób przetransportowano z kamieniołomów na Ślęży. Budowla ta, to trójnawowa bazylika romańska, której nawa boczna miała około 56 m długości, a nawa główna sięgała 20 m wysokości, kryta zapewne drewnianym stropem, z dwoma portalami – od strony zachodniej i południowej – oraz szeroką wieżą umieszczoną po wschodniej stronie budowli. Strop świątyni wsparty był na dwóch rzędach arkad podtrzymywanych ośmiometrowymi, monolitowymi kolumnami z granitu zwieńczonymi kostkowymi kapitelami (głowicami).
Bazylika ołbińska była pierwszą, kamienną świątynią na Śląsku. To niezwykłe dzieło Włostowica, przewyższające skalą i jakością dekoracji rzeźbiarskiej katedry wielkopolskie i katedrę krakowską, uznano za największą budowlę romańską na ziemiach polskich.

Monumentalna bazylika św. Wincentego nie przetrwała do naszych czasów. Zachowały się zaledwie relikty bogatego niegdyś wystroju świątyni, a przede wszystkim portal południowy prowadzący na krużganek (obecnie w kościele pw. Marii Magdaleny we Wrocławiu), oraz łączony z nim dwustronny tympanon ze scenami Zdjęcie z krzyża i Zaśnięcie Matki Boskiej. Portal ołbiński – wspaniałe, wykonane z wielkim pietyzmem wejście do kościoła – uważany jest za najcenniejszy zabytek sztuki romańskiej w Polsce i w Europie Środkowej.

Oprócz funkcji praktycznej i estetycznej pełnił on (wraz z tympanonem) rolę „biblii dla ubogich”, tzn. dla niepiśmiennej rzeszy wiernych. Była to dekoracja rzeźbiarska budowli romańskich – ułożona w cykle teologiczno – dydaktyczne lub sceny wotywne – umieszczana najchętniej u wejścia do świątyni, aby dostrzegł ją i „odczytał” każdy wchodzący. Zachowane detale kościoła benedyktyńskiego wskazują, że przy budowie bazyliki i jej dekoracji rzeźbiarskiej pracowali wysokiej klasy artyści z różnych krajów Europy Zachodniej i z Rusi. Dzięki temu fundacja ołbińska stała się manifestacją potęgi, znaczenia i ambicji Piotra, a jej wspaniałość bez wątpienia przyczyniła się do legendy Włostowica, jako wielkiego budowniczego kościołów.

Drugim wielkim przedsięwzięciem benefaktora było, założenie także w latach 20 XII w., zespołu klasztornego w starej siedzibie rodu Łabędziów, na szczycie góry Ślęży. Celem jego była likwidacja pradawnego centrum kultu „jako, że – pisał, kronikarz niemiecki Thietmar – odprawiano na niej przeklęte, pogańskie obrzędy”. Misję walki z pogaństwem powierzył Piotr augustianom, Kanonikom Regularnym św. Augusta, których sprowadził z Arrovaise we Francji. Było to pierwsze opactwo dla tego zgromadzenia w Polsce. Około połowy XII w., kanonicy porzucili pierwotną siedzibę – według tradycji klasztornej nie mogli znieść mglistego dżdżystego klimatu na Ślęży – i przenieśli się na wyspę Piasek we Wrocławiu, którą obdarował ich fundator. Ponadto, augustianie do swego dotychczasowego uposażenia koło Ślęży, dołączyli nowe dobra i korzyści, które ofiarował im Piotr i jego rodzina.

Bazylika opacka kanoników – z absydą i dwoma wieżami – pw. NP Marii na Piasku, została wykończona po śmierci fundatora. Prace nad jej budową nadzorowała Maria i jej syn Świętosław Idzi. Wskazuje na to kapitalny, zachowany do dziś, tympanom fundacyjny. Przedstawia on żonę i syna palatyna ofiarujących model ufundowanego kościoła Matce Boskiej.

Znamienne, że przedstawiona scena wotywna, w ujęciu rzeźbiarskim, ukazuje również potęgę Włostowiców wobec osób świętych. Podkreślają to sylwetki fundatorów, które są niemal tej samej wielkości, co osoba Matki Boskiej, oraz dumnie wyprostowana postać Marii, która stoi po prawej stronie Madonny z Dzieciątkiem i podaje jej model bazyliki. Przedział między świętymi a benefaktorami niweluje też brak nimbów wokół głów Matki Boskiej i Dzieciątka. A zatem pokora nie była cnotą Włostowiców. O wielkości i potędze rodu informuje też, dumnie brzmiąca inskrypcja zamieszczona w otoku tympanonu: „świątynię tę, Matko Łaski, daję Tobie ja, Maria – Marii”. Ujęcie rzeźbiarskie i napis, podkreślające bliskość fundatora i Madonny pokazują, że zostali oni wyniesieni wysoko ponad współczesnych sobie ludzi.

Na marginesie, warto przytoczyć ciekawostkę, jak to Włostowic fundując po sąsiedzku klasztor na Ołbinie i na Piasku, nieświadomie przyczynił się do konfliktu pomiędzy ich opatami. Otóż, zgodnie z dobrymi obyczajami, podczas procesji i uroczystości kościelnych, pierwsze miejsce po biskupie powinien zajmować przełożony najstarszego wrocławskiego klasztoru. Prawo do starszeństwa zgłaszał zarówno opat od św. Wincentego, jak i przełożony kanoników na Piasku. W praktyce, spór o prymat podczas procesji stał się przyczyną gorszących awantur (bijatyki, przepychani) i fałszowania dokumentów fundacyjnych. Dzięki zmianie danych, oba klasztory dowiodły swego starszeństwa. Podobno opat Marek z Ołbina, sprzedał nawet srebrną podstawę wielkiego krzyża, aby nanieść odpowiednie poprawki na pergaminie. Ponieważ kwestii starszeństwa klasztorów nie można było ustalić, spór o precendencję (pierwszeństwo) w procesjach i uroczystościach tzw. „causa Vortret” trwał nadal. Najlepiej wychodził na tym Włostowic, którego oba klasztory zgodnie wychwalały jako fundatora. Dopiero w 1384 r., biskup wrocławski podjął ostateczną decyzję, że opaci będą mieli precendencję przemiennie co roku.

Wracając do działalności dobroczynnej Piotra, śląski wielmoża fundował również kościoły i kaplice. Wybudował ich wiele we Wrocławiu, na Śląsku i w Polsce. Przypuszcza się, że w porozumieniu z księciem i hierarchami kościelnymi, zagrabiony Wołodarowi majątek posłużył komesowi do zbudowania zrębów sieci parafialnej, w tym czasie niezbędnej dla umocnienia i dalszego szerzenia chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Możliwe, że w ramach tego programu ufundował też kościół parafialny w Trzebnicy, pod wezwaniem swego patrona – św. Piotra. Pojęcie „fundować” nie oznacza tylko wznoszenia nowych obiektów, ale również dotowanie i finansowanie już istniejących, ich rozbudowę lub wyposażanie. Biorąc to pod uwagę, legendarna liczba świątyń przypisywanych Włostowicowi może być bliska prawdy mimo, iż próby zidentyfikowania wszystkich obiektów sakralnych ufundowanych przez Piotra, czynione już przez Jana Długosza, nie przyniosły pożądanego wyniku.

Pokuta wykonana przez Piotra, wykreowała go na wielkiego mecenasa sztuki i przyczyniła się do rozwoju życia religijnego, artystycznego oraz umysłowego na ziemiach polskich, a zwłaszcza na wczesnośredniowiecznym Śląsku. Jego pierwsze, kamienne świątynie, stały się inspiracją dla innych benefaktorów i dały impuls dla rozkwitu architektury i rzeźby romańskiej na Śląsku.

Piotr jako dobroczyńca, nie wykonywał swoich fundacji. Dawał środki materialne i swoje wsparcie. Natomiast sugestie i pomysły ich realizacji, podsuwali mu biskupi, głównie wrocławscy. Włostowic, jak na potężnego wielmożę przystało, miał wysokie aspiracje kulturalne. Świadczą o tym jego związki i współpraca z oświeconą częścią polskiego episkopatu oraz rozległe kontakty nawiązywane poprzez hierarchię kościelną i dwór monarszy z europejskimi ośrodkami kultury. Dzięki tym związkom przeszczepiał na grunt śląski wzory stylu romańskiego zachodu i sprowadzał stamtąd odpowiednich specjalistów i artystów. Nie obca mu też była sztuka bizantyjska. Jej recepcją na terenie Śląska zajmowali się rzemieślnicy sprowadzeni z Rusi. Angażując ich do pracy przy swoich inwestycjach, wzbogacał sztukę romańską pierwiastkami sztuki bizantyjskiego wschodu. Wskazują na to elementy ozdobno- architektoniczne zastosowane w wystroju bazyliki na Ołbinie i na Piasku.

Benefaktor był wrażliwy nie tylko na sztukę, ale także doceniał jej twórców. Sprowadzonym z różnych zakątków Europy artystom i budowniczym świątyń, zapewniał zatrudnienie przy kolejnych fundacjach. Przybysze zaś, mając wsparcie takiego mecenasa, tworzyli zalążki środowisk artystycznych i powoli wrastali w nowy kraj. Przy wznoszonych świątyniach zakładali rozmaite warsztaty: kamieniarskie, murarskie, rzeźbiarskie, stolarskie itp., w których pod ich kierunkiem pracowali i kształcili się miejscowi rzemieślnicy – twórcy śląskiej szkoły w budownictwie, polegającej na dodawaniu do wzorów obcych, pierwiastków miejscowej kultury.

Działalność fundacyjna wojewody stała się również impulsem dla rozwoju kultury umysłowej na Śląsku. Jej pierwszymi ośrodkami, obok katedry, stały się Piotrowe klasztory na Ołbinie i na Piasku. Zainstalowane w nich zgromadzenia benedyktynów i augustianów (przybysze z krajów romańskich), poprzez stałe kontakty z domami macierzystymi, upowszechniały idee i wzorce życia umysłowego i duchowego propagowane przez europejskie centra kultury łacińskiej. To oni gromadzili księgozbiory, zakładali skryptoria, rozwijali piśmiennictwo i tworzyli zręby sieci szkół śląskich. To właśnie w rodowym opactwie Włostowiców, w drugiej połowie XII w., powstało pierwszorzędnej wartości dzieło pióra ołbińskiego mnicha Maurusa – zaginiony poemat o dramatycznych losach Piotra (w hagiograficznym ujęciu) – pierwszy na ziemiach polskich poemat łaciński, najstarszy po „Kronice polskiej” Galla Anonima, zabytek naszej literatury historycznej.

Komes Piotr był postacią rzeczywiście nieprzeciętną. Wskazują na to nie tylko jego dokonania w dziele rozwoju kultury poświadczone też ocalałymi reliktami jego fundacji, ale i fakt, że uczestniczył w korespondencji z czołową osobistością ówczesnej Europy łacińskiej, słynnym cystersem, Bernardem z Clairvaux. Otóż ok.1143 r., biskup krakowski Mateusz w odpowiedzi na pismo wielkiego cystersa, zaprasza Bernarda w imieniu swoim i komesa Piotra do przyjazdu do Polski i podjęcia akcji misyjnej na prawosławnej Rusi z zamiarem włączenia jej do Kościoła rzymskiego. Misja nie doszła do skutku. Mimo to, współudział palatyna w pertraktacjach z opatem z Citeaux dowodzi, że był wówczas postacią na miarę europejską.

PALATYN PIERWSZEGO SENIORA

Były wojewoda Krzywoustego, zepchnięty na margines życia politycznego, nadal cieszył się względami i zaufaniem księcia Bolesława i jego syna Władysława oraz uznaniem i mirem elit polskiego możnowładztwa.
Książę polski, po ślubie Władysława z Agnieszką, na siedzibę młodej parze wyznaczył prawdopodobnie Wrocław, a najstarszego syna uposażył dzielnicą śląską, mianując go namiestnikiem prowincji. Doradcą niedoświadczonego księcia musiał zostać Piotr – odsunięty w tym czasie od godności palatyna. Do tej roli nadawał się znakomicie. Był wychowawcą i wujem Władysława a zarazem najważniejszym wielmożą śląskim, zaś jego rezydencja ołbińska we Wrocławiu, położona w sąsiedztwie zamku książęcego, sprzyjała bliskim kontaktom z siostrzeńcem. Nie zmienił tego fakt, że młodzi bardziej upodobali sobie dwór w Oławie pod Wrocławiem, gdzie przebywali częściej niż w grodzie stołecznym. Wprawdzie Włostowic, był wówczas pochłonięty wypełnianiem zaleceń pokuty i nie mógł w pełni poświęcić się krewniakowi, to jednak znajdował czas, aby służyć Władysławowi wsparciem, radą i doświadczeniem politycznym. Taki stan trwał trzynaście lat.

Młody, z wielkimi ambicjami namiestnik, okazał się słabym politykiem i niezbyt zdolnym wodzem, skoro nie zapobiegł spustoszeniu swojej prowincji przez wyprawy księcia czeskiego. W latach 1132-1134, aż kilkakrotnie, dał się zaskoczyć łupieżczym najazdom na pogranicze Śląska. Straty były dotkliwe. Z ostatniej wyprawy, jak pisze kanonik wyszehradzki, Czesi „przywieźli stamtąd tak wielką zdobycz, ze przewyższała ona łupy, jakie zdobyli w Polsce wszyscy książęta Czech”. Bolesław w tym czasie walczył na Węgrzech. Możliwe, że pozostałe w kraju rycerstwo było za słabe liczebnie, gdyż Piotr z Władysławem, osłaniali jedynie centrum prowincji śląskiej. Zresztą późniejsze losy Władysława wskazują, że nie był szczęśliwym wojownikiem.

Włostowic, podobnie jak inni możni, posiadał własny poczet zbrojny. Dowodził nim wierny, nadworny rycerz Roger (wg Zientary – zaginiona dziś wieś Rogerowo koło Trzebnicy, była jego własnością).
Wojnę polsko – czeską zakończył układ podpisany w Kłodzku. W rokowaniach brał udział u boku ojca Władysław II – prawdopodobnie ze swoim doradcą, Piotrem Włostowicem. Na znak pokoju – wg kanonika wyszehradzkiego – „syn Bolesława, Władysław, w grodzie Niemcza podniósł z chrzcielnicy nowo narodzonego syna księcia Sobiesława i dał mu imię Wacław”. Było to ostatnie wystąpienie Bolesława Krzywoustego na arenie międzynarodowej, rok później umiera.
Przed śmiercią, książę wydał znany akt zwany statutem lub testamentem. Celem aktu było zapobieżenie walkom o władzę pomiędzy jego synami. Statut regulował sukcesję tronu w Polsce i jako taki został zaprzysiężony przez wielmożów. Wśród sygnatariuszy testamentu był również Piotr Włostowic. To jego, sprawdzonego i oddanego stronnika, Bolesław Krzywousty – na łożu śmierci – uczynił strażnikiem swojej ostatniej woli i powierzył mu pieczę nad pokojem w kraju.
Statut wydany prawdopodobnie z inspiracji i pod naciskiem Salomei, w pełni satysfakcjonował księżną – wdowę. Dzięki zasadzie senioratu i wydzieleniu dzielnic, jej synowie mieli zapewniony udział we władzy i zabezpieczony byt. Jednak to, co dla Salomei było sukcesem – wypracowanym w drodze intryg i przeróżnych zabiegów – dla Polski okazało się zgubne. Już Anonim Gall ostrzegał Piastowiczów, „aby nie było w Królestwie dwóch równych (sobie) a powaśnionych (między sobą) współrządców.

Po śmierci Bolesława Krzywoustego w 1138 r., w myśl testamentu, seniorem czyli księciem zwierzchnim nad młodszymi braćmi, został Władysław II. Jako senior, odsunął od władzy Wszebora i przywrócił stanowisko palatyna polskiego Piotrowi, swemu wujowi. Jemu też powierzył namiestnictwo w swojej dzielnicy dziedzicznej – „comes Silesiae”, ponieważ obowiązki księcia zwierzchniego zatrzymywały go w stołecznym Krakowie.
Statut nie zapewnił jednak pokoju w kraju. Władysław, chociaż został księciem zwierzchnim, poczuł się urażony i pokrzywdzony ostatnią wolą ojca. Postanowił obalić testament i przywrócić jednowładztwo i jedność polityczną państwa. Wobec takich planów politycznych ważne było poparcie palatyna – krewnego księcia, dawnego współpracownika Bolesława, najpotężniejszego wielmoży śląskiego, powiązanego z wieloma rodami śląskimi i małopolskimi oraz spowinowaconego z niektórymi dostojnikami kościelnymi, a przy tym osoby, która cieszyła się uznaniem w określonych kręgach możnowładczych i rycerskich – ponieważ dawało ono szansę seniorowi na pokonanie zwolenników testamentu Krzywoustego i przywrócenie dawnego systemu rządów.

Jednak był to trudny problem. Testament Krzywoustego uznali wszyscy przedstawiciele społeczeństwa, którzy wówczas mieli prawo głosu. Ci zaś, którzy dążyli do obalenia statutu, działali przeciw prawu, zwolennicy utrzymania testamentu byli obrońcami prawa (choć złego), byli w zgodzie z praworządnością. Piotr, jako palatyn, dochowując wierności nowemu księciu polskiemu, wspierał go w umacnianiu sojuszy i dobrosąsiedzkich stosunków z ościennymi państwami. Kiedy na tronie kijowskim zasiadł Wsiewołod Olegowicz, brat Marii Włostowicowej, Piotr wyswatał syna seniora, Bolesława Wysokiego ze Zwinisławą, córką Wsiewołoda. Związek ten umocnił sojusz Polski z naczelnym księstwem ruskim.

Przywrócony do łask i godności wojewoda nie błyszczał tak, jak kiedyś na firmamencie życia politycznego. Sytuacja w kraju uległa zmianie, a pogłębiający się konflikt dynastyczny groził wybuchem wojny domowej. Władysław wraz z ambitną i żądną władzy Agnieszką, zmierzał do pozbawienia władzy juniorów, natomiast macocha Salomea i jego młodsi bracia chcieli zachować status quo. Otwarty konflikt sprowokowała księżna-wdowa, która bez wiedzy seniora zwołała wiec możnych panów z dzielnic swoich synów. Samowolna polityka Salomei, spotkała się ze zbrojnym wystąpieniem Władysława.

Kiedy wybuchła wojna, Piotr Włostowic znalazł się w trudnej i kłopotliwej sytuacji. Z racji urzędu, związków rodzinnych i tradycji z czasów Bolesława Krzywoustego, stanął formalnie po stronie seniora. Jednakże, bratobójcza wojna domowa nie była po jego myśli tym bardziej, że pod przysięgą zobowiązał się strzec statutu i pokoju w kraju. Wobec tego zachował bierność i nie poparł zbrojnie swego księcia. Zawieszony na krótko konflikt, wybuch ponownie po śmierci Salomei(1144r,)- „fatalnej kobiety w dziejach Polski”. Władysław odniósł połowiczny sukces i narzucił braciom niekorzystny dla nich rozejm. Włostowic, i tym razem – jako obrońca ostatniej woli starego księcia, przeciwny wszelkim próbom naruszenia testamentu, niezależnie od tego, kto je podejmował- zachował neutralność. Nie popierał czynnie pierwszego seniora, ani nie wspierał jego braci. Był już człowiekiem starszym, statecznym, posiadał wiele doświadczenia życiowego i skłaniał się do pokojowego uregulowania konfliktu dynastycznego. Wobec tego zachował dystans wobec polityki księcia i przyjął rolę obserwatora, oddając się swemu dziełu, które kontynuował od lat.
Pod koniec 1144 r., – w czasie toczącej się wojny – prawdopodobnie bez wiedzy i zgody seniora, udał się do Magdeburga, na dwór króla niemieckiego, Konrada III – szwagra Władysława II. Tam za wstawiennictwem władcy pozyskał relikwie św. Wincentego dla swego opactwa benedyktyńskiego na Ołbinie. Wizyta Piotra na dworze niemieckim była ostatnim błyskiem jego świetności i potęgi. Dał temu wyraz „Rocznik magdeburski”, który przedstawił palatyna w pełni książęcego majestatu – zjawił się „ pewien książę polski, imieniem Piotr, nader gorliwy wyznawca religii chrześcijańskiej”, który chciał „w swoim księstwie” upowszechnić kult relikwii. Sprowadzone relikwie, Włostowic z udziałem licznie zgromadzonych wielmożów śląskich, wprowadził uroczyście do kościoła na Ołbinie. To niecodzienne wydarzenie było dla Piotra tak ważne, że z tej okazji ogłosił amnestię dla więźniów – wiedziony „niezmierną pobożnością, najpierw wypuścił na wolność wszystkich więźniów znajdujących się w jego mocy”. Działo się to 6 czerwca 1145 r. Sprowadzenie relikwii miało też wytłumaczyć i usprawiedliwić nieobecność palatyna w obozie wojskowym Władysława.

UPADEK WŁOSTOWICA

Nad głową Piotra zaczęły gromadzić się chmury. Postawa palatyna wywołała zaniepokojenie pary książęcej. Uchylanie się od udziału w wojnie, kontakty z dworem niemieckim i z możnowładztwem śląskim – wzbudziły podejrzenia, co do szczerości intencji Włostowica, dotychczas wiernego stronnika. Senior zaczął go posądzać o spisek przeciwko niemu. Podejrzenia te podsycała Agnieszka, przekonując męża, że Piotr sprzyja nie jemu, lecz braciom.
Ta ambitna księżna, aktywnie zaangażowana w sprawy polityczne państwa i konsekwentnie zmierzająca do jednowładztwa, nie miała dobrej prasy u kronikarzy. Tradycja rodu Łabędziów, niechętna Agnieszce, oczernia ją na wszelkie sposoby, m.in. przypisuje jej wpływ na straszny los Piotra, którego uważała za swego śmiertelnego wroga. U podstaw tej nienawiści – jak głosi m.in. „Kronika polsko – śląska”, leżało pomówienie księżnej o niewierność małżeńską. Autor tej kroniki, po nazwaniu Agnieszki „ niegodziwą i naszego Piotra okrutną zabójczynią”, opisał anegdotę o biwaku Władysława i Piotra, polujących wspólnie w okolicach Wrocławia. „Kiedy Władysław pewnego razu zimową porą oddawał się polowaniu, wyruszył z nim niejaki Piotr Włostowic, starszy już człowiek i spokrewniony z księciem…. On to pozostawszy, jak już powiedziano, wraz z nowym księciem sam jeden na polowaniu, gdy noc zapadła… a inni myśliwi… odbili się od nich, przysunął myśliwskim obyczajem pieczeń do ognia i tak ucztował bez wina z księciem. Gdy oni tak zamiast wina ssali śnieg zgnieciony w kulę, rzekł jakby żartem do Piotra: Oto książęca uczta! Pewnie wygodniej ucztuje teraz twoja żona z twoim opatem! Piotr oddając żart za żart, choć nie całkiem żartem o tym myślał, lecz wiedząc, że jest sam jeden tylko z księciem odparł: Żona moja zabawia się na swój sposób z moim opatem, tak jak i twoja w twej nieobecności z tym rycerzem niemieckim, swoim kochankiem”.

O żarcie tym dowiedziała się Agnieszka a, że była winna jak chce legenda, zaprzysięgła palatynowi zemstę. Ta alkowiana plotka, według tradycji, stała się przyczyną późniejszej tragedii Włostowica. W rzeczywistości musiały być też inne motywy katastrofy Piotra. W każdym razie palatyn nie miał szczęścia do kobiet. Naraził się Salomei i Agnieszce. Był kochany przez Bolesława i Władysława, a znienawidzony przez ich żony. W obydwu przypadkach stawał księżnym na drodze, w realizowanych przez nie planach politycznych i w obydwu przypadkach drogo za to zapłacił.
Stosunki między palatynem a seniorem stopniowo ulegały rozluźnieniu i ochłodzeniu. Szalę przeważyło zachowanie wojewody w lecie 1145 r. Wtedy to Władysław, zaczął jawne przygotowywania do zerwania rozejmu i wypędzenia młodszych Bolesławowiców z ich ojcowizny, oraz przywrócenia jednowładztwa i jednolitości państwa. Licząc na wsparcie Rusi wysłał syna, Bolesława Wysokiego do kijowskiego teścia po pomoc w decydującym starciu, które planował na następny rok. Wówczas Piotr, wieloletni i oddany sojusznik Władysława wystąpił oficjalnie przeciwko swemu panu. Broniąc statutu, sprzeciwił się nie tylko planom seniora, ale także ściąganiu obcych wojsk na własnych braci. Solidaryzując się z juniorami i ich stronnikami, wziął udział w zjeździe możnowładców świeckich i duchownych, którego celem było zapobieżenie nowemu konfliktowi zbrojnemu. Na domiar złego, w ich imieniu – jako mediator w sporze między braćmi – udał się z delegacją do Władysława II. Był to szok dla dworu seniora. Władysław przyjął ich szorstko.

Jak chce przekaz zawarty w „Tragedii komesa Piotra” (wg tłum. R Gansnica) – nikt nie miał odwagi przemówić do „wściekłego” księcia, którego twarz była podobna „do pieca gorejącego płomieniem”. Po długim milczeniu, zabrał głos znany z perswazji Włostowic, który w swojej mowie nakłaniał księcia do zaniechania wojny domowej oraz wrogich zamiarów wobec przyrodnich braci. To długie i krytyczne przemówienie, stary wojewoda zakończył słowami: „Rodzic twój napominał cię, abyś praw ściśle przestrzegał i wszystko państwo utrzymywał w dobrym pokoju. Ty zdajesz się czynić przeciwko rozkazom ojcowskim, nawet krwi swojej nie ochraniasz, choć powinieneś jej bronić… Zaniechaj swego gniewu i okaż nam łaskawe oblicze …”

Ugodzony „do żywego” książę, który do tej pory tylko snuł podejrzenia, teraz miał namacalny dowód, że palatyn przeszedł na stronę opozycji, toteż „rozdąsany w gniewie powiedział: Dawnom Piotrze uważał pobożne twe słowa za zaradne, lubo aż dotąd – milcząc, to ukrywałem; wszelako nie są tajne twoje knowania, jakie w mym państwie uprawiasz, podając przeróżne rady mym wrogom. Ale byś mnie zrozumiał dokładniej, uważam za pewnik, żeś ty jedyną przeszkodą, by bracia nam się poddali Tak to wszędzie zawsze nasz honor we wszystkim niweczysz”.
Jawna krytyka planów politycznych księcia wyrażona przez palatyna w obecności możnowładztwa świeckiego i duchownego oraz opowiedzenie się w obronie juniorów, według ówczesnych pojęć kwalifikowała się jako zdrada stanu, zdrada interesów panującego.

Władysław –choć nie miał na to dowodów – uznał Piotra za zdrajcę i postanowił ukarać przewrotnego stronnika. W tym przekonaniu umacniała go, żądna władzy i odwetu za sprzyjanie braciom i osobistą zniewagę – Agnieszka, która „…nie szczędząc żadnych zabiegów, radą i perswazją nakłaniała swego męża, księcia Władysława, by wywarł zemstę na komesie Piotrze” – podkreślał Długosz. By honor księżnej został uratowany – jak chce legenda – wojewoda musiał stracić oczy i język.

Jednak książę długo wahał się i zwlekał. Dopiero przed Bożym Narodzeniem 1145 r., na wieść o ślubie Świętosława, syna Piotra, podjął decyzję o wymierzeniu kary. Bał się, że zjazd weselny możnych ze Śląska i z innych prowincji stanie się okazją do przejścia palatyna na stronę juniorów i podniesienia otwartego buntu przeciwko seniorowi. W tych okolicznościach postanowił pochwycić Piotra i ukarać za to, że sprzyja młodszym braciom. Kara musiała być taka, aby akt ten był przykładem odstraszającm dla innych. Wysłał zatem swego sługę, niejakiego Dobka, aby udał się na Ołbin i podstępnie uprowadził Włostowica.

Przygotowana przez Dobiesza (Dobka) zasadzka powiodła się. O świcie, pod pretekstem wezwania książęcego, wywabił z dworu zaspanego i zdezorientowanego palatyna, pojmał go i osadził w lochu. W taki sposób dokonano zamachu na najpotężniejszego w XII stuleciu możnowładcę polskiego Sam książę, na wieść o pojmaniu wuja, ruszył z księżną na zamek do Wrocławia. Agnieszka żądała kary śmierci dla uwięzionego Piotra. Władysław, zważając na wiek, zasługi i wpływy krewniaka, chciał tylko konfiskaty majątku i wygnania go z kraju. Wobec usilnych nalegań żony zdecydował się na surowszy wyrok Według autora „Tragedii o komesie Piotrze – „skoro tak bardzo pragniecie krew jego przelać, niech mu wyłupią oczy i niech pójdzie na wygnanie”. Z innych źródeł wiadomo, że został skazany na oślepienie i konfiskatę majątku, a za oczernienie księżnej na obcięcie języka i wygnanie. Wyrok został wykonany. Okaleczonego wuja księcia, pozbawiono majątku i wraz z rodziną odprowadzono pod eskortą do granicy księstwa. Był to wyrok wydany na podstawie domniemanych zarzutów o współpracę Piotra z juniorami. Był to też swoisty – często spotykany wtedy – wyraz „wdzięczności” monarchy za wierną służbę Włostowica.

Ta okrutna kara, typowa dla przestępstwa za zdradę władcy, była wówczas powszechna. Jednak wykonanie jej na osobie Piotra Włostowica, najpotężniejszego wielmoży polskiego, przyniosło zgubę Władysławowi II. Wieść o tragedii Piotra rozeszła się błyskawicznie po kraju. Wywołała wstrząs i oburzenie wśród polskich elit, które zdecydowanie opowiedziały się po stronie młodszych Bolesławowiców. Tragedia Piotra Włostowica przypieczętowała dramatyczne losy Władysława II i Agnieszki

POWRÓT Z WYGNANIA

Wiosną 1146 r. Władysław II poniósł klęskę i zbiegł do Niemiec. Seniorem został Bolesław Kędzierzawy. Piotr wrócił z wygnania. Odzyskał utracone dobra a nawet urzędy. Przywrócenie Piotrowi godności i tytułów, jakie piastował przed tragedią miało charakter symboliczny, było gestem młodszych Bolesławowiców – uczynionym na życzenie możnych świeckich i duchownych. Dzięki temu też, nowy senior zapewniał sobie poparcie Piotra w razie podejmowania przez niego ważnych decyzji o znaczeniu ogólnopaństwowym. Zapewne manifestacją nowego układu stosunków politycznych w Polsce, było również wyrycie inskrypcji na słupie konińskim w 1151 r., które zostało dokonane z polecenia Piotra jako palatyna, a miało podkreślić jego władzę ogólnopolską. Ów słup milowy sławiący wojewodę został postawiony w połowie drogi między Kruszwicą a Kaliszem.

Powrót palatyna do aktywnej działalności politycznej był niemożliwy ze względu na kalectwo. Jednak mimo ślepoty był czynny do końca życia. Dalej rozwijał swoje pobożne fundacje. Rozpoczął budowę kościoła NP Marii na Piasku. W 1149 r. doprowadził do konsekracji bazyliki ołbińskiej i konfirmacji książęcej posiadłości tego opactwa. W tej uroczystości wziął udział także książę senior- Bolesław Kędzierzawy. W tym czasie też, na jego prośbę, biskup wrocławski konsekrował opactwo ślężańskie i kanonię na Piasku.

Sławę, temu najpotężniejszemu możnowładcy polskiemu pierwszej połowy XII w., pierwszemu historycznie poświadczonemu właścicielowi Trzebnicy i jej okolic zapewniły, nie czyny rycerskie, nie działalność dyplomatyczna czy też polityczna ale osiągnięcia na niwie kultury. To ożywiona działalność fundacyjna i dobroczynna przyniosła mu wymierne korzyści. Jako inicjator, mecenas i protektor wielu przedsięwzięć związanych z kulturą i sztuką, cieszył się prestiżem i szacunkiem u współczesnych, którzy podziwiali go za pobożność, fundacje, hojność, szczodrobliwość, ogładę kulturalną i za to, że sposobem bycia przewyższał nawet księcia. U potomnych zaś, zapewnił sobie dobrą pamięć na wiele stuleci i uznanie środowisk kościelnych.

Mimo tragedii Piotra, świetność rodu Łabędziów trwała nadał i stała się „solą w oku” dla synów Władysława II Wygnańca, którzy w 1163r. powrócili na ojcowiznę. Bolesław Wysoki usunął ich ze Śląska i skonfiskował im dobra. Ród Łabędziów od pokoleń zasiedziały nad Odrą, ze Środkowego Śląska przeniósł się do Małopolski. Podobny los spotkał benedyktynów, których – pod zarzutem trwonienia dóbr i gorszącego życia-około 1190r. wygnano z klasztoru ołbińskiego. Ich miejsce zajęli premonstratensi.

Piotr Włoskowic zmarł 16 kwietnia 1153 r. we Wrocławiu. Ciało jego zostało złożone w klasztorze św. Wincentego na Ołbinie. Obok niego pochowano też Marię, małżonkę jego Miejsce spoczynku komesa Piotra i jego żony, wspólnota opacka uhonorowała książęcym w swej formie nagrobkiem.

Zmienny los nie oszczędził Piotra i po jego śmierci. W 1529 r. klasztor rodowy Włostowiców na Ołbinie został rozebrany Podczas rozbiórki wandale rozbili sarkofag i wyrzucili z grobowca szczątki Piotra i Marii – „a z zachowanych czaszek wyrywali zęby i rzucali nimi po posadzce kościoła jak kręglami”.Wtedy też zaginął oryginał „Carmen Mauri”- mała książeczka oprawiona w czerwoną skórę z doczepionym złotym łańcuszkiem Po fundacjach wielkiego wielmoży nie ma dzisiaj śladu. Zachowały się tylko, o wysokiej wartości artystycznej nieliczne relikty wystroju klasztorów i kościołów. Praktycznie wiedza o jego czynach i dziełach przetrwała tylko w dokumentach, zapisach kronikarskich i legendach.

Należy też wspomnieć, że legendy i piśmiennictwo średniowieczne wskazuje, iż były podejmowane próby – później zaniechane – doprowadzenia do kanonizacji Piotra, jako męczennika „za słuszną sprawę”. Brakowało jednak cudów dziejących się u grobu męczennika i za jego wstawiennictwem. Sam Włostowic – według legend – pod koniec życia odzyskał wzrok i mowę.

Rzecz znamienna, że „słuszną sprawą”, zgodną z ówczesną racją stanu, była polityka unifikacyjna, którą realizowali Władysław i Agnieszka. Natomiast Piotr, broniąc statutu Krzywoustego i krytykując program Władysława, działał na szkodę państwa polskiego, dla którego najwyższą wartością w tym czasie, było przywrócenie jednowładztwa i przezwyciężenie rozbicia dzielnicowego. Zatem, nasz szlachetny Włostowic był krótkowzrocznym politykiem, ale za to wiernym ideowym wartościom swojej epoki. Pewną pociechą dla Piotra, niechaj będzie fakt, że konsekwencja z jaką realizował swój program polityczny, spowodowała nadanie mu w historiografii polskiej, dwóch zaszczytnych tytułów – „arbiter książęcy” oraz „obrońca statutu Bolesława Krzywoustego”.

Warto pamiętać również, że współcześni mu, określali Piotra Włostowica mianem „męża wokół służby Bożej Kościoła i religii najbardziej zapobiegliwego” i „nader gorliwym wyznawcą religii chrześcijańskiej” czy „najpobożniejszym Chrystusa czcicielem i kleru szczerym miłośnikiem”, a obcy kronikarze widzieli w nim „dux Poloniae” – księcia polskiego. Natomiast za dewizę Piotra można przyjąć słowa (przypisane mu przez kronikarzy) – „ściśle przestrzegać praw a królestwo całe zachować w trwałym pokoju”.

Bibliografia
Źródła:
Anonim Gall, Kronika polska, tłum. Grodecki R., Wrocław1965.
Codex Diplomaticus Silesiae , pod red. Maleczyński K., t. I-II, Wrocław 1951-1959.
Cronica Petri comitis Poloniae wraz z tzw. Carmen Marii, Plezia M. w: Pomniki dziejowe
Polski, S II, t. III, Kraków 1951.
Długosz J., Roczniki, czyli Kronika sławnego Królestwa Polskiego, ks. 4 i 5, Warszawa
1969-1973.
Kosmasa Kronika Czechów, tłum. Wojciechowski M., Warszawa 1969.
Kronika wielkopolska, tłum. Abgarowicz K, Warszawa 1965.
Kronika polsko-śląska, w MPH t. III, Warszawa 1960.
Kronikarze czescy. Kanonik wyszehradzki, tłum. Wojciechowski M., Warszawa 1978.
Mistrza Wincentego Kronika Polska, tłum. Abgarowicz K., Kurbis B., Warszawa 1974.
Roczniki magdeburskie, w MGH SS., t. XV.

Literatura:
Bieniek St., Piotr Włostowic, Warszawa 1965.
Buśko J., Goliński M., Karczmarek M., Ziątkowski L., Historia Wrocławia, t. I, Wrocław 2001.
Gansiniec R., Tragedia Petri comitis, Pamiętnik Literacki, R: 43, z. 1-2, 1952.
Hahn W., Posłowie, w: Kraszewski J. I., Historia prawdziwa o Petrku Właście palatynie
którego zwano Duninem, Katowice 1983.
Helsztyński St., Kronika Maura, Warszawa 1975.
Historia Śląska, pod red. Czapliński M., Wrocław 2002.
Konarski A., 434 zagadki Krajeński Wrocławiu, Wrocław 1999.
Krajewski A., Kariera i upadek Piotr Włostowica, w: Gazeta Wrocławska z 08-08-2003.
Kulak T., Wrocław 1997.
Mizia S., Historia Śląska, Wrocław 1997.
Młynarska-Kaletynowa M., Trzebnica we wczesnym średniowieczu, w: Atlas historyczny
miast polskich pod red. Czachorowski A., t. IV, zeszyt 3-Trzebnica, Wrocław 2005.
Monarchia Piastów 1038-1399, pod red. Derwich M., Warszawa-Wrocław 2003.
Plezia M., Palatyn Piotr Włostowicz , Warszawa 1947.
Słownik władców polskich, pod red. Dobosz J., Poznań 1997.
Snoch B., Synowie Krzywoustego, Warszawa 1987.
Snoch B., Tragedia Piotra Włostowica, Katowice 1987.
Trawkowski St., Piotr Włostowic, w: Polski Słownik Biograficzny, t. XXXIII, Wrocław 1988.
Tyszkiewicz L., Osadnictwo i gospodarka okolic Trzebnicy na początku XIII wieku,
w: Rocznik Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej pod red. Kos J.B., Brzask t. VII-VIII, Trzebnica 2000.
Zientara B., Władysław II Wygnaniec, w: Poczet królów i książąt polskich, Warszawa 1991.

Leontyna Gągało

Skomentuj