Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Marynki 2015

Marynki 2015

We wtorek 23 czerwca 2015 r. o godz. 18.30 w sali konferencyjnej trzebnickiego ratusza Towarzystwo Miłośników Ziemi Trzebnickiej zorganizowało „XIII Biesiadę Marynkową” z okazji 290. rocznicy ślubu Marii Leszczyńskiej z Ludwikiem XV królem Francji – zatytułowaną: „Ach, co to był za ślub!”

W holu ratusza przy wejściu na salę konferencyjną stała naturalnej wielkości królowa z gestem zapraszającym na biesiadę. Stoliki w sali były przybrane w stroiki z francuskimi, polskimi i unijnymi chorągiewkami. Na sali eksponowana była wystawa poświęcona rodowi Leszczyńskich wzbogacona o kalendarium najważniejszych wydarzeń z życia Marii Leszczyńskiej.

Scenariusz biesiady przygotowała wiceprezes TMZT Leontyna Gągało. Po przywitaniu gości przez prezesa TMZT i Leontynę Gągało (z Rydzyny przybył dyrektor i kustosz zamku w Rydzynie – Zdzisław Moliński). Tradycyjnie spotkania marynkowe zaczynają się od Hymnu Francji odegranego i zaśpiewanego przez chór „Mozaika” ze Skarszyna. Zdzisław Moliński został poproszony o uroczyste odsłonięcie portretu Marynki. Następnie eksperymentalny teatrzyk „Szara Gęś” (aktorami byli członkowie TMZT) zaprezentował dwie scenki historyczne: z zamku w Rydzynie (siedziba rodu Stanisława Leszczyńskiego króla Polski w latach 1704-1709) z udziałem dzieci króla Stanisława Leszczyńskiego – jego córek Anny (Aleksandra Rzewuska) i Marii (Sabina Jankowska) i ich babci (Krystyna Kubiszyn). Druga scenka z Wissembourga przypomniała wydarzenie z 1725 roku, gdy do Leszczyńskiego przybywa poseł króla Francji Ludwik XV Burbona (Zbigniew Lubicz-Miszewski) z listem w którym prosi o rękę jego córki Marynki. Ojciec – brawurowo zagrany przez gościa Zdzisława Molińskiego – przeczytał list i z wrażenia zemdlony opadł na krzesło, po chwili gdy odzyskał przytomność powiedział wzruszony do Marynki: zostałaś królową Francji. Król Ludwik XV prosi ciebie o rękę.

Narratorka (Alicja Stręk-Tworek) przybliżyła realia historyczne: Maria Leszczyńska przyszła na świat 23 czerwca 1703 roku w Polskiej Wsi koło Trzebnicy. Marynka miała bardzo trudne dzieciństwo. Trwała wojna. Jej ojciec Stanisław Leszczyński, który był królem Polski, musiał uciekać z kraju. Podobnie królowa, Katarzyna Leszczyńska razem z córkami – Anną i Marią, opuściły Polskę w 1708 r. i już nigdy do niej nie wróciły. Marynka wraz z matką, a później i z ojcem, który stracił królestwo, majątek i żył jak żebrak, tułali się po Europie – mieszkali w Szwecji, księstwie Dwóch Mostów i w Wissembourgu. Marynka po śmierci swojej siostry, pięknej Ani, stała się dla Stanisława Leszczyńskiego, jedyną nadzieją na poprawę losu rodziny. Dlatego szukał dla niej bogatego kandydata na męża. Niestety takiej oferty dla ubogiej córki nie było. Marynka, kiedy miała już 21 lat pogodziła się z tym, że nie ma żadnego widoku na małżeństwo

By wejść w klimat zaślubin Marii Leszczyńskiej z Ludwikiem XV królem Francji Janina Klin – kierownik chóru „Mozaika” – zaśpiewała a capella przebój zespołu Quorum, z muzyką Józefa Świderskiego i słowami Wojciecha Młynarskiego: „Ach co to był za ślub” (fragment Ach gołąbeczko ma… zaśpiewał con amore mąż pani Janiny Henryk Klin).

O Marii Leszczyńskiej i jej ślubach: pierwszym per procura w katedrze w Strasburgu 15 VIII1725 r. i drugim z udziałem króla, który odbył się w Fontainbleau 5 IX 1725 r. z pełnym splendorem i przepychem, zebrani dowiedzieli się z prezentacji multimedialnej, przygotowanej i komentowanej przez Leontynę Gągało pt. „Ach co to był za ślub”. W prezentacji L. Gągało przypomniała też sławne postacie – pary łączące Polskę z Francją.

Degustacji tortu z podobizną Marynki, towarzyszył chór „Mozaika” który zaprezentował szereg piosenek francuskich i biesiadnych. Tort przygotowany przez „Cukiernię Beza” był prezentem ślubnym dla królowej Marynki. Adam Kosowski – szef tej firmy od lat włącza się w „marynkową biesiadę”, a wyśmienity tort jest główną ozdobą „królewskiego stołu”.

Biesiada jest od lat dofinansowana przez Gminę Trzebnica, dział promocji pomógł w druku zaproszeń i plakatów.

Marynka podziękowała gościom: wszyscy zostali obdarowani szczególnym prezentem pamiątkowym – repliką dwustronnego medalu wybitego z okazji ślubu w 1725 r. przedstawiającego popiersia młodej pary, a z drugiej strony scenę zaślubin.

Parę osób zaangażowanych w organizacji dotychczasowych „Marynek” królowa uhonorowała – zgodnie z tradycją – królewskimi tytułami, odznaczyła specjalną szarfą i potwierdziła specjalnym dyplomem osobiście podpisanym. Sabina Jankowska, która od lat sprawuje pieczę nad królewskim stołem i wyborem trunków z królewskiej piwnicy – została obdarowana tytułem Podczaszyny Koronnej, Marianna Słomska – która czuwa nad przestrzeganiem dworskiej etykiety i przebiegiem królewskich ceremoni – Nadwornego Ceremoniarza, Tadeusz Szopiński który od lat ozdabia dwór królewski arcydziełami sztuki jubilerskiej – Nadwornego Złotnika Jej Królewskiej Mości, Krystyna Kubiszyn która z poświęceniem spełnia swoje obowiązki, troszcząc się o wszelkie potrzeby królowej – Damy Dworu, a Henryk Klin (członek chóru „Mozaika”) który stawia się zawsze na każde wezwanie i potrafi nadać odpowiedni rytm orkiestrze królewskiej – Nadwornego Koncertmistrza. Wśród uczestników byli też solenizantki, które w wigilię nocy świętojańskiej zostały obdarowani czerwonymi różami.

Zdzisław Moliński za serdeczne przyjęcie na zamku i oprowadzenie naszej grupy oraz podtrzymywanie więzi między Rydzyną a Trzebnicą i paroletnią współpracę otrzymał swój portret wykonany w technice i anturażu z epoki, tak, jakby sama Maria Leszczyńska, która również i w malarstwie popisała się wieloma pięknymi obrazami go namalowała.

Wyprawa do Piekielnego Wąwozu na poszukiwanie pierścienia Marynki i kwiatu paproci, ze względu na chłód i błoto po porannym deszczu, niestety nie odbyła się.

„Marynkowe obchody” powinniśmy kultywować, by przypomnieć i „ożywić” tak sławną postać z odległej przeszłości Trzebnicy, podtrzymywać więzi łączące nas z Francją, by w europejskiej wspólnocie promować, pokazywać „skarby ziemi trzebnickiej” i wpisywać nasze miasto w mapę kulturalną Europy.

Zbigniew Lubicz-Miszewski

Skomentuj