Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Kos, Dr Jerzy Bogdan

2_kos_cJuż Homo Erectus próbował zapisywać świat pismem obrazkowym na ściany jaskini. Dokumentacja otaczającej rzeczywistości, ważnych wydarzeń, historii – to podstawowe zadanie kronikarza, historyka. Co byśmy wiedzieli o historii człowieka, miasta, państwa bez dokumentów, rysunków, kronik? Co nie jest zapisane – nie istnieje! Jest taki termin – „oswajanie ognia”, oswaja się dzikie zwierzęta, ale ogień? Otóż ogień oswaja się tak samo jak dzikie zwierzęta – po uderzeniu pioruna zapala się drzewo i ten ogień trzeba przenieść do jaskini i „oswoić”, „zadomowić” i czuwać by nie zgasł. Mówi się „nieść kaganek oświaty”. Dr J. B. Kos wiele dziesięcioleci czuwał, by TMZT ten ogień – „kaganek oświaty”, ta mała lampka oliwna paliła się w naszych domach. Dokumentował wydarzenia, dbał o zapisy kronikarskie, kreślił sylwetki osób zasłużonych, ludzi, którzy budowli na tej trzebnickiej ziemi podwaliny nowej rzeczywistości – naukowców, artystów, księży, bo ściśle określona rzeczywistość, która nas otacza, jest nam dana, ale i zadana – jak nam przypomina Jan Paweł II. Jest taka łacińska maksyma: „żaden dzień bez kreski”. W szkole nauczyciel czytał listę obecności i odpowiadaliśmy: obecny. Czy my uczestniczymy w życiu rodziny, parafii społeczności? Czy tylko statystujemy, lub jesteśmy na wagarach?

Należy przypomnieć, że doktor był prezesem TMZT (od 1960 do 2006 r.), redaktorem naczelnym wszystkich siedemnastu numerów rocznika „Brzask” i głównym filarem Towarzystwa. Był on „duchem sprawczym” przy organizacji sympozjów naukowych, wielu publikacji, wystaw, konkursów szkolnych i różnorodnych wydarzeń kulturalnych (m.in. Trzebnickiego Święto Sadów, Tygodni Kultury Chrześcijańskiej, Dni Kultury Zdrowotnej).
Dr Jerzy Bogdan Kos, lekarz, poeta, pisarz, społecznik, historyk medycyny, jedzie nadal, a nawet czasem galopuje, na trzech koniach jednocześnie: Euterpe (muza Poezji), Klio (muza historii – również medycyny) i Asklepiosie (bóg sztuki lekarskiej). Konie te galopują czasem w różne strony, ale zawsze razem wracały na towarzyskie party, gdzie w przyjacielskiej komitywie Towarzystwa, można było wyleczyć się z małomiasteczkowych kompleksów. Doktor leczył nas, uczył, pisał dla nas przesłania, po to by ocalić nas od obojętności, znieczulicy i duchowej zapaści, zawsze wnosząc w nasze życie, serdeczność i życzliwość. Nadal, mimo wielu obowiązków, wprawdzie już z wrocławskiego grodu śledzi, doradza i wspomaga nasze działania. Wiele ziaren rzuconych w glebę tej ziemi przez dr J. B. Kosa teraz, nawet teraz po wielu latach nadal owocuje i przynosi owoce w naszej Małej Ojczyźnie – która jest przecież jednym z największych kompleksów sadów jabłkowych na Dolnym Śląsku. Trzebnica powinna pamiętać o ludziach, którzy tyle dla niej zrobili i zostawili po sobie znaki – znaki pamięci i wiele drogowskazów dla przyszłych pokoleń.

Zbigniew Lubicz-Miszewski