Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Bogucki, Tadeusz

DSC_4458-EditTadeusz Bogucki swoją przygodę z muzyką zaczął w Obornickim Ośrodek Kultury, gdzie w latach 1968-1977 założył i prowadził pierwszy miejscowy zespół bigbitowy „Synowie Euterpe”. Zespół ten był dwukrotnym laureatem dolnośląskiej Giełdy Piosenki w Kudowie-Zdroju za aranżacje i teksty piosenek. W 1977 r. po przeprowadzce do Piły w Osiedlowym Ośrodku Kultury przy Pilskiej Spółdzielni Mieszkaniowej założył grupę „M-cztery” z powodzeniem zaspokajającą zapotrzebowanie miejscowej młodzieży na rockowe, ostre granie. Wśród wielu sukcesów tego zespołu wymienić należy zaproszenie na Wielkopolskie Rytmy Młodych do Jarocina w 1978 r.

W latach 1982-86 został muzykiem big bandu „Zbyszko Band”, który działał pod patronatem Wojewódzkiego Domu Kultury w Pile. Z orkiestrą tą zrealizował wiele ambitnych projektów muzycznych, m.in. „Jazz i poezja”, „Filmowe przeboje” i autorski program złożony z kompozycji Zbigniewa Starzyńskiego własnych tekstów. Wielokrotnie z big bandem występował w telewizji, odbył trasę koncertową po NRD i Związku Radzieckim. W Pile wielokrotnie był nagradzany za swoją twórczość prozatorską i poetycką, publikował wiersze, opowiadania i krótkie formy satyryczne w lokalnej i ogólnopolskiej prasie, zamieszczał artykuły - recenzje z koncertów i płyt – w fachowych periodykach muzycznych, pisał teksty piosenek dla innych wykonawców, został członkiem Klubu Literackiego działającego przy Złotowskim Domu Kultury.

W 1986 r. został członkiem zespołu „Krater” działającego przy Gminnym Ośrodku Kultury, tzw.
Domu Polskim w Zakrzewie. Z tą rockową grupą odniósł wiele prestiżowych, ogólnopolskich sukcesów, ukoronowaniem których było zakwalifikowanie się do Złotej Dziesiątki OMPP (Ogólnopolskiego Młodzieżowego Przeglądu Piosenki) w 1988 r. i finałowy koncert w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Po rozpadzie zespołu „Krater” jako instruktor muzyki w Gminnym Ośrodku Kultury w tymże Zakrzewie powołał do muzycznego życia supergrupę „Bluesdorf Orchestra” złożoną z najlepszych muzyków bluesowych i jazzowych województwa pilskiego. W tym cenionym w środowisku zespole spełniło się jego życiowe marzenie: granie swojego, autorskiego bluesa*. Za wkład pracy w rozwój pilskiego środowiska kulturalnego został uhonorowany złotym medalem: „Zasłużony dla miasta Piły”.

Latem 1990 r. wyjechał na kilka lat do Niemiec, gdzie z polsko-niemieckim zespołem „Music Team”DSC_4469-Edit zjeździł niemal wszystkie landy grając muzykę bluesową, jazzową lub rozrywkową. Była to doskonała szkoła rzetelnego rzemiosła, odpowiedzialności i obowiązkowości. W 1998 r. wrócił do kraju – do rodzinnych Obornik Śląskich i jeszcze w tym samym roku w Obornickim Ośrodku Kultury z młodych muzyków amatorów skompletował zespół „Blues Menu”, którego repertuar oparty został na własnych dokonaniach autorsko-kompozytorskich. Z „Blues Menu” uczestniczył w wielu znaczących ogólnopolskich festiwalach muzycznych, m.in. Blues Express Festiwal, Blues Brothers Day, koncertował w Niemczech, zapraszany był do Czech. Nagrał 3 płyty, które były ciepło przyjęte przez krytyków muzycznych: „Za ścianą rodzi się blues”, „Chiński Mur”, „Na żywo w Bajce”. Dla wielu czołowych wykonawców bluesa napisał teksty. Oprócz działalności w zespole „Blues Menu” pochłonęła go też pasja organizatorska.

W latach 2002 – 2004 wraz z Obornickim Ośrodkiem Kultury zorganizował cykliczną imprezę muzyczną pn. „Wykopki Bluesowe”. Podobny projekt „Pierwsze Trzebnickie Wykopki Jazzowo-Bluesowe” zrealizował z Trzebnickim Ośrodkiem Kultury i z Krzysztofem Nartowskim. W czerwcu 2005 r. został wyróżniony zaproszeniem do Ostrzeszowa do wspólnej sesji nagraniowej gwiazd polskiego bluesa pn. „Polish Blues Session”. Był to poprzedzony próbami jednorazowy koncert wielu znaczących postaci rodzimego bluesa połączony z nagraniem płyty „live”.

Latem 2006 r. na prośbę Urzędu Miasta i Gminy w Obornikach Śląskich zrealizował projekt „Pieśni znajome”, który w formie rozbudowanego spektaklu miał za zadanie ocalić od zapomnienia stare, kresowe pieśni i jednocześnie promować obornickie wydawnictwo „Głosy z przeszłości”. Do niego należała aranżacja lwowsko-ukraińskich utworów na pięcioosobowy zespół „Weekend Band”. W 2007 r. na scenie OOK dwukrotnie wziął udział w tym spektaklu. W 2011r. z zespołem „Blues Menu” na zaproszenie ambasady polskiej w Astanie w Kazachstannie występował przez tydzień w ramach obchodów Dni Kultury Grupy Wyszehradzkiej.

W wywiadzie udzielonym Mariuszowi Szalbierzowi na pytanie o jego fascynację bluesem powiedział: Nigdy nie lubiłem przesłodzonych piosenek, gdzie po dwóch zwrotkach następuje refren, przy którym obowiązkowo wszyscy „gibamy się” i klaszczemy. Śmieszyło mnie to i żenowało, kiedy zmuszano mnie na siłę do klaskania i podrygiwania. W utworach wspomnianych brytyjskich czy amerykańskich kapel znajdowałem pewną chropowatość, surowość, prostotę, a jednocześnie duży ładunek emocji, żaru, improwizujące gitary, instrumentalną i wokalną ekspresję. W piosenkach nie było refrenu, były śpiewane chorusy, po których gitarzysta czy pozostali instrumentaliści improwizowali na tych samych w kółko akordach. To było to, co najbardziej mi się w produkcjach tych formacji podobało. Jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy, że to wszystko było oparte na bluesie! Nieocenioną pomocą w poznawaniu tego gatunku muzyki były dla mnie ,,trójkowe” audycje Marii Jurkowskiej, „Blues wczoraj i dziś”. Po latach uświadomiłem sobie, że blues to nie tylko muza. Blues to filozofia życia, to naturalna duchowość, która ogarnia człowieka, to odpowiedni stosunek do rzeczywistości, w której nie ma chamstwa, kłamstwa, zła, a jest miejsce na uczuciowe postrzeganie świata, uczciwość, na serdeczne traktowanie ludzi. Ludzie bluesa są życzliwi dla innych, nie są zmanierowani ciągłą pogonią za materialnymi dobrami. Ktoś kiedyś trafnie zdefiniował bluesmana; człowiek z płytką kieszenią, ale za to z głębszą duszą. Ciągle w nas starych bluesmanach jest obecna hipisowska religia miłości, przestrzeń niczym nieskrępowanej wolności życia. Mieszkając we Frankfurcie nad Menem miałem nieograniczony, bezpłatny dostęp do zasobów muzycznych miejskiej biblioteki publicznej, skąd mogłem wypożyczać płyty CD i kasety video z najnowszymi dokonaniami mistrzów bluesa, jak leż materiały archiwalne, nagrania z bluesem „korzennym” z pierwszych dekad XX wieku. Uzupełniałem w ten sposób swoją powierzchowną do tej pory wiedzę na temat „mojej” muzyki, Poza tym w zasięgu ręki miałem koncerty legend bluesowych. Sarn też czynnie uprawiałem bluesową działkę, grając w okazjonalnych składach i ćwicząc w tak egzotycznych miejscach, jak na przykład kanciapa kierowców w amerykańskich koszarach w Ha-nau, ale przede wszystkim tworzyłem swój własny śpiewnik w ukochanym przeze mnie stylu i z takim właśnie gotowym bluesowym zbiorkiem, zawierającym kilkadziesiąt nowych utworów, wróciłem do Obornik Śląskich, na nowo próbując odnaleźć się muzycznie.

dsc_4250Na pytanie - jaka twoja jest recepta na blues? – Bogucki odpowiedział: T- Bone Walker powiedział kiedyś, że istnieje tylko jeden jedyny blues. Jest nim 12-taktowy schemat harmoniczny. Ty masz go jedynie interpretować. Po prostu wpisujesz nad nim nowe słowa, improwizujesz nieco inaczej i masz nowego bluesa. Dlatego szukam tych nowych słów pisanych po polsku, trzymając się zasady, że blues jest opowieścią osobie samym, więc pisany musi być w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Tekst bluesowy jest wypowiedzią bardzo osobistą, czasami wręcz intymną, opowiada nie tylko o smut ku, kłopotach, ale też o radości, szczęściu. Blues mówi o wszystkim, co spotyka zwykłych ludzi, o ich życiowych rozterkach, słabościach, drob nych radościach. Oczywiście, jak każdy bluesman przerobiłem standardy, ale postawiłem na swoje współczesne tek sty, dopasowując je do bluesów, które chciałem obowiązkowo mieć w repertuarze. W ten sposób nagromadziłem sporo utworów mniej lub bardziej znanych amerykańskich bluesmanów z moimi polskim tekstami. Młode zespoły zaczynają od grania standardów - cytują melodie i teksty, któ re kiedyś stworzyli czarni. Ale po okresie przej ściowym, po ograniu klasyków, żeby być bardziej wiarygodnym i szczerym w bluesie, trzeba grać, tworzyć „swoje”. W prawdziwym bluesie nie ma miejsca na kłamstwa, podróbki. Każdy koncert jest dla nas naszym małym świętem, zaszczytem. Blues dostarcza wielu metafizycznych przeżyć.

Tadeusz Bogunki zaczął pisać teksty do piosenek i wiersze zrażony niskim poziomem i grafomanią wielu tekściarzy. Ostatnio odreagowując stresy i frustracje pisze też udane limeryki, co świadczy o jego dużym poczuciu humoru. Dla przypomnienia: limeryk to miniaturka liryczna licząca pięć wersów, to nonsensowny, groteskowy, wierszyk, rymowana anegdota, która ma zaskakujące, najlepiej absurdalne rozwiązanie w ostatnim wersie. Groteska i absurd tworzone są tu za pomocą licznych zabiegów stylistycznych, kalamburów. Limeryki wprowadził do świata literatury Edward Lear w ostatniej dekadzie XIX w. W Polsce gatunek ten wykorzystywali m.in. Julian Tuwim, Maciej Słomczyński, Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Janusz Minkiewicz, Antoni Marianowicz.

Oto kilka wierszy i limeryków Tadeusza Boguckiego:

mur obojętności coraz wyższy
sam na sam z przepaloną żarówką
sam na sam z niemym kalendarzem
boję się jutra słońca ludzi
sam na sam z wczorajszą gazetą
tak cicho że słychać brzęk rozbijającej się
o parapet łzy
stoję w oknie z wypalonym sercem

Wiersz dla żony
Nie opiszę życia słowami,
nie ogarnę świata swym wzrokiem,
ale Ciebie schowam przed bólem,
ale Ciebie schronię przed mrokiem.

Nie zdobędę Mount Everestu
i nie będę nosił się modnie,
ale Tobie jednej zapewnię
dni słoneczne, noce pogodne.

Nie zaśpiewam nigdy w operze
i z gwiazdami też nie zatańczę,
za to Ciebie do łez rozśmieszę
kiedy smutek zapuka rankiem.

Nie będę skakać o tyczce,
rakietą latać nie myślę,
za to z góry, z nieba samego,
złotą gwiazdkę dla Ciebie wyślę.

Za dużo biorę na siebie?
Pytają:- Wierzysz ty w cuda?
Tak! Bo mocno kocham wciąż Ciebie
i wierzę, że mi się uda.

trzy zwrotki o samotności
samotność jest jak kamień
jak wielki i ciężki głaz
on przygniata ciebie i łamie
żebyś zdechł żebyś umrzeć już chciał
samotność jest jak kamień jak głaz

samotność jest najgorsza
gdy noc bije w szyby jak ćma
samotność jest gryząca jest jak dym
i jak łzawiący gaz
samotność jest najgorsza gdy noc

samotność jest jak święta
w poczekalni dworcowej bez drzwi
płaczesz wtedy zasłonięty gazetą
bo nie wyszedł po ciebie nikt
samotność jest jak święta w poczekalni

O marynarzu

Nie wiedziećczemu marynarz z Gdyni
odrzucił miłość pięknej Maryni.
On twierdzi, że
tylko morze
może mu serce przyskrzynić.

O piłkarzu
Raz pewien piłkarz trzecioligowy
chciał strzelić gola w stylu filmowym.
Pod bramką stał, nadzieję miał,
lecz zmienił go wnet rezerwowy.

O lunatyku
Brodaty rzeźnik w nocnej koszuli
szedł sobie nocą aż go zakuli.
Tłumaczył się, że w swoim śnie
szedł do kochanej matuli.

O agencie
Znajomy agent z rządowych sił
przyklejał wąsy, gdy wódkę pił.
Jak wypił fest
to zdradzał treść
żołądka i akt WSI.

O czarnej wdowie
Raz czarna wdowa (po mężach trzech)
żałośnie rzekła: - Co chłop to pech!
Jej czwarty mąż wił się jak wąż.
Ze strachu z łóżka nawiał do Czech.

O dyrektorze
Pewien dyrektor znany z fantazji
zatrudnił miłą księgową z Azji
i liczył, że
nauczy się
pałeczkami jeść przy okazji.

O myśliwym
Znany myśliwy z serca Beskidów
zobaczył myszkę wśród pestycydów.
- O rety mysz !
Wrzasnął: - A kysz !
I oblał się on rumieńcem wstydu.

O dziedzicu
Wyniosły dziedzic rodem z Połańca
umarł na serio po kubku grzańca.
Zagrali mu kadryla,
dziedzic z trumny dał dyla.
Od tej pory bierze lekcje tańca.

*Źródeł bluesa można się dopatrywać m.in. w pieśniach pracy z okresu niewolnictwa Murzynów amerykańskich oraz w takich przejawach folkloru murzyńskiego jak np. zawołania ulicznych sprzedawców, kołysanki matek i piastunek, opowieści włóczęgów, zawodzenia żebraków, a także w murzyńskiej pieśni religijnej, np. gospel, powstałej ze zbiorowego czytania Biblii, powtarzania przez wiernych słów pastora lub księdza, śpiewnych zawołań do Boga, modlitw, okolicznościowych zbiorowych żalów przekazywanych za pośrednictwem melodii, czasami i bez słów. Powszechnie przyznaje się, że blues powstał z gospelsów i work songów Murzynów amerykańskich pracujących głównie na plantacjach bawełny w stanach południowych. W tekstach pieśni bluesowych znaleźć można bezpośrednią i prostolinijną opowieść o tym wszystkim, co dręczyło, zadziwiało, bolało i wzruszało śpiewaków bluesowych. W połowie lat 50. do białej publiczności dotarła uproszczona forma muzyki opartej na bluesie nazwana rock'n'roll. Jej najpopularniejszymi twórcami byli Chuck Berry, Elvis Presley, Jerry Lee Lewis. Twórczość Jimiego Hendriksa była w dużej mierze oparta na fascynacji bluesem. Do stylistyki bluesowej coraz częściej włączano elementy funku, soulu i rocka. W XXI wieku blues nadal, pomimo niechęci mediów, jest bardzo żywotny. Dostrzega się pewien eklektyzm stylistyczny. Artyści chętnie sięgają też do zaskakujących rejonów muzycznych – hip hop i nowe brzmienia jak muzyki różnych kultur (włącza muzykę hinduską), (muzyka jamajska, reggae, muzyka afrykańska).

tekst: Zbigniew Lubicz-Miszewski
Zdjęcia: MarcinMazurkiewicz.pl