Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Garść refleksji o panu Mieciu

Garść refleksji o panu Mieciu

Z Mieczysławem Miszewskim, spotkałem się po raz pierwszy w odległych kresowych Kopyczyńcach, leżących blisko przedwojennej granicy polsko – sowieckiej.

Wśród wielu meandrów życiowych, pod powiekami niemal pozostała atmosfera miasta rodzinnego, z jego malowniczym położeniem nad rzeką Niczławą, dopływem Dniestru, kościołem, cerkwią, ruinami zamku, pięknymi polami, lasami i równie malowniczą okolicą łąk i tradycją rycerzy kresowych, którą wzmacniali uciekinierzy z niedalekiego Kamieńca Podolskiego oraz okolicy, które w wyniku traktatu ryskiego po I wojnie światowej do Polski już nie należały.

Właściwie związek z rodziną Miszewskich polegał na pogłębionej znajomości n Mojej Matki, Izabeli z Banachów Domosławskiej, która przeszła w trwałą przyjaźń z Jadwigą Miszewską (1887 – 1953), która miała dwóch synów – Mieczysława i Bronisława. Obie panie często spotykały się i wzajemnie odwiedzały, wymieniały doświadczenia życiowe. W owym czasie nie zwracano się tak często jak dziś przez „per ty”. Mówiło się: pani Izabelo, pani Jadwigo, a później nieco zdrobniale, Pani Izo, pani Jadziu. Mieczysław mimo dużej różnicy wieku polubił mnie i brata, zabierał nas na ramę roweru, lubił opowiadać różne historie, a miało to miejsce głównie w okresie wakacji, gdyż w ciągu roku uczęszczał do gimnazjum w pobliskiej Trembowli. Kopyczyńce dorobiły się własnego gimnazjum, tuż przed wybuchem wojny światowej.

Owo partnerskie traktowanie młodszych chłopaków oraz wielka umiejętność obcowania z dziećmi wynikało z jego pogodnego usposobienia i wysokiej kultury. Rodzinne Kopyczyńce po śmierci ojca w 1933 roku, opuściliśmy dwa lata później wraz z Matką przenosząc się do Lwowa, później zaś przyszła ekspatriacja. We Lwowie już sporadycznie kontaktowały się nasze matki ze sobą, Miszewska miała krewnego, którym był nasz sąsiad Jan Bielecki. Są to wprawdzie już tylko „strzępy pamięci”, ale jako jedyny świadek zdarzeń z początków lat trzydziestych, nie mogę uchylić się od ich przypomnienia.

W okresie wojennej przerwy w nauce, która trwała aż pięć lat, miałem sporo czasu, żeby zastanowić się, co ze mnie wyrośnie – medyk czy humanista? Ostatecznie pozostał medyk, ale trudno było rozstać się z humanistyką, stąd obok interny uściślonej do kardiologii, kultywowałem trzeci kierunek – historię medycyny i jej związki z literaturą. ¬Niezbyt łatwe życie, sieroctwo, wojna, powojenna bieda nie sprzyjały poezji, która jest najwyższą formą literacką, ale pozostało trochę dorobku z pamiętnikarstwa i eseistyki. I tu znalazło się małe poletko do uprawy. Znacznie więcej jest lekarzy i poetów, niż osób zajmujących się pamiętnikarstwem, a przecież już starożytni podnosili pewną wyższość wiarygodności spostrzeżenia osobistego (autopsji) nad historią, pod którą rozumiano spostrzeżenie cudze.
Po długiej przerwie danym mi było nawiązać ponowny kontakt z Mieciem Miszewskim w Trzebnicy w 1968 roku i odnowić go w czasie moich stosunkowo dość licznych odwiedzin tego sympatycznego grodu przy okazji imprez społeczno – naukowych, których animatorem był i jest od laty zasłużony obywatel Trzebnicy doktor Jerzy Kos.

I dziś jawi mi się Pan Miecio jako pewien ideał, a zarazem konkretny wzorzec do naśladowania poprzez:
– perfekcyjnie uprawiany zawód farmaceuty (zmarł zresztą nagle w aptece, niczym żołnierz na polu chwały),
– udział w wojnie obronnej 1939 roku,
– aktywność artystyczną, poetycką społeczną, poprzez liczne spotkania i kontakty, co na pewno miało wpływ na humanizację farmacji i medycyny nie tylko miejscowej.
A więc obok zasadniczej pracy wiele robił dla dobra wspólnego czyniąc to, czego robić nie musiał.

Szkoła nie usłyszy już tego zawołania horacjańskiego „non omnis moriar” – nie wszystek umrę. Przy pełnym szacunku dla farmacji, powiedzieć można, że literatura i sztuka mają dłuższy żywot od spraw ściśle fachowych, które najważniejsze w hierarchii spraw za życia, ulegają później tak dużym modyfikacjom.

A literatura i sztuka mają długi żywot, dłuższy niż wiek biologiczny Twórcy…

Zbigniew Domosławski

 

O autorze

zbigniewdomoslawskiZbigniew Domosławski (ur. 1922), specjalista chorób wewnętrznych, kardiolog, specjalista medycyny sportowej, historyk medycyny, eseista, publicysta. Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu (1952), profesor doktor habilitowany medycyny, b. ordynator oddziału chorób wewnętrznych i adiunkt Kliniki Chorób Wewnętrznych we Wrocławiu, b. Kierownik Zakładu Historii Medycyny i Farmacji AM we Wrocławiu, Ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Jeleniej Górze (1958-1987); w latach 1988-1993 Kierownik Zakładu Historii Medycyny i Farmacji AM we Wrocławiu. Profesor zwyczajny w Kolegium Karkonoskim – Państwowej Szkole Zawodowej w Jeleniej Górze. Autor ponad 600 publikacji naukowych i popularno naukowych z zakresu: medycyny wewnętrznej, kardiologii, historii medycyny i granicznych problemów z zakresu filozofii, etyki i literatury (w tym 9 książek). Był członkiem Komisji Historycznej i Filozofii Medycyny Polskiej Akademii Nauk.

Skomentuj