Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Dać świadectwo

Dać świadectwo

“Smak razowca” to debiutancki tomik poetycki Ireny Prostak, który ma się niedługo ukazać.

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny

Juliusz Słowacki, Testament mój

Autorka pochodzi mazowieckiej wioski Rozwory, pracowała jako nauczycielka w sanatorium w Trzebnicy. Pisze z rozrzewnieniem o ukochanej wiosce, rodzinie i o nowej ziemi z wyboru – o Trzebnicy, w której znalazła miłość i pracę.

Każdy z nas codziennie dostaje do zapisania czystą kartkę z własnego życia. Nie każdy ma dar pisania, jeden pisze, inny maluje, ktoś inny rzeźbi, są ludzie którzy nie mogą ze względu na natłok obowiązków zanotować ważnych chwil, wydarzeń z własnego życia. Czasem zostają po nas czyste kartki, czasem parę kartek jest zapisanych nieistotnymi notatkami, czasem kartki są wyrwane, albo zmięte, pobrudzone. Przypomina się przypowieść o talentach. Nie możemy „zakopać” swojego talentu, ale mamy go pomnażać. Coś powinniśmy po sobie zostawić, coś co powinno być zapisane w pamięci i sercach ludzi – naszych bliskich, ale też i ludzi przypadkowo spotykanych, których obdarzyliśmy pomocą, serdecznym gestem, uśmiechem, podaniem ręki, dobrym słowem. Słowo ma wielką moc – twórczą i stwórczą, słowo może zabić, ale może też uleczyć, „uskrzydlić”, zmobilizować, otworzyć nam nowe horyzonty i perspektywy. Wiersze Ireny Prostak to rodzaj pamiętnika, dziennika, komentarza zapisanego na marginesie dnia codziennego. Jest taka łacińska sentencja – „Nulla dies sine linea” – żaden dzień bez kreski.

Pani Irena cierpliwie zapisuje karty swego życia, dając ważne świadectwo – spłacając długi wdzięczności wobec swoich bliskich – babki, matki, ojca, siostry i wnuczki, od której też się czegoś nauczyła i której zadedykowała swój tomik. Gdy zaczęła pisać, na swoje życie patrzyła jak na film. Zapisywała poszczególne kadry przekazując obrazy żywe – które odbieramy słuchem, węchem, dotykiem. Widzimy wszystko oczyma wyobraźni, słyszymy rżenie koni, dotykamy złotych kłosów żyta, czujemy zapach świeżo pieczonego razowego chleba. Z wielkim pietyzmem poetka odtwarza klimat rodzinnych Rozworów, zwyczaje, obrzędy, celebrację życia na wsi w zgodzie z porami roku i pulsem życia naszej Matki Ziemi.

Można narysować, namalować osobę portretowaną, wyrzeźbić, ale można też postawić jej pomnik – wiersz, pomnik ze słów pełnych miłości i czułości – takim upamiętnieniem jest wiersz „Ręce matki” – ręce ciepłe, opiekuńcze spracowane… Wiele wierszy opiewa piękno ziemi trzebnickiej, wzgórz Kocich Gór i Lasu Bukowego. Pory roku i opisy przyrody to tematy wielu wierszy. Pani Prostak zauroczona jest przyrodą, przypomina nam, że możemy chłonąć świat wszystkimi zmysłami, oddychać pełną piersią i wtulić się w to Królestwo Przyrody, by wrócić do raju utraconego i pełnymi garściami czerpać ze skarbnicy, którą nam Bóg ofiarował…

Nasza relacja ze światem zależy od „zakorzenienia się” w określonej rzeczywistości. Ludzie z miasta w porównaniu do mieszkańców terenów wiejskich w większości utracili więź z Matką Ziemią, wielopokoleniowe korzenie zostały odcięte. Ciężka praca na wsi była „dziełem tworzenia świata”. Chleb, pieczony ze znakiem krzyża, a krojony przez matkę, traktowany był niczym najukochańsze dziecko. W rytmie dnia i nocy, pór roku, miesięcy, człowiek odnajdował swoją relację do świata, do rodzinnej ziemi, do Boga, oraz motywację i radość życia. Obecnie przechodzimy obojętnie obok otaczającego nas świata, ludzi, roślin, zwierząt, zapominamy ich nazw. Nasz świat jest coraz bardziej sztuczny, w ręce trzymamy komórkę, gapimy się w telewizor, w wazonie plastikowe kwiaty. Dzieci zamiast psa albo kota mają pluszaki i zabawki elektroniczne. Uzasadnione jest pytanie czy „zerwanie pępowiny”, zakłócenie tego naturalnego rytmu wyznaczonego przez przyrodę, nie jest przyczyną frustracji, stresu i wyalienowania dzisiejszego człowieka. Irena Prostak pomimo iż całe swoje dorosłe życie związała z miastem – Trzebnicą, nadal żyje „rozworskim” rytmem i często wraca myślą do czasów młodości. Ten tomik wierszy, jak podkreśla, koi tę bolesną tęsknotę i przynosi duchową ulgę.

Rozdział „Szepty, skargi, zadumania” – to zbiór wierszy, w których autorka rozlicza się ze współczesnym światem i nieuchronnym upływem czasu. Jednak nie poddaje się pesymizmowi, melancholii i depresji. Wiersze pełne czasem gorzkich refleksji, zadumy, skarg i „wypominków”, często w ostatnich linijkach spuentowane są błyskotliwą, dowcipną a czasem „egzystencjalną” konkluzją – okraszoną nieraz nutką autoironii – co świadczy o dystansie do samej siebie i o poczuciu humoru autorki.

W ostatnim rozdziale pisze o meandrach i odcieniach miłości, która powinna smakować jak kromka razowego chleba. Tak zwraca się do męża: Jesteś moim drzewem, w którego cieniu wiodę spokojne życie. Dziś liść nam płowieje. A ja kocham Cię wciąż zielonym sercem.

„Jedną z rzeczy z którymi się najbardziej borykam, to trzymanie na co dzień otwartego umysłu” – ta uwaga której autorem jest Jerry Sparrow, przystaje do psychologicznego portretu Ireny Prostak. Czas przepływa, przesypuje się jak piasek przez nasze ręce, rzadko komu udaje się ocalić, wyłapać i schować do szkatułki pamięci okruchy wspomnień, obrazy i epifanie – olśnienia – jak drogocenne szlachetne kamienie, które cały czas promieniują i czarują wszystkimi kolorami tęczy.

Dominikanin Ojciec Maciej Zięba w tekście „Najdziwniejsi ludzie świata”, w którym analizuje i krytykuje dyktat elit, promujących wyzwolenie się Polaków z tradycji rodzinnej, katolickiej i ojczyźnianej, przytacza opinię pewnego Polinezyjczyka o europejczykach: „Biały człowiek wysila się, żeby poszerzyć, wydłużyć swój czas. Zaprzągł do tego zadania większość swoich maszyn. I po co on się tak męczy? Wydaje mi się, że czas wyślizguje mu się z ręki jak ryba. Bo zbyt kurczowo ściska czas. Czas mu ucieka, a on go goni i pogania, i nie daje mu odetchnąć. Czas musi stać wciąż przy nim i musi pracować, musi coś mówić albo śpiewać. A przecież czas jest cichy, czas kocha cichą radość, spokój i wygodną matę. Biały człowiek nie rozumie czasu, nie umie się nim posługiwać, traktuje go po swojemu, to znaczy brutalnie.

Pani Prostak udaje się zatrzymać i dogonić czas, a nawet cofnąć. Umie poruszać się w czasie i wracać do swojej młodości, a nawet potrafi antycypować, jak będzie w przyszłości. Z dużą dozą humoru aprobuje zmiany, jakie niesie ze sobą wiek dojrzały i nadchodząca starość, która bardziej powinna się kojarzyć z winem – im starsze – tym lepsze i mocniejsze, bo wzbogacone nutką wysublimowanej mądrości.

Dużym walorem tego tomiku, który śmiało może aspirować do nazwy „Białego kruka” są z pietyzmem dobrane ilustracje – archiwalne zdjęcia z rodzinnego albumu, utrzymane w szarościach i obrazy siostry autorki oraz kompozycja stron nieco siermiężna, ale świetnie oddająca klimaty „czasu zatrzymanego w naszej pamięci”. Biały kruk to niezwykle cenna książka, niektórzy uważają, że nazwa wywodzi się od domniemanej długowieczności kruka. Życzymy by ten tomik żył dłużej niż kruk z londyńskiej wieży Tower, który na „królewskim wikcie” przeżył na zamku 44 lata.

Całość tomiku przygotowała merytorycznie Alicja Stręk-Tworek i według jej wskazówek stronę graficzną opracował Jarosław Pawlak z wydawnictwa „Graphito”.

Warto mieć ten pięknie wydany, unikalny tomik wierszy w domowej bibliotece, by samemu zmobilizować się do dania podobnego świadectwa o swoim życiu, by ocalić od zapomnienia ludzi i wydarzenia, dzięki którym wzbogacimy Złotą Księgę Pamięci. Bo jesteśmy to im winni – oni nadal będą żyć dzięki naszym wspomnieniom.

Należy serdecznie podziękować burmistrzowi Gminy Trzebnica – Markowi Długozimie, że wsparł finansowo wydanie tego tomiku, promocja twórców – to ważny gest inspirujący i wspierający ludzi pracujących twórczo w różnych dziedzinach kultury.

Zbigniew Lubicz-Miszewski

Skomentuj