Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Top

Nie skomentowano

Blanchard w Marcinowie

Blanchard w Marcinowie

27 maja 1789 r. balon pioniera lotnictwa Jean-Pierre Blancharda wylądował we wsi Marcinów. W ówczesnych czasach było to nadzwyczajne i niecodzienne wydarzenie. Kim właściwe był Blanchard i dlaczego wylądował swoim statkiem powietrznym w podtrzebnickiej wsi?

W styczniu 2015 roku minęła 230 rocznica lotu balonem nad kanałem La Manche. Jak podają współczesne encyklopedie, pierwszy lot nad kanałem miał miejsce 7 stycznia 1785 roku. Dokonali tego wyczynu Francuz Jean-Pierre Blanchard oraz Amerykanin, doktor John Jeffries.

Blanchard urodził się w 1753 roku w ubogiej normandzkiej rodzinie. Pomimo braku formalnej edukacji, zainteresował się wcześnie problemami budowy maszyn latających. Dzisiejsi rowerzyści mogą być dumni z faktu, że właśnie do roweru próbował doczepić skrzydła i uczynić ze zwykłej maszyny maszynę niezwykłą. Próba nie była udana, ale Blanchard bynajmniej nie zraził się tym niepowodzeniem. Wzorem braci Montgolfier i Charlesa zajął się budową balonów. Nie zrezygnował jednak zupełnie ze swych młodzieńczych idei. Chciał tworzyć oryginalne konstrukcje. Na wiosnę i latem 1784 roku eksperymentował z balonami, do których doczepiał ruchome skrzydła z nadzieją, że osiągnie lepszą siłę nośną.

W jesieni Blanchard udał się do Londynu i szybko znalazł podobnych do siebie entuzjastów lotu, którzy dysponowali odpowiednimi funduszami, by projekty można było urzeczywistnić. W październiku udało mu się unieść nad ziemię w balonie z jednym z patronów, doktorem Sheldonem. Podczas tego lotu przekonał się ostatecznie, że przywiezione z Francji skrzydła nie spełniają roli, jaką im przypisywał. Po kilku innych wzlotach, zdecydowali wspólnie z innym patronem, doktorem Jeffriesem, że są gotowi do przelotu nad kanałem La Manche. Balon i odpowiednia ilość wodoru zostały przetransportowane do zamku Dover. Chociaż Jeffries opłacał wszystkie przygotowania do tego przedsięwzięcia z własnych funduszy, Blanchard nie chciał dzielić z nim sławy i usiłował wymknąć się w samotną podróż. Zmusił nawet doktora Jeffriesa do podpisania kontraktu, w którym Amerykanin zobowiązał się, że wyskoczy z gondoli, jeśli podczas lotu obciążenie okaże się zbyt duże. Ale tym nie zniechęcił Amerykanina. Francuz do ostatniej chwili nie dawał za wygraną. Okazało się, że w oznaczonym dniu wzlotu przepasał się niepotrzebnym balastem, by udowodnić, że balon jest nadmiernie obciążony. Ten wybieg nie zdał się wprawdzie na nic, ale Jeffries musiał wynająć kilku silnych mężczyzn, by z ich pomocą zająć miejsce w gondoli.

W pamiętnym dniu pogoda sprzyjała, wiał lekki wiatr z kierunku North-North-West. O godzinie jedenastej wysłano mały balon próbny, by przekonać się, w którą stronę uniesie go wiatr. O godzinie dwunastej powtórzono próbę. Obydwa małe balony skierowały się w kierunku wybrzeża Francji. Balon Blancharda i Jeffriesa oderwał się od klifu w okolicy Dover około godziny pierwszej po południu. Nawet bez pasa wypełnionego ołowiem, który Blanchard musiał zostawić na ziemi, balon był bardzo obciążony. Doktor Jeffries zanotował, że balast stanowiły trzy worki z piaskiem, po dziesięć funtów każdy, książki ważyły trzydzieści cztery funty, suszone owoce dziewiętnaście funtów. Błanchard ważył 146 funtów, a Jeffries 123 funty. Chociaż skrzydła były niepotrzebne, Blanchard uparł się, by je zabrać ze sobą. Zarówno Francuz, jak i Amerykanin nie umieli pływać, ale mieli na sobie korkowe kamizelki ratunkowe. Około drugiej trzydzieści balon zaczął opadać, wobec czego zaczęto wyrzucać balast. Ale to nie wystarczyło. Podróżni pozbyli się więc części swych ubrań, by nie znaleźć się w kłopotliwej sytuacji, którą przewidywał kontrakt. Wyrzuciłem swój płaszcz, zapisał Jeffries, a następnie Monsieur Blanchard wyrzucił swój, po czym wyrzucił jeszcze spodnie. Balon wzniósł się nieco i wkrótce ukazał się na horyzoncie brzeg kontynentu. W końcowej fazie lotu gondola ocierała się niemal o fale i wtedy wyzbyli się kotwic, których zamierzali użyć do zatrzymania balonu. Kiedy byli już nad lądem, wyrzucili też korkowe kamizelki. Lecieli teraz tuż nad wierzchołkami drzew. Ponieważ nie mieli kotwic, należało inaczej zatrzymać balon. Około trzeciej po południu Blanchard i Jeffries wypatrzyli odpowiedni skrawek terra firma w lesie Felmores nieopodal Calais. Jeffries zdołał uchwycić wysoko rosnącą gałąź jednego z drzew, a balon łagodnie opadł na małą polanę. Po kilkudziesięciu minutach zjawili się na polanie konni, którzy wcześniej dostrzegli lecący balon i podążyli w kierunku lotu. Doktor Jeffries i Blanchard zostali zaproszeni do pałacu przez wicehrabiego Desandrouin, który był jednym z jeźdźców obserwujących balon. W hallu pałacowym zostaliśmy przywitani przez młodą damę, która odśpiewała pieśń na naszą cześć, zanotował Jeffries w swoim pamiętniku. W takich okolicznościach można było ogłosić światu pierwszy przelot nad morskimi wodami.

Jedenastego stycznia doktor Jeffries opuścił gościnny dom wicehrabiego i pojechał do Paryża, gdzie odwiedził innego sławnego lotnika, którym był Pilatre de Rozier. Nazajutrz Jeffries i Blanchard udali się do Wersalu, gdzie mieli być przedstawieni królowi Francji. Tego samego dnia zostali powitani przez Madame de Polignac, najbliższą przyjaciółkę królowej, a prezentacja przed królem odbyła się dnia następnego. Przyjęciom nie było końca. Czternastego stycznia miało miejsce spotkanie z uczonymi i możnymi paryskiego świata i znów zabrzmiały oklaski i okrzyki na cześć śmiałych lotników. Beniamin Franklin, który przebywał wówczas w Paryżu, również zaprosił doktora do swego mieszkania w Passy. Szesnastego stycznia odbył się uroczysty bal w Hotel d’Orleans, gdzie Jeffries zbierał mnóstwo gratulacji od setek Paryżan. Zapamiętał szczególnie rozmowę z panią de Talairac, która „w prostocie serca” zwierzyła się, że ma osiemnaście lat, wyszła za mąż, gdy miała piętnaście i poprosiła o złożenie osobnej wizyty w swoim domu. Dziewiętnastego stycznia sławny Bostończyk poszedł do Comedie Francais na „Wesele Figara”. Pan Mole, który grał główną rolę w przedstawieniu, również zechciał się spotkać z doktorem. Dwudziestego drugiego stycznia Jeffries raz jeszcze pojechał do Passy na spotkanie z Franklinem, gdzie poznał komandora Paula Jonesa, markizę i markiza de Lafayette, pana Adamsa, lorda Montmorris oraz interesującą, jak ją określa autor pamiętnika, panią Bingham z Filadelfii. Wreszcie, zmęczony, ale i uszczęśliwiony sukcesami towarzyskimi, Jeffries odpłynął do Dover 27 stycznia. Następnego dnia udał się na to samo miejsce, z którego wzbili się z Blanchardem w pamiętną podróż. Tylko przez chwilę mógł odpocząć, bo i Anglicy urządzili szereg przyjęć na jego cześć. W swoim pamiętniku doktor odnotował systematycznie wszystkie spotkania.

Działo się to dwa lata po podpisaniu pokoju wersalskiego, w roku podpisania „Złotej karty swobód szlachty rosyjskiej”, rok przed rewolucją w Niderlandach, dwa lata przed uchwaleniem konstytucji Stanów Zjednoczonych i trzy lata przed wybuchem rewolucji francuskiej. W 1785 roku La Perousse wyruszył w swą podróż dookoła globu, a rok później zawinął do Zatoki Monterey w Kalifornii.

Sto lat po locie Blancharda i Jeffriesa przypomniał o tym wydarzeniu redaktor gazety „New York Times”, pisząc w obszernym artykule o festiwalu balonowym w Guienne. Został on urządzony w 1885 roku, dla upamiętnienia dokonania amerykańskiego doktora i jego współtowarzysza podróży.

W jesieni 1783 roku zawarto traktat wersalski, kończący wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Rosja zaanektowała Krym, nastąpiło zbliżenie między imperium carów i Austrią. W Polsce Stanisław August Poniatowski nie miał wprawdzie nadziei na rychłe odzyskanie niepodległości kraju, jednak chciał włączyć Polskę do planowanej przez oba mocarstwa ostatecznej rozprawy z Turcją licząc na to, że Rosja zgodzi się na rozbudowę polskiej armii. Paryż bawił się na „Weselu Figara”, Francuzi podziwiali kolorowe balony wzbijające się w powietrze, ale nie myśleli ani o wydarzeniach w Polsce, na Krymie, ani o „Krytyce czystego rozumu” opublikowanej dwa lata wcześniej przez Kanta. Niektórzy Europejczycy zastanawiali się nad tym, kto podejmie wyzwanie Jamesa Cooka, którego trzecia morska wyprawa zakończyła się w 1779 roku. Zapewne ten i ów rozważał, czy będzie to wyprawa morska, czy powietrzna. Król Stanisław August nie zdołał wprawdzie wpłynąć na rozbudowę armii, ale już w 1784 roku był świadkiem wzlotu balonu nad brzegiem Wisły.

Rok po skonstruowaniu balonu na gorące powietrze, czyli 21 listopada 1783 roku, Jean-Francois Pilatre de Rozier i Francois Laurent d’Arland wznieśli się w gondoli balonu nad ziemię podczas pierwszego, swobodnego lotu balonem w historii ludzkości. Ich balon nosił nazwę „Reveillon”. Przelecieli z Chateau de la Muette do Butte-aux-Cailles pokonując dystans około dziesięciu kilometrów. Wznieśli się na wysokość dziewięciuset czternastu metrów. Wielka impreza w Paryżu została wprawdzie zapowiedziana na dwudziestego listopada, ale tego dnia pogoda nie sprzyjała, odwołano więc lot.

Publiczność paryska nie zawiodła i drugiego dnia. Gdy Montgolfier zdecydował, że można puścić liny, de Rozier i d’Arlandes zajęli miejsca w okrągłym koszu. Jednak nim wzbili się w powietrze, gwałtowny powiew wiatru spowodował, iż balon opadł niebezpiecznie ku ziemi. Tylko dzięki szybkiej interwencji kilku obserwatorów udało się zapobiec katastrofie. Panie z towarzystwa pomogły zabezpieczyć rozdarcia w powłoce balonu. Półtorej godziny później balon był znów gotowy do startu. De Rozier i d’Arland ponownie zajęli swoje miejsca, odcięto liny i o godzinie 13.55 nadszedł historyczny moment. Tłum zamarł. Jeden ze świadków zanotował później, że nigdy nie słyszał w Paryżu takiej ciszy. Markiz d’Arland zasalutował w kierunku tłumu i pomachał chustką. Wtedy dopiero wybuchły okrzyki na cześć śmiałków. Benjamin Franklin, który był wówczas wśród wiwatujących Paryżan (jako polityk reprezentujący Amerykę), w odpowiedzi na pytanie, do czego służyć może ten nowy wynalazek, wypowiedział pamiętne słowa: A jaki jest pożytek z nowonarodzonego dziecka?

Wkrótce balon zniknął z pola widzenia zgromadzonych ludzi i poszybował nad stolicą Francji. Niektórzy zapaleńcy próbowali go dogonić biegnąc ulicami, inni wdrapywali się na dachy domów i na wieże katedry Notre Dame, by nadal śledzić jego lot. Gdy balon przeleciał na drugą stronę Sekwany, widoczny był przez chwilę na tle słonecznej tarczy. De Rozier i d’Arlandes podtrzymywali ogień dorzucając wiązki słomy. Wiatr przeniósł ich poza mury miasta i wtedy zdecydowali zaprzestać podsycać ogień, chociaż wciąż mieli w gondoli dużo słomy. Obawiali się jednak, że naprędce naprawiona powłoka balonu może ulec ponownemu rozdarciu. Wylądowali w Butte-aux-Cailles. Wieśniacy, którzy zbiegli się na ich widok, wśród wiwatów oraz ogólnej radości zmusili de Roziera do oddania im płaszcza, podarli go, a skrawki tkaniny podzielili między siebie jak relikwie. Całą Francję ogarnął szał balonomanii. Balony zdobiły zastawy stołowe, krawcy wykorzystywali motywy związane z balonami szyjąc modne stroje o bufiastych rękawach. Suknie i kapelusze dam przybrały kształt balonów, a fryzury nazywano a la Montgolfier, au globe volant, au demi-ballon, albo wprost a la Blanchard. Manufaktury w Sevres, Saint-Cloude, Limoges i Paryżu produkowały piękne, ręcznie malowane talerze, na których balony przedstawiano z wielką dokładnością. Układano wierszowane kuplety, w których rozmaici poeci dawali upust swemu entuzjazmowi. Pewien anonimowy poeta ułożył takie wersy:

Cook dociera do krańca oceanów,
Montgolfier wzlatuje pod niebiosa;
Otwórzcie dla mnie bramy piekieł,
a zgaszę gorejące tam płomienie!

W ślady de Roziera i d’Arlandes poszli też inni Francuzi. Trzydziestego listopada 1784 roku Jean-Pierre Blanchard oraz Amerykanin John Jeffries przelecieli z Ogrodu Rhedarium koło Grosvenor Square w Londynie do Ingress w hrabstwie Kent. Był to drugi lot Blancharda. Jego trzeci lot, także w towarzystwie doktora Jeffriesa, był nader ambitnym lotem, bo był to pierwszy lot nad kanałem La Manche (1785 r.). Lecieli z Dover do Guines dwie i pół godziny. Blanchard otrzymał sowitą nagrodę za swe osiągnięcia od króla Ludwika XVI. Po tym przelocie Blanchard postanowił propagować loty balonem w całej Europie. Na kartach historii znalazł się nie tylko jako ten, który przed Bleriotem pokonał dystans pomiędzy brzegami kanału La Manche, lecz i ten, który dokonał pierwszych wzlotów w Belgii, Holandii, Niemczech i w Polsce. We współczesnych encyklopediach przeczytać można o tym, że 10 maja 1789 roku o godzinie 13 wzleciał balonem z ogrodu Foksal w Warszawie, w obecności króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przebył dystans siedmiu kilometrów wznosząc się na wysokość dwóch kilometrów nad mazowiecką ziemią. Lot trwał około 49 minut. Był to trzydziesty czwarty lot Blancharda.

Warszawiacy mogą i dziś wspominać ów lot, zwłaszcza, gdy przechodzą w pobliżu kamienicy Dulfusa, w której mieszkał Blanchard podczas pobytu w stolicy. Mieszkańcy Wrocławia, przechodząc niemal co tygodnia przez Ostrów Tumski albo plac gen. Józefa Bema, powinni sobie przypomnieć lot Blancharda, który wzleciał balonem spod Bramy Fryderycjańskiej. Dziś brama nie istnieje, lecz ponad dwieście lat temu stała właśnie w tym rejonie miasta. Blanchard 27 maja 1789 r. wylądował we wsi Marcinów koło Trzebnicy. Trudno sobie wyobrazić jak bardzo i jak szybko wczesne loty balonów zmieniły pogląd na świat dostępny ludziom osiemnastego wieku, bez zaglądania do opracowań historycznych i starych dokumentów. W muzeach znaleźć można porcelanowe talerze, kubki i wachlarze z podobiznami balonów, a także medal wybity z okazji lotu Blancharda nad Wrocławiem. Na medalu mężczyzna w kapeluszu stoi w gondoli i macha niewielką chorągwią w kierunku widza. Balon ukazany jest na tle panoramy miasta, lecz panorama nie została przedstawiona tak, jakby projektant medalu widział ją lecąc z Blanchardem. Artysta prawdopodobnie skopiował stary sztych. Tylko ten, kto leciał balonem, mógł odtworzyć widok miasta pod odpowiednim kątem. Wprawdzie długo przed pierwszym wzlotem balonu niektórzy artyści malowali i rysowali widoki miast z perspektywy wież kościelnych lub wzgórz, lecz dopiero fotografie robione z gondoli balonów, upowszechniane w prasie, zaczęły znacząco zmieniać sposób widzenia świata dostępny ludzkości.

Ryszard Sawicki


Poniżej rycina przedstawiająca start balonu Blancharda we Wrocławiu, dnia 27 maja 1789 r.

Blanchard1789

Skomentuj